wtorek, 17 września 2013

Rozdział 15- "Nie no serio? Koljna nieszczęśliwa miłość?!"

-Nic ci nie jest?- zapytał w końcu chłopak.
-Ym.. nie. A tobie?- wtedy odsunęłam się kawałek od niego.
-O mnie się nie martw.- rzucił tylko.
-Mhm.- wymruczałam i usiadłam w koncie uparta o ściany windy. Chłopak zrobił to samo z drugiej strony.
Siedzieliśmy tak w ciszy może 20 minut. Nie wytrzymał i próbował nawiązać ze mną jakiś kontakt.
 -Ech.. pewnie jeszcze tu posiedzimy, więc.....- zacioł.
-Więc?- zapytałam, nie patrząc na niego.
-Dobra zapytam prosto z mostu.....
-Co?- to brzmiało raczej jak" ze co kurwa?!".
-Od 4 dni śledzę cię na zlecenie. Przykro mi to mówić, ale muszę cię zabić, jeśli chce odzyskać młodszą siostrę....- jego głos się załamał. Zrobiło mi się go szkoda, więc usiadałam przy nim i go przytuliłam mimo tego co przed chwilą usłyszałam.
-Możesz mi zdradzić kto cię wynajął i dlaczego ciebie, a no i dlaczego zabić mnie?
-Mówił coś, że to ma być jakaś zemsta za to co kiedyś zrobił mu twój brat, czy coś... ale ni wiem o co chodzi.
-Kurwa!- teraz to się wkurzyłam. Przecież mój brat mu nic nie zrobił, czemu mści się na mnie? Czemu mnie w takie bagno wciąga? Co za skurwiel.
-Przepraszam cię, ale muszę odzyskać siostrę. Była u babci, a potem miała wracać do domu. I nie wróciła bo ten skurwysyn ją porwał! Prawdę powiedziawszy to nawet nie wiem czy ona jeszcze żyje. Wiem, że był już w naszym mieszkaniu. Wszystko zastałem zdemolowane, ale nie zgłosiłem tego bo jej coś zrobią.
-Rozumiem. Zapewne u mnie też już był. Od teraz trzymasz się mnie, jasne?
-Jasne.- po tym winda ruszyła. To było dziwne. Po chwili byliśmy już w drodze do mojego mieszkania.
-Masz zajebisty motor.- mruknął chłopak.
-Dzięki. A właściwie jak masz na imię?- zapytał nagle stając oko w oko z nim.
-Kieran. Ale mów mi Kier.- puścił oczko.
-Aha.- wymruczałam i szłam do domu, ale zatrzymała mnie jego ręka na moim ramieniu.
-Kim ty właściwie jesteś?- zapytał akurat wtedy gdy odezwał sięmój szef.
-Agentko Alexis. Prosze o raport.- usłyszeliśmy z mojego laptopa.
-Agentka?- zapytał z niedowierzaniem.
-A myślisz, że czemu mnie ściga ten cwel?

***

Moje zadanie to ochronić mojego brata i Kierana oraz uratowanie małej dziewczynki. Cieszę się, że w końcu o mnie zadbano i mój kochany motor wrócił z naprawy. Poprzednia akcja troszeczkę go zmasakrowała. Czujecie ten sarkazm? Ech.... wszystko do wymiany. No ale cóż.

To chyba jakaś willa rodzinna, a nie miejsce zbrodni, ale dobra. Nie ma to jak willa nad wodospadem. Ale trzeba przyznać, że architekt nieźle to urządził. Tak jak z moich marzeń. Ale dobra, muszę się tam wkraść tak, żeby nikt mnie nie widział. To będzie trudne. A może lepiej zrobić jakąś scenę?

Weszłam tam jako Jessie J. Tak, tam miał się odbyć koncert. A ja wyglądam dokładni jak ona. Albert to mistrz kamuflażu. Weszłam na scenę, bo podobno się spóźniłam. Ciekawe co ja zrobię jak ona na serio przyjdzie. Cholera. Dobrze, że mam translator głosu.

***

-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Jessie J co? - zaśmiał się facet, który spostrzegł mnie jak odwiązywałam małą.- Oj Alexis kogo ty chcesz oszukać? Przecież wiedziałem, że tu będziesz.
-Widzę, że twoja blizna od naszego ostatniego spotkania nadal jest dobrze widoczna.- zakpiłam. -Uciekaj.- szepnęłam do małej. Tak zrobiła. Zostałam tylko ja i on.
-Możesz ich wszystkich chronić, ale dobrze wiesz, że to o twojego brata i ciebie mi chodzi. Zniszczyliście moje plany. Zapłacicie za śmierć Aleksa.- powiedział z taką powagą, że aż ciarki mnie przeszły.
-To nie nasza wina. To ty go zabiłeś. Ta substancja była trująca, a ty mu ją podałeś. Otrułeś go, a winę zrzuciłeś na nas. Jesteś mordercą Chuck. Mordercą.
-Nie wasz się tak o mnie mówić!- ups... chyba go wkurzyłam. Zaczęła się walka. Moją największą i najniebezpieczniejszą bronią w tym momencie okazała się szpilka. Wbiłam mu ją w kark.
-Co.. co ty mi zrobiłaś?- wydusił.
-Wbiłam ci małą szpileczkę w kark.
-Ale co.. się ze mną dzieje? Nie mogę się ruszyć.
-Tak bo to jest takie najczulsze miejsce. Teraz ogania cię stopniowy paraliż. Krew z całego ciała płynie prosto do mózgu. Gdy już cała krew się tam zgromadzi, powoli będziesz umierać w męczarni. A cała krew będzie wypływać ci stąd(tu wskazałam nos), tąd(tu wskazałam uszy), a nawet z oczu. To będzie męczeńska śmierć. A teraz żegnam cię.- powiedziałam, wzięłam moją szpilkę i wyszłam, zostawiając go na powolną śmierć. To za zabicie moich rodziców- pomyślałam wychodząc.

***

Minęło pół roku od śmierci Chucka. Kieran i jego siostra mieszkają ze mną. A no i mój brat po 5 latach w końcu raczył mnie odwiedzić. Tyle się nie widzieć....

piątek, 6 września 2013

Rozdział 14- "Czy to już koniec?"

-Alex? Obudź się...- dobiegł mnie męski głos, którego właściciel sprawiał, że zapierało mi dech w piersiach. Położył się za mną. Oplótł mnie w talii, przyciągnął do siebie i składał małe pocałunki na moim ciele. Aż przeszywał mnie dreszcz. Kocham to.
-Rób tak dalej to na pewno mnie rozbudzisz..- zachęciłam, po czym przerzuciłam się na drugi bok. Syrius nie przestawał. Było mi tak przyjemnie.... nie chciałam tego kończyć.

Nie widziałam się z ukochanym już tydzień. Wiem, że wyjechał w interesach, no ale bez przesady. Gdyby chociaż dał jakiś znak życia... ale ten nic. Kompletne zero.. Wtem rozległ się dźwięk dzwonka. Nie patrząc kto dzwoni, odtworzyłam drzwi. Liczyłam, że to On. Pomyliłam się....
-Agnes? Agnes! Tak za tobą tęskniłam!- rzuciłam się przyjaciółce na szyję. Syrius zmienia się tylko czasem. Agnes wie o wszystkim. A no i jej mąż, zmienił ją w wampira. Jest w tym coraz lepsza. Tak jak ja, nie rzucała się na ludzi, a teraz krew na nią nie działa. Zresztą.... na mnie też nie. Od razu zaprosiłam ją do środka i rozsiadłyśmy się na kanapie. Gadałyśmy i gadałyśmy... miałyśmy tyle sobie do powiedzenia. Zaraz zadzwonił znowu dzwonek do drzwi. Tym razem tak jak wcześniej nie patrzyłam kto, to i od razu odtworzyłam.
-Cześć Kein. Co cię tu sprowadza?- po jego minie sądzę, że to nic przyjemnego. To najlepszy przyjaciel Syriusa.
-Alex.......przykro mi, ale......- nie musiał dokańczać. Po policzkach momentalnie spłynęły mi łzy. Za mną stanęła Agnes i przytuliła gładząc po włosach i mówią "spokojnie...." "cii..".
-Ja pierdole!!!!! Dlaczego to znowu mnie spotkało?!!! Czy to już koniec?! Straciłam kolejnego męża! Moje życie jest do dupy! Skoro oni zginęli to ja też chce! Będę z nimi tam!(tu wskazałam palcem na sufit, mając na myśli niebo)- krzyczałam przez łzy. Wyszłam na balkon. Mieszkamy na 9 piętrze. Chciałam rzucić się z balkonu. To była by piękna śmierć, ale ja i tak bym nie zginęła. Wiem....
-Alex ,cholera, uspokój się!- wrzasnęła Agnes. Była roztrzęsiona tak jak ja. Kein trzymał mnie w żelaznym uścisku. Wtuliłam się w niego. Płakałam na jego pierś. Tak samo jak Agnes gładził mnie po włosach i mówił, że wszytko będzie dobrze, chociaż dobrze wie, że tak nie będzie.

***

-Hej Alex, wróciłam!
-Okej! Zaraz będzie obiad!
-Dobrze!

***

-Ciociu?
-Tak, Angel?
Odkąd mieszkam razem z Agnes i jej rodzinką, Angel zawsze przychodzi do mnie. Prosi o pomoc w różnych sprawach. Ostatnio jej pomagałam w zmianie stylu. Ciekawe o co teraz poprosi. I pomyśleć, że ona ma już 14 lat. Ach... jak ten czas szybko leci. David ma 16 lat. I jest całkiem przystojny. I nie mówię tego tylko dlatego, że jestem jego chrzestną. Ale przyznam, że Agnes i Marcelowi dzieci się udały... z resztą nawet oni są śliczni, przynajmniej dawniej. Teraz już się troszkę zestarzeli. Ja też. Ale ja przeszłam totalną zmianę. Wyglądam całkiem inaczej. Mam czerwone włosy ;3. Zawsze chciałam tak wyglądać.
-Ciociu bo...... mojej koleżance podoba się mój brat, no i ona mi się pytała czy jest zainteresowany, czy ma dziewczynę i takie tam, ale ja nie chce, żeby David z nią był, czy w ogóle się zadawał.... co ja mam zrobić?
-Wiesz.... myślę, że musisz pogadać o tym z Davidem. Ale ... dlaczego nie chcesz, żeby on się z nią zadawał?- zapytałam siedząc z Angel po turecku na moim łóżku.
-No bo.... w szkole wszystkie dziewczyny do niego latają, no i udawają, że mnie lubią, żeby David je polubił.... Nie chce tego, a ta koleżanka ma chłopaka i cały czas flirtuje z nim.
-Rozumiem... myślę, że..- nie dokończyłam, bo David stał cały czas we framudze drzwi a ja  go nie zauważyłam. Podszedł do nas i mocno przytulił siostrę.
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?- zapytał takim zrozpaczonym głosem, że aż mi łzy w oczach stanęły.
-Bo.... sama nie wiem... chyba się bałam twojej reakcji.....- powiedziała cicho Angel ale i tak ją usłyszałam.
-Nie potrzebnie. Wiem, że się o mnie martwisz, ale szkoda, że nie wiedziałem od początku, że dziewczyny tak robią jak mówiłaś cioci. Od dziś nigdzie się beze mnie nie ruszasz, jasne?
-Jasne. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-No dobrze, chodźmy już na dół, bo kolacja czeka.- wtrąciłam i całą trójką zeszliśmy na dół.

*oczami Davida*

Razem z moją młodszą siostrą Angelą, poszliśmy do skateparku. Jestem skaterem a ona bardzo chciała mnie zobaczyć w akcji. Dziewczyny nadal próbują do mnie dotrzeć jej kosztem, ale ja na to nie pozwalam i nie zwracamy na nie uwagi. Jeszcze nie spotkałem, żadnej dziewczyny, która wpadła by mi w oko i na dodatek, przy niej czułbym się..... inaczej. Przy okazji pozna moich ziomali: Hazze i Louisa. To moi najlepsi kumple od kilku lat. Hazza jest dość groźny. Dlatego dziewczyny na niego lecą, ale chłopacy się go boją. Lou natomiast jest bardziej wesoły i spokojny.
-Siema chłopaki!- przybiłem z każdym piątkę.- To jest moja siostra..- nie dokończyłem bo Lou dokończył za mnie.
-Angel.- uśmiechnął się od ucha do ucha Lou i przytulił ją.
-Haha, no siemka.- zaśmiała się do Louisa, kiedy ją puścił. Spojrzała na Hazze i całkowicie zbiło mnie z tropu to, że ona się go nie bała, tylko oboje mierzyli się wzrokiem.
-Cześć, Angel.- powiedział jakby obojętnie.
-Cześć Harry.- super...... on nienawidzi jak na niego mówią "Harry", woli "Hazza".
 Czekałem, aż coś się stanie. Aż on wybuchnie niekontrolowaną złością, ale się nie doczekałem. Harry i Angel zaczęli się śmiać. To jest jakaś nowość, bo on się nie śmieje. No chyba, że z kogoś.
-To co... będziesz jeździła z nami?- zapytał Hazza, moją siorę. Tym to mnie zaskoczył totalnie. On był miły. MIŁY! To jest niemożliwe....
-Nie umiem...- zawstydziła się.
-A chcesz się nauczyć?
-No jasne!- wykrzyknęła uradowana. Harry wziął ją za rękę i poprowadził do miejsca, gdzie nikt nie jeździ i może ją nauczyć.

Po 3 godzinach, moja siostra, Angel, śmigała razem z nami. Dostała nawet jedną z kilkunastu deskorolek Hazzy. On nauczył ją dziś sporo rzeczy. Lou i ja cały czas robiliśmy jakieś triki. Było kilka dziewczyn, które wzdychały na widok Hazzy, a wkurwiały się na moją siorę. Chyba je zazdrość zżerała. Właśnie podjechał mi jakiś kolo i się wyjebałem. Wylądowałem na szczęście na rękach. Właśnie się podnosiłem, kiedy podeszła do mnie dziewczyna.
-Och.. przepraszam. Nic ci nie jest?- była dość niska, miała długie i jasno brązowe włosy. Zielone tęczówki idealnie kontrastowały z jej  jasną cerą. Miała na sobie krótkie spodenki, luźną bluzkę z napisem" Bitch Plizzzzz", no i SnapBacka z napisem "YMCMB". Była lekko wystraszona, ale i tak się uśmiechnęła.
-Nie. Spoko. - odpowiedziałem jej uśmiechem.
-Na pewno? Nie chciałam ci podjeżdżać.. przepraszam..
-Oj no już dobrze, dobrze.. spokojnie, na prawdę nic mi nie jest. - zaśmiałem się.
-Oj no skoro tak nalegasz.- zawtórowała mi.
-Nie widziałem cię tu wcześniej. Skąd jesteś?
-Ech... jestem Selin i niedawno się tu przeprowadziłam z Belgii. - uśmiechnęła się i podała mi rękę.
-A ja jestem David,a mieszkam tu od zawsze.- podaliśmy sobie ręce. Cały czas przykucała przy mnie, a ja siedziałem na ziemi. Wstałem i wziąłem deskę. Okazało się, że jej mama pracuje z moją mamą i mieszka tylko 3 przecznice dalej. Poznałem ją z chłopakami, a z moją siostrą od razu się zaprzyjaźniła. Chociaż jedna, która nie udaje. Fajna jest.

