wtorek, 17 września 2013

Rozdział 15- "Nie no serio? Koljna nieszczęśliwa miłość?!"

-Nic ci nie jest?- zapytał w końcu chłopak.
-Ym.. nie. A tobie?- wtedy odsunęłam się kawałek od niego.
-O mnie się nie martw.- rzucił tylko.
-Mhm.- wymruczałam i usiadłam w koncie uparta o ściany windy. Chłopak zrobił to samo z drugiej strony.
Siedzieliśmy tak w ciszy może 20 minut. Nie wytrzymał i próbował nawiązać ze mną jakiś kontakt.
 -Ech.. pewnie jeszcze tu posiedzimy, więc.....- zacioł.
-Więc?- zapytałam, nie patrząc na niego.
-Dobra zapytam prosto z mostu.....
-Co?- to brzmiało raczej jak" ze co kurwa?!".
-Od 4 dni śledzę cię na zlecenie. Przykro mi to mówić, ale muszę cię zabić, jeśli chce odzyskać młodszą siostrę....- jego głos się załamał. Zrobiło mi się go szkoda, więc usiadałam przy nim i go przytuliłam mimo tego co przed chwilą usłyszałam.
-Możesz mi zdradzić kto cię wynajął i dlaczego ciebie, a no i dlaczego zabić mnie?
-Mówił coś, że to ma być jakaś zemsta za to co kiedyś zrobił mu twój brat, czy coś... ale ni wiem o co chodzi.
-Kurwa!- teraz to się wkurzyłam. Przecież mój brat mu nic nie zrobił, czemu mści się na mnie? Czemu mnie w takie bagno wciąga? Co za skurwiel.
-Przepraszam cię, ale muszę odzyskać siostrę. Była u babci, a potem miała wracać do domu. I nie wróciła bo ten skurwysyn ją porwał! Prawdę powiedziawszy to nawet nie wiem czy ona jeszcze żyje. Wiem, że był już w naszym mieszkaniu. Wszystko zastałem zdemolowane, ale nie zgłosiłem tego bo jej coś zrobią.
-Rozumiem. Zapewne u mnie też już był. Od teraz trzymasz się mnie, jasne?
-Jasne.- po tym winda ruszyła. To było dziwne. Po chwili byliśmy już w drodze do mojego mieszkania.
-Masz zajebisty motor.- mruknął chłopak.
-Dzięki. A właściwie jak masz na imię?- zapytał nagle stając oko w oko z nim.
-Kieran. Ale mów mi Kier.- puścił oczko.
-Aha.- wymruczałam i szłam do domu, ale zatrzymała mnie jego ręka na moim ramieniu.
-Kim ty właściwie jesteś?- zapytał akurat wtedy gdy odezwał sięmój szef.
-Agentko Alexis. Prosze o raport.- usłyszeliśmy z mojego laptopa.
-Agentka?- zapytał z niedowierzaniem.
-A myślisz, że czemu mnie ściga ten cwel?

***

Moje zadanie to ochronić mojego brata i Kierana oraz uratowanie małej dziewczynki. Cieszę się, że w końcu o mnie zadbano i mój kochany motor wrócił z naprawy. Poprzednia akcja troszeczkę go zmasakrowała. Czujecie ten sarkazm? Ech.... wszystko do wymiany. No ale cóż.

To chyba jakaś willa rodzinna, a nie miejsce zbrodni, ale dobra. Nie ma to jak willa nad wodospadem. Ale trzeba przyznać, że architekt nieźle to urządził. Tak jak z moich marzeń. Ale dobra, muszę się tam wkraść tak, żeby nikt mnie nie widział. To będzie trudne. A może lepiej zrobić jakąś scenę?

Weszłam tam jako Jessie J. Tak, tam miał się odbyć koncert. A ja wyglądam dokładni jak ona. Albert to mistrz kamuflażu. Weszłam na scenę, bo podobno się spóźniłam. Ciekawe co ja zrobię jak ona na serio przyjdzie. Cholera. Dobrze, że mam translator głosu.

***

-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Jessie J co? - zaśmiał się facet, który spostrzegł mnie jak odwiązywałam małą.- Oj Alexis kogo ty chcesz oszukać? Przecież wiedziałem, że tu będziesz.
-Widzę, że twoja blizna od naszego ostatniego spotkania nadal jest dobrze widoczna.- zakpiłam. -Uciekaj.- szepnęłam do małej. Tak zrobiła. Zostałam tylko ja i on.
-Możesz ich wszystkich chronić, ale dobrze wiesz, że to o twojego brata i ciebie mi chodzi. Zniszczyliście moje plany. Zapłacicie za śmierć Aleksa.- powiedział z taką powagą, że aż ciarki mnie przeszły.
-To nie nasza wina. To ty go zabiłeś. Ta substancja była trująca, a ty mu ją podałeś. Otrułeś go, a winę zrzuciłeś na nas. Jesteś mordercą Chuck. Mordercą.
-Nie wasz się tak o mnie mówić!- ups... chyba go wkurzyłam. Zaczęła się walka. Moją największą i najniebezpieczniejszą bronią w tym momencie okazała się szpilka. Wbiłam mu ją w kark.
-Co.. co ty mi zrobiłaś?- wydusił.
-Wbiłam ci małą szpileczkę w kark.
-Ale co.. się ze mną dzieje? Nie mogę się ruszyć.
-Tak bo