 Nadeszły ferie zimowe. Tak długo wyczekiwane ferie. A teraz dwa tygodnie bez szkoły. Codziennie wychodzę z chłopakami i Selin na dwór. Ostatnio poszliśmy do lasu. A właściwie Angel i Selin wymyśliły sobie zimową sesję. Niechętnie ja z chłopakami się zgodziliśmy, alee....... było warto bo zdjęcia wyszły całkiem nieźle.

*oczami Alexis*

Od kilku lat, pracuje w gazecie. Pisze całkiem nieźle. Wielu z mojej pracy, próbowało mnie wyciągnąć na randkę, ale ja zawsze odmawiałam. Nie mam zamiaru się z nimi umawiać. Nic nas nie łączy, więc...... nie daje szansy.
 Właśnie założyłam kurtkę, na siebie, tak, żeby było mi ciepło, wzięłam torbę i szłam do windy. Miałam na sobie to. Weszłam do windy. Pracuje na 5 piętrze, więc jakoś mi się nie chce schodzić tyle po schodach. Na 4 piętrze dołączył do mnie, całkiem przystojny chłopak. Spodobał mi się tunel w uchu. I to, że wygląda jak buntownik. Ale ciężko stwierdzić ile może mieć lat. Spojrzał na mnie tylko i zaraz stanął w koncie. W pewnym momencie winda się zatrzymała pomiędzy 4 a 3 piętrem i upadłabym na podłogę, ale on mnie złapał i przyciągnął do siebie.



wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 13- "Alex...ja przepraszam, ale ..."


  Obudziłam się leżąc naga na Syriusie. Było tak dobrze....... jak z Kubą wtedy.... Okazało się, że on też nie śpi. Przełożył mnie obok niego, a sam położył się na mnie. Składał na moim ciele pocałunki, biegnące od szyi po piersi, dalej przez brzuch, aż dotarł do mojego wilgotnego miejsca. Rozszerzył moje nogi, tak by miał lepsze dojście. Wsunął swój język i jeździł nim, po mojej łechtaczce. Było słychać nasze przyśpieszone oddechy i jęki, które wydawałam z siebie pod wpływem ruchów jego języka. Wiedział co dobre....
-Jesteś taka, cudowna, jak ona....
-A ty taki jak on...

 Był już wieczór, cały dzień spędziliśmy na figlowaniu. To co on robił z moim ciałem... ach... sama rozkosz. Teraz byliśmy przed starym mostem. Niestety było cicho... za cicho. Złapali nas jacy nieziemsko przystojni chłopcy, z broniami. Mieli na  sobie tylko spodnie. Każdy z nich dobrze umięśniony no i kaloryfer. Awrr.... kocham takich.

Byłam w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Całkowicie sama i miałam na sobie tylko cieniutki materiał. Było widać praktycznie każdy skrawek mego ciała. Tylko włosy zasłaniały moje piersi. Nagle do pomieszczenia wszedł wysoki brunet, bardzo umięśniony. Miał ciemne oczy. Był bardzo przystojny. Ukucnął przy mnie.
-Witaj droga Alex.- powiedział uwodzicielsko. Pod wpływem jego głosu, czułam się tak.... rozkosznie.
-Kim jesteś?- zapytałam z trudem nie ulegając przystojniakowi, który delikatnie robi kółka na moich piersiach.
-Twoim najlepszym kochankiem.- szepnął mi do ucha. Po czym zaczął wysysać moją skórę na szyi. Tak, robił mi malinkę. Odchyliłam szyję, żeby miał lepsze dojście. Gdy już był zadowolony ze swego dzieła na mojej szyi i zobaczył moje naprężona sutki, przeszedł do tego samego czynu na piersiach. Czułam jak uśmiecha się szyderczo gdy jęki rozkoszy wydobywały się z moich ust. W głowie wymyśliłam plan. Muszę robić wszystko, by na prawdę sadził, że się rozkoszuje nim. Mogę nawet iść z nim do łóżka, byle by zobaczyć Syriusa  żywego u mego boku.
-Podoba ci się co, maleńka? Wieczorem przekonasz się co to prawdziwa szybkość i długa rozkosz. Będziesz krzyczeć me imię pode mną.- powiedział pocałował moje sutki, po czym chciał odejść, ale ja przyciągnęłam go do siebie.
-Nie zostawiaj mnie....- powiedział uwodzicielsko.-chcę jeszcze raz..- dodałam i położyłam jego rękę na moich piersiach. Ten zaczął je masować, ściskać..uśmiechał się szyderczo ten cham. Podobało mu się to, że go chciałam.
-Nie mogę się doczekać kiedy w ciebie wejdę.- szepnął mi do ucha przygryzając je.
-Dylanie!- rozległ się kobiecy głos, na który on się wzdrygnął, ale nie przestawał pieścić moich zderzaków.
-Witaj.- powiedział uwodzicielsko do młodej i nagiej kobiety, która weszła do pomieszczenia. Nie zwróciła na mnie zbytniej uwagi, tylko rzuciła się na Dylana. Całowała go nachalnie i jeździła rękoma po jego plecach, a on ją macał po całym ciele.

***

-Syrius..- powiedziałam przez płacz wtulając się w jego tors. W końcu jesteśmy bezpieczni. Teraz stoimy w lesie. Na dodatek cały czas pada.
-Alex..ja przepraszam, ale ... to wszystko się stało to była moja wina...
-Cii... nie mów tak. Najważniejsze, że jesteśmy cali, zdrowi i bezpieczni.
-No tak, ale..
-Żadne ale...nic już nie mów.
Tak jak powiedziałam tak też zrobił. Wróciliśmy do Matt'a, Alice i dziewczynek. Ja i Syrius chodziliśmy ze sobą. To była nasza zakazana miłość, ale nikt nie był w stanie nam w niej przeszkodzić.
-Cieszę się, że nic ci nie jest.- powiedział Matt przytulając mnie bardzo mocno do siebie. Czułam jak jego głos drży. Mój z resztą też.
-Ja też się cieszę...- kiedy my się tak rozczulaliśmy, wszyscy poszli do salonu, zostawiając mnie i mojego najkochańszego przyjaciela samych w jego pokoju. Usiedliśmy na łóżku i wszystko mu opowiedziałam dokładnie. Był pod wrażeniem, że udało nam się uciec. Ech... resztę dnia spędziłam w gronie rodziny, którą kocham. Nie wiem co bym bez nich teraz zrobiła.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 12- "To było piękne przeżycie."

Siedzieliśmy w jakiejś jaskini. To był Jego dom. Nie ma go tu, ale nadal pozostaje w moim sercu. Syrius zachowuje się dziwnie. Przypomniała mi się pewna chwila, gdzie obiecałam Kubie, że jeżeli jego już nie będzie, mam robić wszystko bym była szczęśliwa, a on mi pomoże z góry. Ech.... to niech mi pomorze teraz. Zakochuję się w jego bracie bliźniaku. Czy ze mną jest coś nie tak? Karciłam siebie w myślach. Ale zapomniałam o jednym...
-Serio?- zapytał mnie nagle Syrius. Był niebezpiecznie blisko mnie, ale w sercu czułam, że Kuba chce, żeby tak było. Poddałam się temu co zrobi ze mną.Zapomniałam, że porozumiewamy się myślami. Słyszał w głowie to co powiedziałam. Że też o tym zapomniałam. Czułam jego oddech na moich wargach, które po paru sekundach delikatnie muskały się z wargami Syrius'a. Delikatne muskanie przeszło w bardziej czuły i namiętny. Całował dokładnie tak samo jak Kuba. Ech, że też wszystko mi go przypomina. Nie odrywając się od siebie, zaczął wsuwać jedną rękę pod moją bluzkę i masować nią moje plecy. Pod wpływem jego dotyku przeszywał mnie dreszcz. Czułam się nieziemsko gdy jego druga ręką powędrowała na moje pośladki i szczypał je mocno. Z moich myli wiedział jak mnie podniecić. Jak dobrze, że przypadkiem wyczytałam w jego umyśle pewną rzecz..... Delikatnie się odsunęłam. Jedną rękę wplotłam w jego jasne długie włosy,a drugą wsadziłam mu w gacie. Wiem, jak to brzmi, ale tak było. Zaczęłam masować jego męskość. Po chwili ujrzałam na jego plecach skrzydła, które pod wpływem mojego dotyku drżały z podniecenia. Co chwile było słychać nasze przyśpieszone oddechy i pomruki pożądania..... Szkoda, że tak szybko to się skończyło...

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 11- " ..jestem bratem Kuby..."

-Bo ja.... ja... jestem bratem Kuby....-Co jak co, ale w tym momencie to mnie zatkało. Stałam jak wryta.... Czy on sobie ze mnie żartuje?! Nie, nie, nie ..... to nie może być prawda....
-Że co?! Żartujesz sobie, tak?
-N..no.. nie. czemu miałbym z tego żartować? Cierpię tak samo jak ty... Nie jest mi łatwo. Tobie z resztą też nie .... wiem, co przeżywasz. Ja jako czarny anioł nie odczuwam tego jak wampir, zakochany.- powiedział kładąc rękę na moim ramieniu. To dziwne jak uderzająco podobni są do siebie. Tak bardzo braku,je mi Kuby... Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Matt'a stojącego centralnie za mną. Aż się wzdrygnęłam.
-Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć, ale musimy się już zbierać. Alice się martwi. - powiedział Matt, łapiąc mnie w talii i powoli odciągając od niego. Ale... właściwie jak on ma na imię?
-Czekaj..- powiedziałam do Matt'a i wyrwałam się z jego objęć. Potem spojrzałam mu w oczy przepraszająco i podeszłam do Anioła. Ze łzami w oczach uwiesiłam się na jego szyi. On położył ręce na mojej talii i całe powietrze wokół nas zawirowało. Po chwili znaleźliśmy się w... właściwie co to jest?
Dobrze, że miałam na sobie dżinsy i skórzaną kurtkę Alice. Ja i Anioł staliśmy na moście wtuleni w siebie. Nie ukrywam, że czułam cię wspaniale. Zima to moja pora. Kocham ją odkąd przeszłam przemianę. Jest cudownie, piękna.
-A właściwie jak ty masz na imię? - zapytałam.
-A no właśnie... jestem Syrius. - powiedział i pocałował mnie delikatnie w rękę. Aż przeszedł przeze mnie dreszcz podniecenia. Jak na mrocznego anioła, to jest całkiem przystojny i ma delikatne wargi. Alexis to cholery, ogarnij się dziewczyno! Przecież parę godzin temu straciłaś kochanego męża, a już podkochujesz się w jego bracie. Ale Kuba zawsze mi mówił, że ma robić wszystko byle bym była szczęśliwa. Ale czy zakochanie w jego bracie, jest dobrym wyborem?- O czym tak myślisz?-wyrwał mnie w moich rozmyśleń.
-O niczym.... gdzie ty mnie zabrałeś? Co to za miejsce? A gdzie jest Matt?- szczerze? Trochę się zdenerwowałam. Z lasu dobiegł mnie jakiś szelest. A już po chwili pojawił się.... pies. To ten sam, który mnie uratował wtedy w biurze. -Basta? Co ty tutaj robisz? - powiedziałam i przykucnęłam wołając do siebie psa. Od razu przyleciał do mnie.- Kochana psinka.- dodałam i poklepałam psa po mordce. Syrius dziwnie zareagował na Bastę.
-Co to za pies? Skąd on się wziął?- zapytał.
-To jest Basta. Mój dawny ...pies. Ymm.... kiedyś uciekł i znów wrócił.- jak dobrze, że on nie umie czytać w myślach... no przecież mu nie powiem, że to mój obrońca i, że w każdej chwili może się zmienić w wielkiego potwora z kosmosu. I, że gdyby chciał to może nawet go zabić.
-Aha.-czułam, że mu się nie podoba towarzystwo innego stworzenia. Ale przecież mu nie wygarnę, że wiem o czym myśli bo mnie tu zostawi. A nawet nie wiem gdzie ja do cholery jestem?!
-To gdzie my jesteśmy? Co to za miejsce? Możesz mi w końcu odpowiedzieć , czy się raczej nie doczekam?- jestem dość nie cierpliwa. Wiem, ale wkurza mnie, że ja muszę mu odpowiedzieć na każde pytanie, ale jak ja go coś zapytam to, nie raczy mi odpowiedzieć. Co za debil. -.- ....
-To jest Kraina Zimy. Stąd pochodzę ja i Kuba.



Jesteśmy w jakiejś jaskini, czy skale, czy bóg wie gdzie, ale tu przynajmniej jest ciepło.

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 10- "Śmierć ukochanego"

-Kuba! Zatrzymaj się!- krzyczałam ale on mnie nie słuchał. Przyśpieszył. Gdy zobaczyłam tira przeraziłam się. -Kuba, tir!- krzyknęłam. zaczął hamować. Obróciło nami, aż mnie wyrzuciło na stronę lasu. Nadziałam się plecami na jakiś pień czy coś. A Kuba....
-Kuba!!! Nieee!!!! Tylko nie to!!!! Boże!!! Dlaczego?!!!! dlaczego on a nie ja?!!! Kuba!!!- krzyczałam zrozpaczona. Podbiegłam do niego. Widziałam tylko jak głowa oderwana od reszty nagle poturlała się pod moje ręce. Ostatni raz na nią spojrzałam i powiedziałam rycząc jak dziecko.- Kocham cię. Zawsze będę...- i nagle poczułam jak silne ramiona mężczyzny, zabierają mnie  stąd. Cały czas płakałam. Chłopak przeprowadził mnie na drugą stronę,a już po chwili tir i szczątki mojego ukochanego rozbłysły w ogniu. A jakby ja tam była? Zginęła bym razem z moim kochanym. Ale nie... przecież jestem wampirem. Jestem nieśmiertelna. Cholera. Kolejna porcja łez spłynęła po moich policzkach i wtuliłam się w umięśniony tors chłopaka. Poczułam znajome perfumy. Nawet ni spojrzałam kto to jest. Płakałam w jego ramionach.
-Alex, mogłaś zginąć. Niby już dorosła a wciąż nie myśląca. Wiem, że to dla ciebie szok, stracić męża w taki sposób.- powiedział chłopak. Nadal na niego nie patrzyłam, przecież już wiem, że to Matt.
-Jestem nieśmiertelna Matt. To on przyspieszył, myślał, że zdąży a tu...- i znów się rozpłakałam.- Dlaczego akurat on?!
-Ciii... spokojnie, mała. Zabiorę cię stąd. Wiem, że jesteś wampirem. Moja dziewczyna Alice, też jest wampirka, jak my. Przewiduje przyszłość. Widziała, że zginiesz jeśli cię ktoś od niego nie odciągnie. Nie mogłem cię stracić.
-Dziękuję. - szepnęłam i mocniej się do niego przytuliłam.
-Nie ma sprawy. Chodź. Zabiorę cię do siebie. Mieszkam w tym lesie. -W lesie? A to dziwne.... cieszę się, że znów mi pomaga w trudnych chwilach. A co z Brandonem i Angel?
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Och Alice... dziękuje ci....- powiedziałam, rzucając się w ramiona Alice.
-Spokojnie. Nie chciałam, żeby coś ci się stało. Wysłałam po ciebie Matt'a. Zdążył na szczęście.
Po chwili moim oczom ukazała się dwójka dziewczynek. Bliźniaczek. No nieźle.. spłodził piękne dziewczyny.
-Witaj Alexis.- powiedziały równo.
-Cześć.- powiedziałam. Po moich policzkach nadal spływały strumienie łez.
-Coś się stało?- zapytała jedna z nich podchodząc do mnie. Dotknęła mnie a ja poczułam prąd.
-Ałć..- syknęłam.
-Przepraszam.- powiedziała nerwowo i puściła mnie.
-Tak stało.... jakieś 20 minut temu straciłam mojego ukochanego męża. Nie mam już nikogo.... Właśnie straciłam osobę, której nigdy nie chciałam stracić... - powiedziałam szlochając. Nie wytrzymałam mówiąc im o tym i znów się rozpłakałam.
Matt, siedział na krzesełku zaraz obok mnie. Wstał z niego i przytulił do siebie. Dobrze zrobił. Po chwili usłyszałam szloch. Spojrzałam na jedną z dziewczynek. Jedna poraziła mnie prądem a druga słysząc to poryczała się razem ze mną. Wyciągnęłam do niej dłoń i przytuliłam ją do siebie, opuszczając Matt'a.
-Tak mi przykro ciociu... to takie okropne... bo ty.. ty go kochasz najbardziej na świecie a teraz... a teraz go już nie ma... nie będzie robił ci rano śniadania... nie będzie cię obejmował od tyłu z zaskoczenia... nie będzie już tych wygłupów ... nie ma go.- powiedziała, co chwilkę przerywając szlochem. Druga próbowała być twarda i nie mrugała nerwowo, żeby nie uronić łzy... nie udało się jej. Alice zobaczyła to i podeszła do niej przytulając ją do siebie.
-Masz racje kochanie. Nie ma go i nie będzie już tych rzeczy, które trafnie wymieniłaś.... ale nie martw się... Teraz jest w niebie i będzie mu tam dobrze. Czuwa nad nami.- powiedziałam i pocałowałam ją w czubek głowy. Ta odsunęła się ode mnie i spojrzała mi w oczy. Miała szkliste oczy, tak jak ja. To trochę dziwne, bo ona go nie znała a tak się przejęła... czy ona ma moc, odczuwania tego samego co osoba, którą dotyka. Patrząc w jej oczy widziałam go. Widziałam sytuacje i obrazy z nim. Nasz pierwszy pocałunek. Poznanie w skateparku. chrzciny maluchów. I inne... ona wszystko to pokazała mi w swoich oczach.
-Jak ty to...- urwałam, bo nie wiem jak to ująć.
-Ma taką moc. Widzi i czuje wszystko co osoba, którą trzyma.- powiedział Matt. Idealnie zgadłam.
-A ja potrafi porazić prądem każdego co mnie dotknie. Ale umiem, też stworzyć pole obronne wokół każdej osoby, łącznie ze mną.- powiedziała druga bliźniaczka odrywając się od mamy.
-Ja przewiduję przyszłość, ale to już wiesz.- powiedziała Alice, uśmiechając się delikatnie do mnie. Odwzajemniłam uśmiech i opuszkami palców przetarłam oczy od łez. Nie płakałam już. Jego już nie ma. Tego nie zmienię.
-Czujecie to?- zapytałam. Czułam zapach jakiegoś stworzenia. Jakby człowieka ale jakiegoś..... innego.
-Tak. To mężczyzna. Człowiek... ale jego zapach jest jakiś inny. - powiedział Matt. -Jesteś świeżą wampirką i nie panujesz jeszcze nad sobą...- nie usłyszałam co mówił dalej bo nie wytrzymałam i ruszyłam, za zapachem. Słyszałam, że Matt biegnie za mną.http://www.sidzina.net.pl/zdjecia/0/Mroczny-las.jpg
Czułam, że jestem coraz bliżej. Matt był tuż za mną. Jako wampiry jesteśmy nienaturalnie szybcy. Zatrzymaliśmy się przy kamieniu. Nie wierzyłam w to co widzę. Moim oczom ukazał się .... http://cdn.besty.pl/upload/file/2475898.gif
.... czarny anioł. Zmieniał się. Krzyczał głośno... to było przerażające. Wzdrygnęłam się na dźwięk bólu jaki sprawiała mu przemiana. Wszystko wokół niego zawirowało. Nagle niebo się przygasiło. Zachmurzyło się. To było jak jakieś tornado. Matt widząc, jak się wzdrygnęłam, chwycił mnie za rękę. Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam. Coś ciągnęło mnie do tego mrocznego anioła. Nagle w głowie pojawił się głos.
Wiem, że jesteś świadkiem przemiany. Ty i on. Nie bój się. Nie zrobię wam krzywdy. Przepraszam jeżeli cię przeraziłem moimi jękami ale to na prawdę bolesne. To było dziwne, ale odpowiedziałam mu w myślach. Rozmawialiśmy tak przez chwilkę. A Matt tylko się mi przyglądał.
Kim jesteś? Czego chcesz? Czemu to tak cię boli? Nie przepraszaj, wiem, że boli. Też krzyczałam podczas mojej przemiany.
Posłałam mu wiadomość. Jestem czarnym aniołem. Człowiekiem, który został zmieniony przez żonę... Zginęła tu dziś w wypadku. Razem z Kubą. Na dźwięk jego imienia moje oczy i usta otwarły się. Cały czas przykucałam przy skale z Matt'em ale wstałam i podeszłam do niego.
-Wyglądasz podobnie do niej..- powiedział czarny anioł przyglądając się mi.
-Ty do niego też...ale jak to możliwe? Skąd wiesz, że z nim? Skąd o nim wgl wiesz? Kim ty jestes?..- patrzyłam mu prosto w oczy.
-Bo ja.... ja... jestem bratem Kuby....

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 9- "Co to miało być?!"

Szybko się oderwałam od jego pocałunku. Do cholery, człowieku ja mam męża! Odbiło ci?!
-Co to miało być?! Odbiło ci?!- krzyczałam.
-Pocałunek. Tak odbiło mi na twoim punkcie. Zrozum, że ja cię kocham i jeszcze będzie ze mną. - powiedział spokojnie i uwodzicielsko Brandon. Idiota. Co to ku*wa miało być?! Będziesz moja?! Pogięło go, czy co?! Już ja mu pokaże.. jak mu przyłożę to..
-Brandonie, nie rób tego więcej. Moja ciocia ma kochającego męża i ona też go kocha jak nikogo innego. Nigdy nie będzie twoja. Zrozum to. A ty chodź za mną.- powiedziała Angel i poszłam za nią. Brand stał przez chwilę, by po chwili znów zmienić się w wilka. Powiedział przez ramię.
-Oj Alex, Alex... zapłacisz mi za to ty i twój kochaś. Ale zacznę od ciebie.- powiedział i rzucił się na mnie.
Byłam przerażona, że zaraz mnie dopadnie, ale Angel wpakowała go w wielką bańkę i leciał razem z wiatrem ku górze.
-Dooobra.. to było dziiiwne.- powiedziałam patrząc za lecącym wilkiem.
-Ty to zrobiłaś. Jesteś wampirem ale też władasz żywiołami. W obronie własnej zrobiłaś bańkę. No i puf.
-Ale super. A ty? Co tak właściwie robisz?
-Ja jestem przecież małą dziewczynką, która rozmawia z zwierzętami. Czuję je na każdym kroku. Znam każdy gatunek. ale moje ulubione to niebieskie ważki.- powiedziała mała i szła dalej.
-Dokąd mnie prowadzisz?- zapytałam.-Co z naszymi rodzinami? Martwią się.....
-A no bo ty nie wiesz.... Twój klon, jest w szpitalu, mój z resztą też. Siedzą tam i czekają, aż się wybudzimy ze śpiączki.
-Co?! Oszalałaś?!
-To dla ich dobra. Wolałabyś im wszystko wygarnąć? Czy może najpierw uratować siebie? I następnych?
-Ech.... no dobra masz rację. To idziemy.
Nie wiem ile kilometrów przeszłyśmy, ale powiem wam szczerze, że się nawet nie zmęczyłam. Ale czego ja się dziwię... przecież jestem wampirem. Mnie takie coś nie męczy. Ciekawe jak sobie radzi Kuba. Tęsknie za nim. Tęsknię, za moim kochanym przystojniakiem. Ej... przecież mam komórkę. Mogę mu napisać co się dzieję... ale to potem. Szłyśmy wzdłuż jakiejś ulicy, obok lasu.... to jest wieś. Na pewno. Usłyszałam dźwięk motoru i poczułam jak ktoś rzucił się na mnie. Przewróciliśmy się.
-Co to do cholery ma znaczyć?!- krzyknęłam do tej osoby. To chłopak. To jest....
-Kuba? Co to ..... to jest jakiś żart?- To był mój kochany Kuba. Co on tu robi?
-Jestem numerem 9. Przepraszam kochanie. Nie chciałem ci tego mówić. - powiedział Kuba. Ubrany w to.
-Ty jeździsz motorem?- zapytałam, patrząc jak seksownie wygląda w tym stroju.
-Tak. Nie tylko na deskorolce.- zaśmiał się. Zawtórowałam mu. Angel nagle zniknęła.
-Angel?! Angel?!-byłam przerażona.
-Spokojnie, jestem niedaleko. Przez jakiś czas poprowadzi cię Kuba. Potem znów się spotkamy. Usłyszałam głos Angel w mojej głowie. To było dziwne. Słyszę wszystkich myśli.... jeju... co się ze mną dzieję?
-Kochanie, wiem, że to dla ciebie nowe, ale czuję, jak czytasz w moich myślach. Spokojnie. Nauczysz się wszystkiego.- powiedział i przytulił mnie do siebie.
-Kocham cię.- szepnęłam, ledwie słyszalnie.
-Ja cb też.- szepnął.
Jechaliśmy gdzieś* Nie wiem gdzie* motorem Kuby. Przed oczami miałam obraz jak Kuba ginie pod tirem. To jest okropne.... nie mogłam oderwać się od tego.
-Kuba! Zatrzymaj się!- krzyczałam ale on mnie nie słuchał. Przyśpieszył. Gdy zobaczyłam tira przeraziłam się. -Kuba, tir!- krzyknęłam. zaczął hamować. Obróciło nami, aż mnie wyrzuciło na stronę lasu. Nadziałam się plecami na jakiś pień czy coś. A Kuba....

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 8- "przewidzenie"

 Obudziłam się nad brzegiem. Fale powoli podmywały mnie. Ale... co ja tu do cholery robię? Nikogo tu nie ma  i .... jestem po drugiej stronie brzegu! Jak ja wrócę tam? Przecież oni odchodzą od zmysłów.... martwią się co się ze mną dzieję. Hmy hmy hmy hmyyy hmy hmy..... ja.. znam to nucenie.
-Angel! Jesteś tu?! Angel!- wołałam.
-Nie krzycz bo je wystraszysz.- powiedziała spokojnie Angel, która trzymała w rączkach małą, niebieską ważkę. - A właściwie nie powinnaś tak reagować na magię. Ona jest dla ciebie miła a ty ją krzywdzisz. Jesteś jedną z wybranych.
-A ty skąd to wiesz?
-Nie czułaś przy mnie magii?
-Czułam. Cały czas mam ją w sobie. Podejrzewałam, że też musisz coś mieć nadludzkiego.
-Ja przyszłam na świat w postaci małej dziewczynki, bo muszę ci pomóc. W wypełnianiu przeznaczenia. Jesteś numerem 5. Musisz uciekać. Wiesz o tym, prawda?- mówiła to jakby jej dusza była nie wiadomo jak stara.
-Tak wiem, ale ja nie chce byś zamordowana przez tych idiotów. Musi być jakiś sposób na unicestwienie ich.
-Pamiętasz tego psa, który poszedł za tobą wtedy do biura i cie obronił? To jest twój obrońca. Zawsze ci pomoże. Pamiętaj o tym. A teraz chodź. Musimy skontaktować się z numerem 9.
-9? Ale czemu 9? a co z resztą?
-Nie wiesz? Przecież oni już nie żyją. Byli pierwszymi ich ofiarami. Ty jesteś następna. Chodźmy stąd, bo jeszcze nas złapią tu.
-No dobra..- westchnęłam. Poszłyśmy w głąb lasu. Ale na wielkiej skale pojawiły się nagle wilki.
Był piękny. Az chciałam podejść i go pogłaskać. Blask słońca przebijający się przez konary drzew i padający idealnie na sylwetkę wilka. No nieziemsko.
-Witaj numerze 5.- przemówił męskim głosem wilk.
-Ty mówisz?- byłam w szoku.
-Przecież go znasz ciociu.- powiedziała Angel.
-Znasz mnie pod ludzką postacią Alexis.- poznaję ten głos.
-Czy to możliwe?- zapytałam i podeszłam do wilka.
-Jasne. Wiem, że się nie widywaliśmy potem, ale cały czas miałem cię na oku. Wiesz, że nie dopuścił bym żeby coś ci się stało, mimo, że masz męża, ja nadal cię kocham.
-Ale Brandon, czemu mi o tym nie powiedziałeś?
-Nie mogłem. Wiedziałem kim jesteś. Ale czy ty wiesz kim tak na prawdę jesteś?
-Jak to?
-Jesteś 5 pół człowiekiem, pól wampirem.
Zaniemówiłam. Angel siedziała na głazie i rozmawiała z ważką, a ja patrzyłam na Brandona- wilka i czułam, że kolana mi się uginają. Nagle Brand podszedł do mnie i zmienił się w człowieka. Pocałował mnie.

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 7- "Kilka lat później..."

Nasz pocałunek nie trwał długo, ale zaniepokoiło mnie to, że...... gdy go całowałam nic nie czułam. Gdy to robiłam z Mattem też jakoś tak, tylko przyjaciel, najlepszy ale jednak przyjaciel. O Brandonie już nie wspominając.... bo to myło wymuszane. Czemu ja mam takiego pecha? Dlaczego mając 17 lat nie mogę znaleźć już swej miłości? Kiedy to nadejdzie? Chce, być kochana i kochać aż do śmierci, która mam nadzieję, szybko nie przyjdzie. Nie wybieram się jeszcze na tamten świat....
 Chce już być pełno letnia, wyprowadzić się gdzieś na morze czy ocean i tam mieszkać, pracować... prowadzić życie.... ale to puki co szczeniackie marzenia.
            ----------------------------
5 lat później
           ----------------------------
Minęło 5 lat odkąd ostatni raz widziałam się z rodzicami. Tak. Wyjechali do Ameryki. Zostawili mnie. Ale co mi tam. Agnes i ja wciąż się przyjaźnimy, to jest najważniejsze. Agnes wyszła za Marcela i mają śliczne dzieci. Dziewczynka- Angela i chłopiec- David. Jestem chrzestną Dawida. Mały słodziak. Ma szalone pomysły. Zawsze się śmiejemy, że wydał się za chrzestną. Ale spędzam z nim dużo czasu, bo sama niestety dzieci JESZCZE nie mam. Tak jeszcze. Wyszłam za Kubę. No i jestem w 2 miesiącu w ciąży. Cieszymy się z tego. A no i Kuba jest chrzestnym Angel. Tak mówi na małą Angelę. Ciągle chodzi z głową w chmurach, jakby była jakaś magiczna. No mniejsza już o to. Ja z Kubą spodziewamy się dziecka. Dawid ma 5 lat, a Angel ma 3. Jak na 3-latkę to sporo umie i rozumie. Kocha ważki. No wprost je uwielbia, a co najlepsze ważki ją też. Bardzo często jeździmy nad jeziora. Nie mamy do nich daleko, więc zawsze jak jest gorąco to jedziemy. Ostatnio byliśmy nad jeziorem 3 dni. Spaliśmy w campingu Agnes rodziców. Dziś już jest 5 lipca. Szykujemy się do kolejnego wyjazdu nad jezioro. O 10 wyjeżdżamy a jest 9. Ja i Kuba jesteśmy już spakowani. Za chwilkę jedziemy do Agnes i Marcela i wyruszamy na kolejna przygodę! Już nie mogę się doczekać. Może Angel znów przywoła ważki. Najbardziej podobają mi się te niebieskie. Z resztą jej też. Dlatego zawsze najwięcej właśnie niebieskich do niej przylatuje. Wspaniale to wygląda.
-Kochanie, jesteś już gotowa?- wyrwał mnie z zamyśleń mężuś.
-Tak, już możemy jechać.- oznajmiłam, wzięłam torby i zeszłam na dół. Kuba już tam na mnie czekał ze swymi bagażami.
-Wyjeżdżamy tylko na tydzień, a nie na wieczność.- zaśmiał się. A ja odłożyłam swoje torby obok jego i wskoczyłam (dosłownie) mu na ramiona.
-Wiem, ale jak wiesz, jestem kobietą i rzeczy nigdy dosyć.- powiedziałam z szerokim uśmiechem i wpiłam się w jego idealnie miękkie usta.
-Wiem. No dobrze to jedziemy. Marcel przed chwilką dzwonił kiedy przyjedziemy bo już są gotowi tylko czekają na nas. Powiedziałem mu, żeby już jechali a my dołączymy chwilkę po nich. Musimy jeszcze jechać do marketu bo wody do picia. Żebyś mi nie zdychała po drodze.
-Tak, no bo oczywiście to ja zawsze narzekam, że głodna jestem .hmm? Picie jest ważne.
-Dobrze, kochanie. Nie kłóćmy się i jedźmy już.
-Okej.
Po 3 godzinach byliśmy już na jeziorem. Wyszliśmy z samochodu, a dzieciaki od  razu pobiegły do nas. Marcel i Agnes opalali się już na plaży.
-Ciocia!- krzyknął David wskakując w moje objęcia.
-Ej, mały, jesteś mokry!- krzyknęłam przez śmiech.
-Wujek!- rzuciła się do Kuby mała Angel.
-Hej skarbie. - uśmiechnął się mój mąż do swej chrześniaczki i mocno przytulił.
-Ciociu, a możesz z nami popływać? Bo mama nie chce. Mówi, że ona musi się opalić. - powiedział David, ze smutną minką.
-No właśnie. Ty wujku też? Prosimy.- dodała Angela.
-No dobrze, ale tylko wyładuję bagaże, dobrze?- powiedział Kuba.
-Okej.- powiedział David.
-Dobrze.- dodała Angela.
Nagle nie wiadomo skąd za mną stanął Marcel i wziął mnie na ramię.
-Aaaaaa!!!! Marcel, co ty wyprawiasz?! Puść mnie! Kurde, Marcel, nie!!!- krzyczałam.
-Jak dzieci proszą, żebyś się z nimi pokąpała to się to robi, a nie wykręca jak Agnes. A teraz za karę idziesz do wody.- powiedział przez śmiech. Ani się obejrzałam a już wylądowałam na dnie jeziora razem z Marcelem. W kocu wypłynęliśmy na powierzchnię.
-Kurde, Marcel, ja ci kiedyś zabiję. Chciałam założyć strój i wyjść, a nie moczyć ubrania !- powiedziałam i rzuciłam się w wodzie na niego. Wyszło na to, że siedziałam mu na barkach.
-Jako wątpię, że mnie zabijesz, kochana. a ubrania się wysuszą. Spokojnie, nie złość się.
-Super.- powiedziałam ironicznie.
-Wyczuwam ironie, moja droga.- zaśmiał się nagle Kuba.
-Ech... może ty też mnie wrzucisz co?- powiedziałam do męża.
-Oj no chodź tu.- rozstawił ręce do uścisku. - Marcel opuść ją.- zwrócił się do przyjaciela.
-Ech, skoro nalegasz.- westchnął i Marcel i zniżył się, żebym mogła zejść.
Przytuliłam się do Kuby. A on mnie pogłaskał po mokrych włosach.
Dzieciaki wzięły wiaderka i napełniły je wodą, potem wylały całe zawartości wiader wprost na Agnes. Od razu, ruszyła za dzieciakami w stronę wody. Nareszcie.
-ha ha ha ha....... mama weszła do wody!- wykrzyczały dzieciaki przez śmiech i przybiły nam piątki.
-Oj Agnes, nie gniewaj się ale ty jako jedyna nie weszłaś do wody, no i nie przywitałaś się.- ruszyłam w jej stronę. Podeszła do mnie i przytuliłyśmy się. O to mi chodziło. Od razu podkosiłam ją i zanurzyłam nas obie pod wodę.
-Alex! Pogięło cię?!- krzyczała na mnie po wynurzeniu Agnes. Ale widziałam, że się śmieję.
-Wiesz, że zawsze tak robi. A jednak wciąż dajesz się nabrać.- powiedział Kuba stojąc za mną. Czułam, że zaraz mnie zanurzy. Szybko odwróciłam się do niego przodem.
-Kotek. Jeśli chcesz mnie zanurzyć, to chce być przodem do ciebie.- powiedziałam.
-Skoro tak.- powiedział i szybko mnie zanurzył, razem ze sobą. Pod wodą oboje otwarliśmy oczy i siedzieliśmy pod wodą, całując się namiętnie.
-Kochanie?- zapytał w tym czasie Marcel do Agnes.
-Tak?- odpowiedziała pytająco.
-Jeżeli się nie złościsz, to podejdź do mnie i mnie pocałuj.- powiedział.
Agnes nic nie powiedziała tylko się zanurzyła i płynęła pod wodą do Marcela. Ten widząc to zrobił to samo. Wyszło na to, że robili dokładnie to samo co ja i Kuba. Ale my już się wynurzyliśmy i chlapaliśmy się z dzieciakami.
Szybko minął nam ten czas. Był już wieczór, a my wszyscy siedzieliśmy przy ognisku, piekąc kiełbaski.
Było świetnie. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy, gadaliśmy, graliśmy w różne gry. Dzieci poszły już spać, a my dalej się bawiliśmy. Byliśmy już troszkę podpici i wpadliśmy na pomysł, żeby popływać. Ja z Kubą poszliśmy w takie bardziej zaskalone miejsce. To znaczy było przy brzegu sporo dość wielkich kamieni, na które spadały glony. Było tak ślicznie i tak.... magicznie. Nie wiem czemu, ale wiem, że to dziwne... ale..... ja czułam magię. Dosłownie jakieś pole, czy niewidzialną siłę. Nagle poczułam, że właśnie w tym miejscu, wokół mnie i Kuby zbiera się straszna mgła. Rozdzieliła nas. Była bardzo, ale to bardzo gęsta. Oplotła mnie i uniosła do góry. Dziwiło mnie to, że byłam bardzo spokojna, jakbym już kiedyś przez coś takiego przechodziła.
No tak..... przecież jak byłam malutka, też już mnie coś takiego spotkało. Ała!!!! Kurde.... na mojej nodze pojawiło się znamię, które rozświetliło się mocno, jasno niebieskim światłem. Bardzo boli. Było w kształcie koła i miało jakieś wzory. Przeszywały mnie niemiłosiernie same bóle. Jęczałam i zwijałam się z bólu. Ale wiem co to oznaczało. Mam już takie 5. Jestem numerem 6. Nie mogę dać się zabić. Jestem następną ofiarą kosmitów. Czy to oznacza, że jednak nie założę do końca swojej wymarzonej rodzinki? A co z moim ukochanym mężem? Nie chce go stracić. A co jeśli jego też dopadną? Nie mogę do tego dopuścić. Muszę znaleźć kolejne numery i razem pokonać naszych wrogów, którzy od wieków poszukują nas i mordują.

wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 6- "Kłótnia"

"-A mogę?
-Innym razem.- chciałam już zabrać deskę i jechać do domu, ale jak szłam on objął mnie od tyłu i złapał za cycki."
Przytulił mocno do siebie i pocałował w czubek głowy. Wciąż byliśmy cali mokrzy. Nie byłam na niego zła, wręcz przeciwnie. Śmiałam się z tego. To było trochę dziwne...
-Gdyby to zobaczyła moja dziewczyna było ostro wkurzona..- powiedział Kuba. Słowo "dziewczyna" obijało mi się w głowie. Jak to on ma dziewczynę?! I tak się zachowuje ze mną?! Przecież to jest jakaś paranoja.
-Że co?!- odepchnęłam go. Nie mogłam uwierzyć, że ma dziewczynę.
-No co?
-I jeszcze pytasz?! Człowieku masz dziewczynę i mi nie powiedziałeś?! A jakby tego było mało, prawie mnie pocałowałeś?! I jeszcze tak się zachowujesz?! Czy ty człowieku jesteś poważny?!- zaczęłam go opierdalać na środku ulicy. W deszczu.
-Nie pocałowałem cię i wcale nie chciałem tego zrobić! Zachowuje się jak mi się podoba bo mam do tego prawo i mi nie zabronisz! A ty co, może lepsza?!- też krzyczał. Nie miałam łez w oczach. Byłam zbyt zła na niego.
-Ja?! A co ja niby takiego zrobiłam? Trzeba było nie zaczynać ze mną pogrywać... nie było by takiego problemu... Wiesz co ci powiem? Jesteś dokładnie taki sam jak Hazza! To przez niego między innymi wyjechałam z Polski. Miałam go dość! Jesteś dokładnie taki sam jak on! Nie wiem co ja takiego ci zrobiłam, że mnie tak potraktowałeś, ale wiedz, że jesteś dla mnie skończonym dupkiem! Spierdalaj!- krzyknęłam, wzięłam deskę i odjechałam od niego. W stronę domu. W deszczu. Jak by tego było mało zaczęło grzmieć. Stał tam. Słyszałam jak krzyczy na siebie. Chyba rzucił deską o ziemie bo usłyszałam huk.
Po jakiś 15 minutach byłam już w domu przemoczona do suchej nitki. Od razu pobiegłam do swojego pokoju. Wzięłam te rzeczy i poszłam się wykąpać. Potem zeszłam na dół, do kuchni, po wodę z lodówki. Włączyłam radio w którym grał akurat mój ulubiony zespół Room 94. Zaczęłam udawać, że gram na gitarze i perkusji podrygując i skacząc do piosenki. Niestety piosenka się skończyła, a ja wzięłam wodę z lodówki i chleb z nutellą i poszłam do swojego pokoju. Słyszałam jak Aleks gada z kimś przez skypa. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Jedząc chleb z nutellą spojrzałam na komórkę. 11 nieodebranych połączeń od "Matt ;**".
-A ten czego chciał?- spytałam, właściwie samą siebie. zalogowałam się na skypa. Był dostępny. Zadzwoniłam.
-No hej Matt. Dzwoniłeś?- zapytałam.
-Hej Alex. Tak. Mam pytanie...
-No wal.
-Coś cię się tak pożarli z Kubą do cholery?!
-Ej, ej, spokojnie. Wiedziałeś, że ma dziewczynę? Nie powiedział mi o tym i jeszcze się do mnie przystawiał. Zjebałam go za to. Jak można tak robić mając dziewczynę?! A jeżeli ona by tak robiła? Byłoby mu miło jakby się o tym przypadkiem dowiedział? Jakoś w to wątpię. - powiedziałam spokojnie. W miarę....
-Tak, wiem, że ma dziewczynę, ale Alex ona go zdradza... nie powinnaś tak na niego wybuchnąć. Chciał jakoś o tym zapomnieć i się zrelaksować, poprawić sobie humor...
-Moim kosztem?! Skoro go zdradza i on o tym wie to czemu z nią nie zerwie? I czemu o niej wspomniał tak na lajcie?
-Alex... to nie takie proste, zerwać. Dobrze o tym wiesz. Pamiętasz jak było z tobą? W końcu on się wkurzył i zerwał przez fb. Ale zrobił to dlatego, że nie miał na co liczyć na spotkanie. Unikałaś go. Chciałaś z nim skończyć ale się bałaś. Ciągnęłaś to dość długo.
-Wiem. Pamiętam... nie musisz mi o tym wciąż przypominać. Powiedział, że jestem egoistyczną suką, która bawi się uczuciami.- w oczach stanęły mi łzy. Matt to zauważył.
-Ej, ej.... tylko nie płacz okej? Nie zasługiwałaś na takiego chuja. - powiedział ale łzy automatycznie spłynęły po moich policzkach.
-Nie dość, że przez to co mi wtedy napisał płakałam i teraz jak to wspomniałam to znowu płaczę to jeszcze jakby tego było mało, pokłóciłam się ostro z Kubą. Poznałam go dopiero dziś a już zjebałam wszystko... dlaczego zawsze tak mam? Dlaczego zawsze mam takiego pecha? Nawet nie wiem jak go przeprosić, że na niego tak wybuchłam...- nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem.
-Alex, przepraszam, ale zaraz wracam.- powiedział Matt i poszedł. Po jakiś 5 minutach coś lub ktoś zapukał do drzwi balkonowych. To był Matt. Otworzył drzwi, wszedł i szybko podbiegł do mojego łóżka, przytulając mnie mocno do siebie.
-Już dobrze, mała. Nie płacz.- powiedział i pogłaskał mnie po włosach.
-Ale co ja mam zrobić? Co z Kubą?- pytałam przez łzy.
-Spokojnie. Mam dla ciebie niespodziankę. Dobrze, że jesteś ubrana. Chodź na polankę dla koni. Jest parę minut stąd. Tam jest prześliczny wschód słońca. - no tak... przecież już 7. Jak ten czas szybko minął.
-No okej.- powiedziałam i otarłam łzy ręką. Założyłam czarne vansy i wyszliśmy przez balkon. Po 5 minutach, rzeczywiście byliśmy na wybiegu dla koni. Super... i jeszcze te piękne konie.. ach... śliczniutkie. Podeszłam do jednego konia i pogłaskałam pod brodą. Nagle zza krzaków wyszedł....

-Fajnie, że ci się podobają.- powiedział znajomy głos. Odwróciłam się by ujrzeć Matta, ale go nigdzie nie było za to był.... Kuba?
-Kuba? Co ty tutaj robisz?
-To ty jesteś na mojej posesji.- zaśmiał się.
-Że co?! to znaczy... że..... Matt to wymyślił, żebyśmy się spotkali...... och..... - westchnęłam. Kuba podszedł do mnie i usiadł na płocie. A ja dalej głaskałam konia.
-Tak wymyślił i miał dobry pomysł... Alex ja tak bardzo cię przepraszam za to wszystko.... no bo... eh... moja dziewczyna mnie zdradza ale jakoś nie potrafię z nią skończyć. Myśli, że nie wiem co ona robi. Jest w ciąży z jakimś kolesiem z dyskoteki. Nawaliła się i zrobiła to z nim w męskiej toalecie.
-Co? Przecież to jest chore... i ci o tym powiedziała?
-Nie ona. Dowiedziałem się przez facebooka. Ten facet napisał, że będzie ojcem i oznaczył ją. Podziękował za dobry seks. Reszta już potem sama przyszła...
-Jeju... tak mi przykro.- Podeszłam do Kuby i przytuliłam go. Mocno.- Nie wiedziałam o tym. Ja też cię przepraszam, że tak na ciebie nakrzyczałam, ale ...- przerwał mi Kuba.
-Nie przepraszaj, postąpiłaś słusznie. Masz racje. Tylko, że ..... boję się zerwania.
-Spokojnie, wiem co czujesz. Uwierz, że miałam dokładnie tak samo.
-To jak zerwaliście?
-On wkurzył się i napisał na facebooku, że to koniec. Ogólnie to ja go unikałam w każdy możliwy sposób. I nawet po zerwaniu nadal to robię.
-Mhmm.. ale wiesz? Nie będę czekał, aż ona zerwie przez facebooka. A ty mi pomożesz.
-Co? Ale w czym?
-Dziś o 12 idzie ze swoimi "przyjaciółeczkami". Ty i ja no i Matt pójdziemy tam. Zgodzisz się udawać moją kochankę?
-Że co? Żeby miała do mnie sapy? Pff...
-No proszę. A ino cię tknie ona, lub ktokolwiek posłany przez nią, to nie ręczę za siebie. Nie dam cię skrzywdzić.
-Spoko, już nie raz się pizgałam. Umiem się bronić. Niech tylko powie, że jestem jakąś suką czy coś. Wbije jej pazury w rękę i będę szarpała za włosy.- powiedziałam i oboje wybuchnęliśmy, niekontrolowanym śmiechem.
-Może Agnes i Marcel też się wybiorą. Razem raźniej no nie?
-No pewnie. Ale ten czas szybko leci. Już jest 10 a mi burczy w brzuchu. Wczoraj nic nie jadłam bo cały czas....- urwałam i spuściłam głowę.
-Bo cały czas co?
-... bo cały czas płakałam....
-Co? Czemu? Chyba nie przeze mnie?
-No między innymi przez ciebie, ale też na wspomnienie tego co mi napisał mój były.
-A co ci napisał, jeśli mogę spytać?
-Że jestem...egoistyczną suką, która bawi się uczuciami....
-Że co?! Co za chuj..... a co mu na to odpisałaś?
-Zwykłe "aha".. no bo co miałam mu napisać?
-No w sumie... pewnie cię to dotknęło,co?
-Wciąż na wspomnienie o tym mam łzy w oczach. Nie chce już takiego czegoś. Chce prawdziwą miłość. Nie takie udawanie. Wielkie zauroczenie a potem zerwanie. Chce mieć chłopaka z którym w przyszłości będę mieć dzieci, wnuki a nawet prawnuki. Chcę, żeby w przyszłości gdy moje wnuki spytają kto był moją miłością, wskazała palcem na staruszka siedzącego w bujanym fotelu i powiedzieć" Tam siedzi."
-To fajnie, że masz takie marzenia. Oby się spełniło... też zawsze tak chciałem. Ale cóż mi po tym skoro, ciężko znaleźć swą prawdziwą miłość i wciąż pakujemy się w zakłamane sztuczne związki?- właściwie to miał racje.
-Kuba?
-Tak?
-To twoje konie?
-Tak.
-Masz tu wiele koni...
-Wiem.
-Czy jeden z nich może być mój?
-Jeśli chcesz...
-Ale ty serio mówisz?
-No pewnie.
-Jejku... kocham cię!- krzyknęłam i rzuciłam mu się w ramiona.
-Ha ha... spoko, nie ma sprawy. Ten czarny jest mój. Ten kasztanowy jest Matta.
-A ten szary?
-Ooo... nie powiesz, że to biały koń?
-Nie e. Czytałam, że konie nie mają białej sierści, tylko jasno szarą, która się odbija jakby była biała.
-Mam mądrą przyjaciółkę co nie?- nagle ni stąd, ni z owąd.. (nie wiem jak to się piszę xD) pojawił się Matt.
-Nawet bardzo. Ale kto wie... może niedługo będzie i moją przyjaciółką?- zapytał Kuba, niby sam siebie,a niby do nas.
-Na pewno.- powiedziałam i wtuliłam się znów w Kubę.
-To jak? Jedziemy na przejażdżkę?- zapytał Matt.
-Możemy.-odpowiedział Kuba, a potem spojrzał na mnie pytającym spojrzeniem.
-No okej, tylko..... ja nie do końca umiem jeździć.- wyjąkałam.
-Spokojnie, nauczysz się. Wybrałaś najlepszą klacz. -powiedział Kuba.
-No właśnie. Damy radę. Najwyżej pojedziesz ze mną.- zaoferował się Matt.
-Skoro tak mówicie.

Chłopacy wsiedli już na swoje konie, a ja wciąż głaskałam "moją" klacz. Jest prześliczna. Od razu mi spodobała. Już zawsze będę na niej jeździła. Chłopcy zrobili małą rozgrzewkę, z kłusującymi końmi, a ja wgramoliłam się na klacz. Uśmiechnęłam się tryumfalnie kiedy już siedziałam.
-No to wio...- westchnęłam. Nie ukrywam, że byłam z lekka przerażona. W końcu nie umiem jeździć. A jednak w miarę mi tu wychodziło.
-No i jak ci idzie?- zapytał Kuba, który nagle kłusował równo ze mną. Był na wyższym koniu. Czułam się taka drobna. Po chwili z drugiej strony kłusował Matt.
-No, no, no... widzę, że jakoś sobie radzisz.- zaśmiał się Matt. Trzepnęłam go lekko w ramię.
-Przyznam, że jestem z lekka przerażona, ale daję radę.- wyznałam szczerze.
-No i dobrze, mała.- puścił mi oczko Kuba.
-Hej! To Matt zawsze tak na mnie mówi!- udawał oburzoną. Nie wyszło mi to jednak po zaraz się zaśmiałam.
-A co ja nie mogę?- zapytał Kubuś.
-Nie. Są prawa autorskie. Wymyśl, sobie swoje słowo na nią.- powiedział z pogardą Matt. Żeby jakoś zmienić jego wyraz twarzy, cmoknęłam go w policzek.
-No wiesz ty co.....- powiedział zasmucony Kuba i nas wyprzedził. Spojrzałam na Matta pytająco.
-Pocałowałaś mnie... to się stało.- powiedział Matt.
-No ale w policzek! Co go ugryzło?
-Nie wiem czy wiesz, ale on też chce, żebyś go pocałowała.- powiedział.
-Wiesz co jest w tobie największą zaletą? Właśnie szczerość. Zawsze mówisz to co myślisz. Eh... muszę go dogonić.- powiedziałam i szybko ruszyłam, za Kubą.
Szybko go dogoniłam.
-Ej.. co się stało?- zapytałam z troską w głosie.
-Nic.- warknął.
-Powiedz, co cię ugryzło.
-No nic.- wysyczał przez zęby.
-Nie odpuszczę ci tak łatwo.- oznajmiłam.
-Nie rozumiesz, że jak widzę, ciebie z Mattem to zazdrość mnie zżera? Zależy mi na tobie.... bardzo....- byłam zaskoczona jego słowami. Nie wiem co mi odbiło, ale byłam z moją klaczą tak blisko, że ocieraliśmy się bokami, więc postanowiłam przejść na jego konia. Usiadłam przed nim. Dosłownie, zwrócona twarzą do niego.- Co ty robisz?- zapytał patrząc na mnie z szokiem.
-Siedzę z tobą. Słyszałam, że zerwałeś z nią. Ale, żeby ci zależało na mnie? Przecież to jest chore! Co ty we mnie widzisz?
-Wszystko..... jesteś śliczna, masz poczucie humoru, jesteś troskliwa i opiekuńcza, zaradna, jesteś skaterką, nie boisz się nowych rzeczy, potrafisz się sama bronić, jesteś buntowniczką.....- wymieniał i wymieniał i końca nie było. Zamknęłam go w końcu.... Przewróciłam oczami i wpiłam się z czułością i namiętnością w jego miękkie i delikatne usta.

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 5- "Cały dzień z Kubą"

http://us.123rf.com/400wm/400/400/vgstudio/vgstudio0703/vgstudio070300249/829975-mloda-para-tulenie-i-calowali-pod-deszczu-w-pasje.jpgJest godzina 14 a o 15 umówiłam się z Marcelem i Agnes do skateparku. Już nie mogę się doczekać. Tylko czekam, aż będę mogła pojeździć po rampach. Ach.. życie jest brutalne ale nie które chwile są piękne. Poszłam po Agnes i dalej kierowałyśmy się w stronę skateparku. Agnes była ubrana w to, a ja w to. Wyglądałyśmy nieźle. Agnes szła na pieszo a ja oczywiście na mojej kochanej desi <3. Około 14.50 byłyśmy przed bramą do skateparku. Tam czekał na nas Marcel, ale nie sam.... Był z nim jakiś chłopak. Przyznam, że całkiem nie zły.
-Hej dziewczyny.- przywitał nas oczywiście radosny Marcel. Przytulił się z Agnes, a potem podszedł do mnie i powiedział przytulając.- Jak zasnęłaś? Ja dostałem zjebe od taty, że tak długo przed lapkiem siedzę.- zaśmiałam się.
-Ja bez problemu. Nikt mi nic nie mówił o późnym chodzeniu spać.- puściliśmy się. Agnes nie przywitała się z kolegą Marcela. Ale ja.. jak to ja, oczywiście podeszłam do niego.
-Hej, jestem Alexis.- tak jak mówiłam podeszłam do niego i przytuliłam.
-Siemka, a ja Kuba.- inaczej wyglądał w moim śnie, no ale to nawet lepiej.-Ty jesteś tą skaterką?
-A co już Marcel coś ci powiedział?- powiedziałam i spojrzałam groźnie na Marcela. On się tylko nerwowo uśmiechnął i schował za Agnes.
-Tak, coś tam wspomniał. - uśmiechnął się Kuba.
-Jestem Agnes.- podeszła do niego i też się przytuliła. Ale wiem, że jakbym ja tego nie zrobiła to ona też nie.
-Siemka. To co? Idziemy jeździć?
-Stary, Agnes nie jeździ.- powiedział do Kuby Marcel.
-Czemu? Jeśli ni umiesz to Marcel cię na uczy.- powiedział Kuba i puścił oczko do Marcela.
-No właśnie. Chodź, nauczę cię.
Po jakiejś chwili byliśmy przy rampach. Weszłam na jedną z Kubą. A Marcel uczył Agnes na płaskiej powierzchni. Muszę przyzna, że nie źle jej szło.
-No to pokaż co umiesz, Alexis.- powiedział Kuba.
-Mów mi Aleks. Jestem tu pierwszy raz, może ty mi pokażesz co umiesz?
- A czemu ja? Jesteś nowa więc masz pierwszeństwo.
-Eh.. no i? Nie traktuj mnie jak wielkiej paniusi, bo tego nie lubię. wkurza mnie, że chłopacy przy mnie zachowują się jak przy jakiejś damie.
-Dobrze, przepraszam. Nie chciałem. To jak mam cię traktować?
-Zwyczajnie. Eh, a z resztą tłumaczyć wam coś, to i tak nie dotrze. - powiedziałam wkurzona i zjechałam z wielkiej rampy, robiąc różne triki. wszyscy się na mnie patrzyli z opadniętymi koparami( jak mówi moja mama xD). Spojrzałam na Kubę, ale nie było go na rampie.
-Dobrze jeździsz, Aleks.- powiedział nagle obok mnie.
-Hy.... ale mnie przestraszyłeś idioto!- krzyknęłam przez śmiech.
-Ej, ledwo się poznaliśmy a ty już mnie nazywasz idiotą? No wiesz ty co?
-Nie umiesz udawać urażonego to tego nie rób, a po za tym, jak mam zareagować jeśli mnie straszysz? I czemu przyspieszasz obok mnie? Myślisz, że jesteś dobry?
-Najlepiej zwykłym "Ale mnie przestraszyłeś", to wystarczy. Przyśpieszam bo chce jechać szybciej od ciebie. Tak, myślę, że jestem dobry.- posłał mi szeroki uśmiech, a ja to zignorowałam i przeszłam na jego deskę.- Co ty robisz?
-Jadę z tobą na jednej desce?
-Hmm... no nieźle, ale co powiesz na to?-  powiedział i uśmiechnął się cwaniacko. Stałam z przodu deski, a on podniósł przód co spowodowało, że zsunęłam się na niego.
-Widzę, że lubisz mieć mnie przy sobie. Zapamiętam to sobie.- puściłam mu oczko i szeroki uśmiech i znów wskoczyłam na swoją deskę. Podjechałam do Marcela i Agnes.
-Ej uważaj bo mnie przejedziesz!- krzyknął przez śmiech Marcel.
-Sory, nie dopracowałam jeszcze hamowania.- uśmiechnęłam się szeroko. Nie mogłam zahamować, cholera, moja deska jechała coraz szybciej a ja byłam bezradna. Kierowałam się w prost na ścianę, myślałam, że wlecę w nią, ale ktoś mnie zatrzymał.
-Nic ci nie jest?- zapytał Kuba, trzymając mnie na rękach i mocno przytulając do siebie.
-Nie. Dziękuje, że mnie uratowałeś.- powiedziałam i mocniej się w niego wtuliłam.
-To dobrze. Nie ma sprawy, nie chce, żeby Matt mi coś zrobił za to że dałem ci sobie coś zrobić.
-Jak to Matt? Ty go znasz?
-Tak, bo jego kuzyn to mój sąsiad.
http://img.likely.pl/photo/large/20120621/chlopak-trzymajacy-dziewczyne-na-rekach-likely-pl-25d7e2fc.png
Przyznam, że mnie zgasił tym troszkę. Czyli on wiedział, że Matt tu przyjedzie i go zna bo już tu był. A o mnie słyszał od Matta, a wczoraj jeszcze Marcel mu o mnie coś wspomniał. To jest podejrzane.
-Aha...Możesz mnie już puścisz, jeżeli chcesz.- zaśmiałam się.
-Spoko.- też się zaśmiał. Czułam, że nie chętnie mnie puszcza.
-Dziękuje, jeszcze raz.
-Nie ma sprawy, na prawdę.
Wzięłam swoją deskę i jechałam dalej. Agnes i Marcel dobrze się bawili nawet bardzo. Marcel trzymał Agnes i się całowali. (Jak na zdjęciu wyżej :P). Ja tylko na nich spojrzałam a kąciki moich ust lekko się uformowały w uśmiech. Wjechałam na rampę i zjechałam. Tym razem udało mi się zahamować. Była już 19 i powoli robiło się ciemno, więc ja i Agnes musiałyśmy się zbierać.
-Agnes, musimy już iść.- powiedziałam podchodząc do niej i Marcela.
-Tak, tak... chwilka.
-Spoko, ja i Kuba was odprowadzimy.- powiedział Marcel i puścił oczko do stojącego za mną, Kuby.
-Nawet jeśli to ruszcie się. Nie chce mieć kolejnej zrąbki za spóźnienie.- powiedziałam i już chciałam jechać w stronę bramy, kiedy Kuba złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.-Ej, co ty robisz?- powiedziałam do Kuby. Ten spojrzał mi w oczy i powiedział...
-Może dasz swoją deskę Marcelowi, Agnes pojedzie na jego, a ty i ja razem?
-Razem? Że niby tak jak wtedy?
-Tak. To jak?
-Eh.. jeżeli nie zniszczy mi deski to spoko. Ale ty z przodu. W końcu będziesz mógł pokierować.- uśmiechnęłam się delikatnie do Kuby, co ten odwzajemnił.
-Spokojnie, ja umiem jeździć.- krzyknął nagle Marcel.
No i ruszyliśmy. Szybko to szło. Ja z Kubą śmialiśmy się ciągle z czegoś, jadąc razem. Agnes też dość szybko jechała. Trzymała się z Marcelem za rękę i jechali równie szybko. Ja z Kubą i tak jechaliśmy szybciej i pierwsi, no ale.... my umiemy dobrze jeździć. Fajnie się dziś bawiłam z nimi. No właściwie to większość czasu spędziłam z Kubą, bo tamci byli zajęci igraszkami. Chyba będą razem. Ciekawe czy Agnes pamięta jeszcze o Harrym... No ja nie zapomnę tej scenki w wesołym miasteczku. Byliśmy już prawie przy moim i Agnes domu. Agnes i Marcel jeszcze gadali ze sobą i śmiali się.
-A właściwie gdzie wy mieszkacie?- zapytałam.
-Ja 2 ulice dalej, a Marcel praktycznie przy skateparku.
-Co? Ale przecież on będzie wracał sam. A jak mu się coś stanie?
-No to go odprowadzę, jeśli tak się o niego martwisz.
-No nie... a jak tobie się coś stanie jak będziesz sam wracał? Poczekaj tu.- powiedziałam i szybko wbiegłam do domu. Rodziców nie było. Powiedziałam bratu, że idę odprowadzić kolegę i, że odprowadzi mnie inny kolega. No i już po chwili znów byłam obok Kuby.
-Jadę z wami.
-Jedziesz specjalnie, żeby mi się nic nie stało?
-Tak. Dokładnie.
-Aż tak ci zależy?- uśmiechnął się cwaniacko.
-Pfff... chciałbyś..- cholera. Zależało mi.
-No dobra, nie będę cię już wkurzać. Chodźmy już.
-Dobry pomysł.- to dziwne, ale dogadywałam się z nim nawet dobrze. Pożegnaliśmy wszyscy Agnes. A gdy weszła i zamknęła drzwi my ruszyliśmy. Po jakimś czasie, Marcel też już zamknął drzwi, a my mogliśmy wracać. Mieliśmy jeszcze parę ulic do przejechania i już jesteśmy pod moim domem.
http://z5.kowbojki.pl/4440c81bc2acf6a650d7d1fa653db4cc/hug.jpg-Dziękuje, że ze mną pojechałaś.- powiedział Kuba, łapiąc mnie za rękę, podczas jazdy.
-Spoko, nie ma sprawy. Zawsze się martwię o innych. Nawet jeśli ich dobrze nie znam.- na ostatnie zdanie Kuba się zaśmiał.
-Poznasz mnie spokojnie. To tylko kwestia czasu. Zwolnij.
-Dlaczego?
-Bo jakoś nie chce się z tobą szybko żegnać. Polubiłem cię. Fajna jesteś.- powiedział i posłał mi nieśmiały uśmiech. Zatrzymaliśmy się pod jakimś drzewem. Zaczęło padać. No pięknie.
-Oo.. chodź tu.- powiedziałam i rozłożyłam ręce do uścisku. On zaśmiał się tylko i skorzystał z okazji... http://us.123rf.com/400wm/400/400/vgstudio/vgstudio0703/vgstudio070300249/829975-mloda-para-tulenie-i-calowali-pod-deszczu-w-pasje.jpg.. by zabrać mnie spod drzewa gdzie byłam sucha, specjalnie na deszcz. Byliśmy cali mokrzy. Oderwałam się na chwilkę od Kuby i spojrzałam na jego mokrą koszulkę. Zauważył, że patrzę wprost na jego koszulkę. Uśmiechnął się do mnie. Ja też się nerwowo uśmiechnęłam.
-Co? Chcesz dotknąć? - zaśmiał się. Zaczął iść w moją stronę. Złapał moją rękę i przejechał nią po swojej umięśnionej klacie. -Nie bój się...- dodał po chwili.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi9h0bWSbjk5zXONUqj3Uv3tUVKcBnyI27vD6djGvNLJ1R-oQpfcZELkIVblqlrrS-LquFxzMYNEir8ASo8jmXg3X636IrEOmqlqcPidNsVlKZP4Jd8eD6V2I8_9eKdFKdoElJ0kq9MJxo3/s200/m.jpgPatrzyłam mu w oczy. On mi też. Lekko się do siebie uśmiechnęliśmy. puścił moją rękę, ale ja położyłam obie ręce na jego klatce. Błądziłam nimi po jego brzuchu, a on tylko patrzył na to co robię i uśmiechał się. W pewnej chwili zbliżył się do mnie.... nasze twarze było bardzo blisko siebie. Myślałam, że chce mnie pocałować, ale on...... tylko szepnął.
-Jest już 23. Musimy wracać. A i jeszcze jedno. To nie fair.
-Ale co jest nie fair?
-Bo ty  mnie możesz macać po klacie, a ja ciebie nie.
-A kto powiedział, że nie?- powiedziałam i przygryzłam dolną wargę.
-A mogę?
-Innym razem.- chciałam już zabrać deskę i jechać do domu, ale jak szłam on objął mnie od tyłu i złapał za cycki.



Rozdział 4- "Nowy dom- Londyn"


Już tydzień jesteśmy tu. W Londynie. Przyznam, że miasto jest śliczne, ale jakoś nie czuje się tu...ym... no nie wiem, jak w domu? Brakuje mi Matta. Najbardziej właśnie jego. Podoba mi się tu skatepark. Jest po prostu super. Przynajmniej tak wygląda, bo jakoś Agnes nie chce ze mną iść, bo to nie jej styl. Oh.. i z kim ja mam tam iść, przepraszam bardzo? Nikogo tu jeszcze nie znam. Jeszcze, z naciskiem na to słowo. Odkąd się tu przeprowadziłam mam same koszmary. Jakieś wisielce, umarlaki i inne takie. Masakra.... i jak tu spać spokojnie? No kurczę nie da się. Teraz leże sobie na łóżku w mojej sweetaśnej piżamce. Zastanawiam się czy zadzwonić do Matta. Może on mi coś poradzi na te koszmary? Zawsze mi pomagał. W każdej sytuacji. Agnes jak to Agnes..... jest dopiero 7.30. Jeszcze śpi. Z resztą kto normalny o tej porze nie śpi? Chyba tylko ten, który jest mną. Eh.... wkurza mnie, że nawet Matt  nie odbiera. Czy coś się stało? A może się na mnie obraził? Czy ja mu coś zrobiłam? Mam nadzieję, że nie... Nie chcę go stracić, chodź w pewnym sensie już to zrobiłam. Oh... jestem w kropce. Nie wiem co mam robić. Siedziałam na parapecie i patrzyłam przez okno, kiedy mój telefon zadrżał. Dostałam wiadomość. Od.....
-Nieznany numer? A to dziwne....- powiedziałam sama do siebie.
"Hej, przepraszam, że się nie odzywałem, ale byłem trochę zajęty. Wiem, że nie dostałaś ode mnie tej bluzy, która tak ci się podobała, ale jeszcze ją dostaniesz. Nie wiem jak ty, ale odkąd ciebie przy mnie nie ma, mam same koszmary... jakieś wisielce, umarlaki itp. ... Nie mogę spać, więc piszę do ciebie. Mam dla ciebie 3 niespodzianki,ale o tym napisze ci później, a teraz idę się wykąpać. Papa... ~~ Matt xoxo"
Czyli jednak się na mnie nie obraził tylko był zajęty. O tak! Ale się cieszę, aż się uśmiecham sama do siebie. Teraz tak jakoś mnie wzięło na tą piosenkę. Nawet ją lubię. Postanowiłam wyjść na balkon. Mam okno na ogrody. Mam dość duży balkon. Na szczęście zdążyłam się już przebrać w to. Wyszłam na balkon z słuchawkami w uszach i tą piosenką. Oczywiście nie obyło się bez podrygiwania i podśpiewywania. Szkoda, że nie wiedziałam, że ktoś mnie słyszy. Skończyła się piosenka to skończyłam i ja. W pewnym momencie spojrzałam na chłopaka, który siedzi na naszym płocie i słucha mnie. Nasze spojrzenia spotkały się. Uśmiechnął się szeroko, a ja to odwzajemniłam. Miał długie ciemne włosy i ciemne oczy. Wydawał się mi bardzo znajomy. Zmierzyłam go i szybko zeszłam przez balkon na podwórko. On się uśmiechnął i pobiegł do mnie. A ja do niego i wskoczyłam (dosłownie) mu w ramiona.
-Podoba ci się niespodzianka?- zapytał Matt. Wciąż trzymając mnie w górze.
-I to jak!
-Tęskniłem za tobą.
-Ja za tobą też, a co do koszmarów, mam dokładnie tak samo.
-Tak myślałem. No więc.... mam tu jak widzisz rodzinę. Właściwie kuzyna no i przyjechałem tu sam. Na calusieńkie wakacje tylko dla ciebie.- powiedział Matt, a ja aż się wzruszyłam.
-Zrobiłeś to dla mnie?
-Tak. Tylko dla ciebie.
-Mówiłam ci już kiedyś jak bardzo cię kocham?
-I to ile razy, mała.- zaśmialiśmy się.
-A co z tą bluzą?
-Jak zajrzysz pod swoje łóżko to powinnaś tam coś znaleźć.
-Jak to zrobiłeś? Jak to wszystko załatwiłeś? Ej... to dla tego nie odzywałeś się bo szykowałeś mi niespodziankę. Osz ty.
-Wiem, kochany jestem. Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę.
-Jaką?
-Taką.- powiedział i wpił się w moje usta. Uśmiechnęłam się. Nie przerywając tego, czułam, że on też się uśmiecha. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Kocham cię.- powiedziałam i posłałam mu ciepły uśmiech.
-Ja ciebie też, mała. Ja ciebie też.
Cały dzień spędziliśmy tylko we dwoje. Ale mi niespodziankę zrobił. Tak się cieszę... i jeszcze ten pocałunek... oh.. <3. Kocham normalnie kocha. Ale zaraz... czy on powiedział, że jest u kuzyna? A jeśli ten kuzyn też jest taki ładny? Mrr.. muszę się z nim poznać. Ciekawe co u Brandona.... może napiszę do niego jak wrócę już do domu, bo jeszcze jestem na płocie z Mattem.
-No to co... czas iść w końcu do domu.- powiedziałam.
-"W końcu"? Czyli co.... nie mogłaś się doczekać kiedy to się skończy?
-Oj Matt, nie przekręcaj wszystkiego, żebym znowu była ta najgorsza.- oburzona, usiadłam tyłem do niego.
-Ale mała... - zaczął i przeszedł na przeciw mnie.- ty nie jesteś najgorsza. Ty jesteś najwspanialsza.
-Mówisz tak tylko po to bym, nie była na ciebie zła. Ale to ci nic nie pomoże.
-A to pomoże?- powiedział i znów delikatnie musnął wargami moje wargi. Przygryzł lekko moją dolną wargę. Zaśmiałam się. Przecież my jesteśmy tylko przyjaciółmi, więc czemu to robimy? Nie ukrywam, że mi się to podoba. Ale sam fakt... nie powinniśmy.
-Matt?
-Tak?
-Czy my .... dobrze robimy?
-Co masz na myśli?
-No to... całowanie i tak dalej...
-Sam nie wiem .... ale ... tak jakoś.... nie wiem. Pewnie masz racje. Nie powinniśmy, bo jesteśmy jak rodzeństwo. A ty tu mieszkasz. Ja w Polsce. Nawet jeśli byśmy chcieli to nasz związek by nie przetrwał.
-No właśnie... to co robimy?
-Musimy przestać. Będzie ciężko, ale jakoś damy radę.
-Tak. Będzie trudno. No dobra.... to będzie nasz ostatni pocałunek na dobranoc. Okej?
-Spoko.- powiedział i pokazał te swoje śnieżno białe zęby.
Znów się wpiliśmy w nasze usta. Jak ja mam bez tego żyć? Przecież on tak świetnie całuje... eh.... Będzie mi tego brakowało. Skończyliśmy i od razu każdy poszedł w swoją stronę. Poszłam do swojego pokoju i wzięłam piżamkę. Wzięłam prysznic i usiadłam na łóżku. Włączyłam laptopa i zalogowałam się na skypa.
-Agnes jest dostępna, zadzwonię do niej.- powiedziałam właściwie sama do siebie.
*Rozmowa*
-Hej Agnes, co dziś robiłaś?
-Hej, a byłam z tatą u jego kolegi z nowej pracy i ten kolega taty ma takie ładnego syna. Marcel ma na imię. Ma takie śliczne zielone oczy. I długie blond włosy. Chyba będzie z nami w klasie. Fajnie co nie?
-Czekaj..... a ma skypa, albo facebooka ?
-No pewnie, że ma.
-A jak on się nazywa?
-Zobacz w moich znajomych. na facebooku.
-No okej.
O mój boże!!!!! To jest Marcel z mojego snu! To nie możliwe, to nie możliwe.....Ale.... jak to jest możliwe? Wygląda dokładnie jak on w śnie. Jak jeszcze się okaże, że faktycznie jest ten Kuba ze snu to ja się załamię. Ale ... przynajmniej sen nie ma prawa się spełnić.
-I co? Przystojny co nie? Lubie takich.... bo wiesz, że jaram się Niall'em z 1D.
-Ta, no wiem. Znajomy jakoś jest ten Marcel. A wiesz, może czy ma kolegę Kubę?
-A wiesz, że chyba tak? A czemu pytasz?
-Tak jakoś...
-Mhmm... o Marcel jest na skype mogę go dodać do rozmowy? Proszę...
-No dobraa... jak musisz...
-Nie muszę, ale chcę.
Eh... no pięknie, jeszcze  teraz będzie z nami gadał na skypie. Może wcale nie jest taki zły? Może go polubię? Zobaczy się jeszcze.
-Hej dziewczyny- powiedział uśmiechnięty Marcel.- faktycznie całkiem przystojny.
-Siema.- powiedziałam też uśmiechnięta. Skoro miał z nami gadać przez kamerkę to musiałam się przebrać. Założyłam to.
-Heeej.- dodała jak zawsze rozpromieniona Agnes.
-Ty jesteś tą przyjaciółką Agnes tak?- zapytał.
-Tsaaa... A co? Mówiła coś o mnie? Agnes... czy ja o czymś nie wiem?- zaśmialiśmy się.
-No może coś o tobie wspomniałam. Sorka, ale ja muszę już kończyć bo jest już 2.24 a tata powiedział, że jak zaraz nie pójdę spać do dostanę szlaban... więc buziaczki!- posłała do kamerki buziaki i poszła.
-Dobra co tobie o mnie mówiła?
-Nic takiego, po za tym, że się przyjaźnicie i kochasz jeździć na deskorolce. Jesteś skaterką?
-Tak. A ty?
-Też. Szkoda, że Agnes nie jest.
-Wiem. Wiele razy próbowałam ją namówić na cokolwiek ale jakoś....
-Może ja ci pomogę co? Razem spróbujemy ją przekonać. Co ty na to? Nie wiem czy wiesz, ale skatepark mamy naprawdę zarąbisty.
-Wiem. Widziałam ale jeszcze nie miałam okazji tam iść. Bo .... sama nie pójdę, a ona też ze mną nie pójdzie, więc.... dupa.
-Spoko. Możesz iść ze mną. - zaśmiał się Marcel. Ma uroczy śmiech.
-Serio? Super, dzięki. To co... o której tam idziemy?
-No serio... nie wiem... a o której ci pasuję? A i ... Agnes te idzie czy sami?
-Jak mi podasz swój numer to ci napiszę eskę. Może iść. Przynajmniej z tobą pójdzie bo ze mną nie.- zaśmialiśmy się. Długo gadaliśmy. Około 5.45 poszłam spać. On jest na prawdę fajny. Myślę, że się z nim dogadam. Ha ha... no dobra. Idę spać bo padam na ryj. A jutro, czyli właściwie już dziś czeka mnie wyjście z Marcelem i Agnes do skateparku na który tak czekałam <3




sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 3 - "Czy on jest miłością mojego życia?"

Patrzyli się na mnie jakby ducha zobaczyli. Zastanawiałam się nad tym, co powiedział Harry. Zaimponowałam mu.... dziwnie to brzmi. Może i ma te swoje tatuaże i tunele i dobrze jeździ ale jestem chamski. Myśli, że skoro wszystkie na niego lecą to ja też? No chyba śni. To właśnie mnie różni od innych dziewczyn. Jestem sobą i tyle. Pierwszy podszedł do mnie Matt. Przystojnego mam przyjaciela nie powiem :D.
-Co ci powiedział, mała?- szepnął mi do ucha, gdy zamknęliśmy się w uścisku. Martwił się o mnie, chyba najbardziej z całej trójki. Kocham go za to.
-Nic takiego. Na prawdę. Nie martw się.- powiedziałam, ale jakoś nie miałam zamiaru go puścić. Zamiast tego przytuliłam go mocniej. On zrobił to samo. Oparł głowę o moją. Czułam zapach jego perfum. Kocham je. Będzie mi ich brakowało.
-Wiesz, że zawsze się o ciebie martwiłem i nadal będę, nawet jak będziesz w Londynie.- powiedział po czym pocałował mnie w czubek głowy.
-Nigdy cię nie zapomnę.- powiedziałam. Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie chciałam znów płakać.
-Mam nadzieję. Ja ciebie też. Jak będziesz już wyjeżdżała to ci coś dam.- powiedział, a ja oderwałam głowę od jego torsu i spojrzałam na niego pytająco. Pech, chciał, że zauważył moje łzy.
-Luke, Agnes, możecie iść już dalej. Dołączymy do was potem.- powiedział Matt. Posłuchali go. Kiwnęli tylko głowami i odeszli bez słowa. To miłe, że nie chciał by oni też się martwili co się ze mną dzieje.
-Ale co mi dasz?
-Coś, co na pewno ci się spodoba i nie zapomnisz o mnie.- powiedział i puścił do mnie oczko. Nie wiem czemu, pomyślałam, że da mi jedną ze swoich full capów. Jeszcze jakby tego, którego teraz miał na sobie. Kocham go. Ten Full Cap jest zajebisty. Tym bardziej, że oboje kochamy ich <3.
-Twoje perfumy? Czapkę? No nie wiem....- zaczęłam wymieniać.
-Czapkę. Tą co mam na sobie. Wiem, że ją kochasz.- powiedział i posłał mi cieplutki uśmiech.
-Ojej.... kurczę Matt..... kocham cię.- powiedziałam i łzy automatycznie spłynęły po moich policzkach. Znów mocno się przytuliłam do niego.
-Wiem. Ja ciebie też, maleńka.- powiedział i znów pocałował mnie w czubek głowy.- Nie wiem czy wiesz, ale cholernie będzie mi cię brakować.
-Mi ciebie też. Zwłaszcza ciebie.
-A co z Brandonem? Po tym wszystkim co się stało... nawet nie chodziliście, ani nic. Trochę szkoda chłopaka. Ale jestem pewien, że spotkasz swoją miłość tam. W Londynie. Ale pamiętaj, że chce być informowany o wszystkim na bieżąco.
-Hahahah, jesteś kochany. -powiedziałam i pocałowałam go w usta. Ale to tylko buziak.- Szkoda, że tylko ty tak myślisz... raczej wątpię, żebym właśnie tam spotkała swoją miłość. Mamy 17 lat, ale czuje się jak 14-latka. Też tak masz?
-Hahaha, no pewnie. Cały czas. Nie czuje się siedemnastolatkiem. Bardziej jak przystojny, czternastolatek.- zaśmiał się.
-Ależ ty skromny.- zaśmialiśmy się oboje.- Ale co jak co..... ale jesteś przystojny.- spoważniałam.
-No wiesz ty co? Nie mogłaś mówić wcześniej?- zapytał z udawanym oburzeniem.
-Ale czemu?
-Już dawno byśmy chodzili...- zaśmiał się.
-Hahahah..... przepraszam cię. Kocham cię.- powiedziałam i znów go cmoknęłam w usta.
-No wiem, że mnie kochasz. Mnie się nie da nie kochać. Możemy chodźmy na gokarty?
-Ale jesteś skromny.
-A ty piękna.- powiedział i objął mnie ramieniem.
-Dobra chodźmy na te gokarty. A właściwie gdzie poszli Agnes i Luke?
-Nie wiem. Może coś między nimi zaiskrzy.
-Lepiej nie. Bo skoro mamy wyjechać to bez sensu zaczynać cokolwiek.
-Ej, ej... spokojnie. Luke i tak jej nie kocha. Za to ciebie tak.
-Co? O czym ty mówisz? Luke? Mnie? Za co?
-A ty za co mnie kochasz?
-Bo jesteś sobą. Nie udajesz nikogo. Jesteś wymarzonym chłopakiem, ale za to zajebistym przyjacielem. Jesteś dla mnie jak kolejny starszy brat. Dogaduje się z tobą jak z nikim innym, no może po za Agnes. Ale jesteś duszą towarzystwa. Nie wiem co jeszcze bym miała ci powiedzieć.
-No i fajnie. Bo właśnie się dowiedziałem za co tak na prawdę się przyjaźnimy. On też cię kocha. Ale tak na serio. A ja? A ty? Jak rodzeństwo nie jak prawdziwa miłość.
-Co ja tam zrobię bez ciebie, co?
-Spokojnie. Znajdziesz tam wiele zajęć, zobaczysz. A teraz chodźmy. Muszę cię zniszczyć na gokartach.
-Taa, jasne. Ty mnie zniszczysz. Pfff... jasneee....- zaśmiałam się.
-A założymy się?
-O co?
-Jeśli wygram, pocałujesz mnie, jeśli ty wygrasz dam ci każdą rzecz jaką chcesz.
-Stoi.- powiedziałam i podaliśmy sobie dłonie. Chce wygrać. Za wszelką cenę, ja chce jego czapkę, bluzę, wisiorek, koszulkę. Ma takie zajebiste rzeczy. Koszulkę dostał kiedyś od swojej byłej dziewczyny, która go zdradziła. Nie rozumiem jak można stracić takie wspaniałego chłopaka jak Matt.
Pojeździliśmy, śmialiśmy, wygłupialiśmy. Agnes i Luke do nas dołączyli na gokartach, ale i tak zakład wciąż trwał. On chyba specjalnie to zrobił. Wiedział, że wygra. Oh.... ale co mi tam. Była już 22, czas wracać do domu. Ja i chłopacy mieliśmy deskorolki, ale Agnes? Nie miała nic. Nie byłam chamska i pojechałyśmy razem na jednej desce. Da się tak. Ciężko jest, ale jakoś się udało. Nie mogę uwierzyć, że już ich nie zobaczę. Tyle nas łączy. Live is brutal. Odprowadziliśmy Agnes. Chłopacy poszli jeszcze ze mną pod mój dom. Nikogo nie było i nie będzie do jutra wieczorem, więc ich wpuściłam. Oglądaliśmy "American Pie". Kocham ten film. Wygłupialiśmy się, ogólnie zachowywaliśmy się jak dzieci. Chłopacy mnie łaskotali. Nie mogłam złapać oddechu ze śmiechu. Potem znów coś oglądaliśmy. Poszłam do kuchni po kolejną porcje popcornu. Luke, rozłożony na jednym tapczanie, a Matt na drugim.
-Możesz jeszcze przynieść colę.- zawołał Luke.
-Okej.- odpowiedziałam i wzięłam jeszcze cole z lodówki. Przyszłam do salonu i położyłam wszystko na stole.
-Nie za wygodnie wam?- zapytałam.
-Nie.- powiedział Luke.
-Nie.- dodał Matt, śmiejąc się.
-A ty z czego się śmiejesz?- zapytałam.
-Z ciebie, mała.- powiedział przez śmiech.
-Ach tak?- powiedziałam i od razu się na niego rzuciłam. Łaskotałam go a on mnie. Luke nam się przyglądał z zazdrością.
-Dobra... ej... przestań już... hahahahaa...- Matt krzyczał przez śmiech.
-To cofnij to co powiedziałeś.
-Mała................ nie.- i puścił mi oczko.
-No to masz pecha.- powiedziałam i dalej go łaskotałam. Nie wiem jak, ale złapał mnie tak, że aż mną obrócił i to on był na górze. A ja pod nim. Luke nadal się na wszystko patrzył.
-I co?- powiedział Matt z cwaniackim uśmieszkiem.- Nie zapomnij, że mi coś wisisz.
-Spokojnie, nie zapomnę.
-O czym wy mówicie?- zapytał Luke. Był zdenerwowany.
-O niczym. -powiedział Matt. I puścił mi oczko.
-Mhmm... dobra jest już późno, ja spadam na chatę.- powiedział Luke  i wstał z tapczanu.
-Poczekaj, odprowadzę cię do drzwi.- powiedziałam i wysunęłam się spod Matta.
Wyszłam z nim z salonu i poszliśmy na hol. Przytulił mnie i obrócił w okół własnej osi.
-3maj się.- powiedziałam.
-Ty też.- powiedział, wciąż byliśmy wtuleni do siebie. -Kocham cię.
-Wiem, będzie mi brakowało tam was jako przyjaciół.- powiedziałam.
-Ale ja serio cię kocham. Wiem, że trochę za późno ci to mówię, ale cię kocham. Jutro rano wyjeżdżam na Teneryfę.
-Wiem, że mnie kochasz. Matt mi powiedział. Szkoda, że nie powiedziałeś tego wcześniej. Miłej zabawy jutro.- powiedziałam i na od chodnym cmoknęłam go w policzek.
-Żegnaj.
-Żegnaj...- powiedziałam i zamknęłam drzwi za Lukiem.
Weszłam do salonu, ale Matta tam nie było. Nigdzie go nie było. Stałam kawałek za drzwiami, tyłem do nich. Nagle zza drzwi wyskoczył Matt, wziął mnie na ręce i okręcił się w okół własnej osi. Śmialiśmy się.
-To co? Dasz się pocałować?- uśmiechnął się Matt.
-Muszę.
-Nie chce cię zmuszać, nawet jeśli przegrałaś zakład.
-Co?
-Nie chce, żebyś potem czegoś żałowała.
-Spokojnie. Pamiętaj, że wyglądasz jak mój ideał.
-Wygląd to nie wszystko, mała.
-Wiem, ale jesteś kochany.- powiedziałam i oparłam głowę o jego ramię.
-No nie wiem... jeżeli chcesz to spoko, a jeżeli nie, to nie.
-Nie gadaj tyle. Wybierz teraz kolejny film.
-"Jak urodzić i nie zwariować."
-Haha, no okej..- zaśmiałam się.
Film się zaczął. Leżeliśmy na kanapie. Ja głową na torsie Matta. Było fajnie. Jego serce biło równomiernie. Kocham ten dźwięk. Jest trochę..... wyższy ode mnie i zawsze jak się do niego przytulam słyszę jego bicie serca.
-Twoje serce zawsze tak równomiernie bije.- powiedziałam bez żadnych emocji.
-Wiem. A twoje nie?
-Nie wiem... Matt?
-Tak?
-Wiem, że się o mnie martwisz, ale ja nie dam rady bez ciebie w Londynie. Nie możesz chociaż na wakacje z nami pojechać? Proszę....
-Przykro mi słodka, ale nie mogę.
-Szkoda. A i jeszcze jedno.- powiedziałam, po czym zbliżyłam twarz do jego twarzy. Uśmiechnął się szeroko, ja też.
-Na pewno tego chcesz? Nie będziesz mieć później wyrzutów, że całowałaś się z bratem?
-Najwyżej. Szkoda, że gdy pocałowałam się z Brandonem nie myślałam o tym, czy teraz będę tego żałować.
-Czekaj.... nie żeby coś, ale dlaczego mi nie powiedziałaś?- miałam już łzy w oczach. Szybko zeskoczyłam z Matta i pobiegłam na ogród, obok oczka wodnego. Usiadłam na jednym kamieniu i płakałam, szlochałam....
-Alex.... spokojnie, nie płacz.- powiedział Matt i usiadł obok mnie.- Przytul się.- powiedział i tak zrobiłam. Zalałam mu łzami całą koszulkę z "Obey".- A teraz spokojnie oddychaj. Opowiedz mi o tym, jeśli chcesz.
-To się... się zacze... zaczęło u Agnes.- zaczęłam przez łzy. -Zbiegałam ze schodów i.... i podetknęłam się...... upadłam wprost w jego ramiona.
-Czyli przypadkiem wpadłaś mu w ramiona... mhm... no a dalej co? Nie chciał cię puścić do puki go nie pocałujesz?
-Skąd wiedziałeś?
-Pamiętasz moją byłą?
-Ta zdzira, która cię zdradziła?
-Tsa... poznałem ją dokładnie tak samo i tak samo mnie zdradziła, tyle, że potem się z nim przespała.
-Wiem. No i bylo dokładnie jak mówisz. No to go pocałowałam, a potem on mnie, a potem płakałam i wgl...
-Dobrze już... cii... spokojnie. Dobrze, że mi powiedziałaś, bo nie będzie cię to męczyło.
-Wiem, dziękuję, kocham cię.- powiedziałam i mocniej się przytuliłam do "braciszka."
-Ja ciebie też. Teraz tym bardziej nie powinnaś się ze mną całować, bo twój umysł zwariuje.
-Aha? Skoro tak mówisz....
-Ja nie mówię, ja to wiem...chodźmy do środka, powoli muszę się zbierać.
-A mógłbyś zostać na noc? Proszę... boje się teraz.
-Eh... no dobra, ale zadzwonię do rodziców.
-Dobrze, dzięki.
Weszliśmy do środka i posprzątaliśmy w salonie. Poszliśmy na górę. On się umył, potem ja. Mam wielkie łóżko, więc spaliśmy razem. Wiem, że to dziwne, ale tak było. Matt już zasnął, a ja jeszcze nie. Leżałam i patrzyłam na przepiękny księżyc za moim oknem. Po głowie chodziło mi mnóstwo myśli. "Czy Matt jest miłością mojego życia?", niby przyjaciel, ale tak się zastanawiam nad tym, szkoda, że za 4 dni mnie już tu nie będzie. Już go nie zobaczę. Nigdy. To mnie boli. Najdroższa mi osoba, zostaje tak po prostu odłączona ode mnie. Nie chce tego. Jakby chociaż na wakacje jechał tam ze mną. No i jest jeszcze Agnes, ale ona tam ze mną będzie, a on nie. Nawet nie wiem kiedy ale zasnęłam w objęciach Matta.

Jestem już w Londynie. W szkole. Idę przez korytarz z Agnes. Gadamy, śmiejemy się. Podszedł do niej wysoki blondyn o zielonych oczach. Flirtował z nią. Nagle ktoś mnie pociągnął do siebie za rękę. Był to chłopak o długich brązowych włosach i ciemnych oczach. No ideał <3 Powiedział coś po angielsku, ale nie do końca go zrozumiałam bo jakoś nie umiem angielskiego. Zaśmiał się i powiedział.
-Spokojnie, nauczysz się jeszcze.- i posłał mi słodki uśmiech. Ja oczarowana chłopakiem i jednocześnie zgaszona, że mówi po polsku wybełkotałam.
-Ty mówisz po polsku?
-N..no tak. -zbliżył się do mnie i szepnął mi do ucha.- ale nikomu o tym nie mów.
-No dobra, ale dlaczego?
-Później się dowiesz. A teraz spójrz na chłopaka, który gada z twoją przyjaciółką. Ma na imię Marcel, a ja jestem Kuba. On też jest polakiem. On mieszkał w Bierzglinku, a ja we Wrześni.
-Czekaj... mieszkałeś w tym samym mieście gdzie ja i nigdy cię nie spotkałam?
-A no .... live is brutal.- powiedział i objął mnie w tali, opierając głowę o moje ramię powiedział.- Mieszkam tu 2 lata. Moi rodzice, jak i rodzice Marcela dostali tu pracę i po zakończeniu roku przyjechaliśmy tu. A ty jak się tu wzięłaś.
-Ja z Agnes, dokładnie tak samo jak ty, tyle, że dopiero w tym roku przyjechałyśmy. Ona w miare się z wami dogada, ale ja nie.

-Spokojnie śliczna, nauczysz się. A puki co trzymaj się nas. Chodź do nich, zaprzyjaźnimy się.
-Okej....

Przebudziłam się. Otwarłam oczy i zobaczyłam, że Matta nie ma w pokoju. Po chwili Matt wchodzi do pokoju w samych bokserkach.
-Przepraszam nie chciałem cię obudzić.
-Spoko. Ale wracaj już do łóżka.
-Okej.- powiedział a ja po chwili znów usnęłam.



Jestem w jakimś domu. Idę przez korytarz. Wchodzę do salonu. Na jednym krześle siedzi Kuba? A obok niego stoi nie wiele młodszy chłopiec. Może około 12 lat? Kuba spojrzał na mnie z zakłopotaniem. Usiadłam naprzeciwko niego.
-Alex, wiesz może jak mu wytłumaczyć jak się całować? Bo ma dziewczynę i chciałby to zrobić ale nie wiem jak, a ja jakoś nie umiem mu tego wytłumaczyć.
-Ja też nie. A ty młody, masz jakiś pomysł?- chwilę myślał i wymyślił.

-Najlepiej pokazać. Pokażcie mi.- ja i Kuba wymieniliśmy spojrzenia.- Proszę was to tylko dla pokazania mi. Na prawdę potrzebuję waszej pomocy, ale skoro boicie się jednego pocałunku to ja nie wiem....- młody udawał, że wychodzi, ale widziałam jak chowa się za wielkimi kwiatami w tym pokoju. Kuba miał spuszczoną głowę. Złapałam go za rękę.
-On ma racje.- powiedział nagle, wciąż głowę miał spuszczoną.
-Ale z czym?

-Że boimy się jednego pocałunku.... to chore, ale on ma racje.
-Ehh..... - chciałam powiedzieć, że ja się nie boję, ale powstrzymałam się. Siedzieliśmy tak chwilę, bez słowa. Po pewnym zastanowieniu nachyliłam się trochę i wykręciłam tak, że musnęłam wargami jego wargi. On podniósł głowę.
-Rozumiem już..... udawałaś, że się boisz tego, ale tak serio przemyślałaś trochę i postanowiłaś to zrobić, by udowodnić sobie, że nie boisz się.- powiedział to na jednym wdechu.
-Ale... skąd ty to wiesz? Umiesz czytać w myślach czy co?
-Nie, sam nie wiem... miałem wizje, że tak jest. Ty już przełamałaś strach.
-No tak....
-Ale ja nie. Czas na to.- powiedział to tak szybko, że nawet się nie spostrzegłam kiedy się namiętnie całowaliśmy. Nasze języki masowały się nawzajem. Nagle zza kwiatów wyskoczył młody.
-Nareszcie! Teraz w końcu Kuba znalazłeś prawdziwą miłość. Alexis to nie ta sama dziewczyna co te wredne lafiryndy. Proszę cię zerwij z Patricią. Nie lubię jej, ona jest sztuczna. Dlaczego nie będziesz z Alex? Zasługujesz na coś lepszego, niż te dziwki, z którymi zawsze jesteś.
-Młody skończ, dobra?! To nie twoja sprawa z kim chodzę. Mogę robić co mi się podoba i ty nie masz nic do gadania! Nie jesteś lepszy ode mnie! Życie nie jest proste.... trzeba poświęcić sporo, by znaleźć na tym poziomie, na którym jestem.
-Czyli mówisz, że nie jestem lepszy od ciebie? Hmmm.... no nie powiedziałbym. Widziałem ją we Wrześni. Zawsze chodziła z naszym kuzynem wszędzie. Przyjaźnili się. On o nią dbał, troszczył się. Ona wciąż była tak blisko, Kuba. Twoja miłość była tak blisko, ale ty nadal nie przejrzałeś tego na oczy. Jesteś ślepy bo masz przy sobie wspaniałą dziewczynę i zamiast się o nią starać i pokazać z jak najlepszej strony, ty właśnie pokazałeś, że jesteś skończonym dupkiem i nikim więcej. A na dodatek, właśnie płaczę, bo wie, że mówię całą prawdę o tobie, jaki naprawdę jesteś ty i twoje lafiryndy. Rób co chcesz, ale pamiętaj.... dupą świata nie zdobędziesz.- młody miał racje. Popłakałam się. Spojrzałam tylko na Kubę i wybiegłam z pokoju jak najdalej. Wybiegłam z domu. Byłam na ogrodzie. Biegłam w stronę mostu. Przebiegłam przez niego i wbiegłam do lasu. W środku lasu było jezioro. A obok niego dom. Nagle z domu wyszedł ... Matt? Podbiegł do mnie. Przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze.



Rozdział 2 - Nowina

-Dobrze, że chociaż ty.- powiedziałam, po czym odwróciłam się w jego objęciach twarzą do niego. -Chociaż ty...- dodałam po czym, powoli zbliżyłam twarz do jego twarzy. Czułam, że uśmiechał się szeroko. Czułam już jego oddech na ustach.... Powoli i delikatnie musnął wargami moje wargi, a potem pocałunek przerodził się w coś bardzo namiętnego. Czułam się wspaniale. Chodź było to dziwne, bo poznałam go dopiero dziś. Oh... to dziwne, ale tak dobrze mi się z nim gada i wgl..... Musze się ogarnąć!!!! Nasz pocałunek trwał dość długo, ale w końcu skończyliśmy.
-Przepraszam cię....- powiedział zasmucony. Puścił mnie i usiadł na krawężniku. Schował twarz w dłoniach. Podeszłam do niego i przykucnęłam przed nim.
-Brand... ale za co mnie przepraszasz? Przecież nic się nie stało. A jeśli chodzi o ten pocałunek to ja cię przepraszam.... nie powinnam.- przyznam, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje.... to wszystko stało się tak nagle. Nie wiem co mam robić już..... i jeszcze ten Harry....... ciekawi mnie co on niby mi zrobi. Cwel ....
-Nie przepraszaj za coś co było wspaniałe.- posłał mi ciepły uśmiech. No w końcu się uśmiechnął.
-Czekaj, co ? Dobra mniejsza o to.... muszę wracać na obiad. Idę się pożegnać z wszystkimi.
-Okej, idę z tobą.
Po chwili byliśmy już z powrotem przy naszych przyjaciołach. Agnes powiedziała, że i tak powoli musi wracać z Brandonem więc kawałek pójdą ze mną.
-No dobra... skoro musisz. - oczywiście jak to Luke, musiał mnie przytulić i obrócić się w okół własnej osi. Dziwiło mnie, że z Agnes tylko się przytulił i to jeszcze tak od niechcenia.
-3maj się, mała.- powiedział Matt i też mnie przytulił.
-Ty też.- posłałam mu szeroki uśmiech.


*po 4 godzinach*
-Kochanie, jesteś już w domku?- krzyczała mama jak weszła z tatą do domu.
-Tak, mamo, jestem. A co?
-Możesz zejść z Aleksem na dół. Musimy wam coś ważnego powiedzieć.
-Okej, zaraz zejdziemy.
Szybko wparowałam do pokoju brata. Zobaczyłam go jak siedzi z słuchawkami przed komputerem.
-Hej, Aleks. Rodzice wołają nas na dół. Chcą nam coś powiedzieć.- powiedziałam siadając obok brata, na jego biurku.
-Nawet wiem, co chcą nam powiedzieć. Szkoda, że dopiero teraz, a nie tydzień temu kiedy o tym już gadali.- powiedział ze złością mój brat.
-Ale o czym ty mówisz? Nie rozumiem....
-O tym, że się przeprowadzamy. Do Londynu. Rodzice tam dostali bardzo dobrą pracę. Z tego co słyszałem. Twoja koleżanka Agnes i jej rodzice też tam będą mieszkali. Obok nas. To nam powiedzą.

-Że co? Ale skąd ty o tym wiesz?
-Słyszałem tydzień temu jak o tym rozmawiali. Wiem, że się cieszą. I nawet ja się z tego cieszę. A ty?
-Jeżeli Agnes jedzie to tak, ale co z chłopakami ? Szkoda ....- posmutniałam.
-Dobra zejdźmy na dół, przekonamy się...-powiedział i oboje ruszyliśmy na dół. Rodzice już na nas czekali w salonie. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam.
-Wiem, że się przeprowadzamy do Londynu. Agnes też. Cieszę się, ale dlaczego o tym nie powiedzieliście wcześniej?- powiedziałam na jednym wdechu.
-Czekaliśmy na potwierdzenia z naszych nowych prac. Dziś je otrzymaliśmy. Ale spokojnie. My jak i rodzice Agnes, uzgodniliśmy, że po zakończeniu roku tam dopiero pojedziemy.-  powiedział spokojnie tata, dopijając swoją kawę.
-Czyli jeszcze tydzień i wyjeżdżamy?- zapytałam.
-Tak. Zdążycie się pożegnać ze swoimi przyjaciółmi.- powiedziała mama. A ja od razu pomyślałam "Co sie teraz stanie z Brandonem?". To pytanie mnie dręczyło. Wszyscy się rozeszliśmy. Ja od razu pojechałam na deskorolce do Agnes. Spotkałam ją po drodze. Też biegła mi wszystko powiedzieć. Przytuliłyśmy się do siebie, pozwalając łzom spokojnie spływać. Ani się obejrzeliśmy a podjechali do nas Luke i Matt.
-Ei.... mała, co jest?- zapytał Matt, "odklejając" mnie od Agnes. Przytulił mnie do siebie. Luke zrobił to samo z Agnes, chodź widziałam jak jest zły, że to właśnie Matt, mnie teraz trzyma w objęciach. Nie obchodziło mnie to, chciałam po prostu tak stać.
-Ja i Agnes... tzn, my się przeprowadzamy do Londynu...- powiedziałam przez łzy.
-No to chyba fajnie nie? Nowi ludzie, lepsze miasto.... będzie dobrze.- powiedział Matt.
-Ale ja nie chce was opuszczać.... jesteście moimi przyjaciółmi. Nie chce was stracić.- mówiłam nadal przez łzy.
-No właśnie. Tyle razem przeszliśmy, a teraz...... zostaniemy rozdzieleni.- dodała Agnes, również przez płacz.
-Spoko, jest przecież skype, facebook i inne takie duperele. Zawsze możemy ze sobą pogadać.- powiedział Luke.
-Masz racje. Mamy jeszcze tydzień, więc trzeba to wykorzystać jak najlepiej, co nie mała?- powiedział Matt, i pocałował mnie w czubek głowy.
-To co robimy?- powiedziałam powoli odrywając się od Matt. Patrzyliśmy sobie w oczy. Matt otarł moje łzy. Zbliżył się i pocałował mnie w policzek. Na pewno Luke był wkurzony.
-Chodźmy do wesołego miasteczka. Ja stawiam.- powiedział Luke.
-Nie musisz. Możemy przecież zapłacić za siebie.- powiedziała Agnes.
-No właśnie.- dodałam.
-Racja.- dodał jeszcze Matt.
-No to co? Nie będziemy się widzieć już potem, więc trzeba to wykorzystać jak najlepiej, chodźcie i nie marudźcie. Podeszłam do Luka.
-Jesteś kochany, Luke.- powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
-No przecież wiem.- zaśmiał się, objął mnie ramieniem i pocałował też w policzek. Wszyscy się śmialiśmy i poszliśmy się zabawić do wesołego miasteczka. Bawiłam się super! Jednak rozwaliło mi humor jedno.... Hazza. Był w wesołym miasteczku z koleszkami. Moi przyjaciele poszli po coś do jedzenia, a ja zostałam sama, przy karuzeli.
-Witaj, Alexis. Miło cię widzieć.- powiedział głos, za mną. Wiedziałam, że to Hazza.
-Cześć, Harry. Ciebie już nie koniecznie miło widzieć.- wyplułam.
-Ojoj.... czemuż to jesteś dla mnie taka nie miła, hmmm?- powiedział udając wielce zatroskanego. Idiota.
-Ja? Hmm... no nie wiem... może dla tego, że cię zwyczajnie nie lubię?- zapytał z ironią.
-A wiesz co ja myślę? Że..- nie dokończył bo mu przerwałam. Odwróciłam się do niego przodem.
-Nie obchodzi mnie co sobie myślisz. Czy mnie lubisz, czy nie. Nie obchodzi mnie czy mnie zniszczysz, czy nie. Nie obchodzi mnie nic! Rozumiesz?!- wykrzyczałam mu w twarz i odwróciłam się do niego tyłem. Szłam przed siebie. Byle jak najdalej. Stał tam i patrzył jak idę. Nagle usłyszałam, że idzie. Po chwili biegnie. Wyprzedził mnie i stanął na przeciw mnie. Złapał mnie za ramiona i powiedział.
-Nie dałaś mi dokończyć. Twoja koleżanka Agnes jest urocza, ale nie w moim stylu. Wiem, że się jej spodobałem. Ale z resztą.... nie tylko jej. Ale nikt mi tak nie imponuje jak ty.
-Ja?
-Tak ty. Nie widziałem dziewczyny, która tak dobrze jeździ na deskorolce. To co dziś zaprezentowałaś... to było super. Cały czas, bacznie cię obserwowałem. Każdy twój ruch. - przecież wiem, że mnie obserwował. Ale czy on mi chce powiedzieć, że mu się podobam? O nie.... tego już za wiele.- Myślę, że to, że mnie nie lubisz to tak na prawdę, oznaka, że na mnie lecisz.
-Że co?! Pojebało cię?! Ja? Na ciebie? Proszę cię............ chyba śnisz.- powiedziałam, po czym dodałam.- Sory, ale chyba coś ci się w główce poprzestawiało. Spadaj stąd, albo wiesz co? Nie. Powiem ci, że cieszę bo już mnie tu nigdy nie zobaczysz. Wyprowadzam się do Londynu. Mam cię dość. Mam dość oglądania ciebie. Jesteś po prostu obrzydliwy. Żegnam.- dodałam, po czym wyminęłam go i poszłam w stronę przyjaciół, którzy bacznie patrzyli na to co, przed chwilą zrobiłam.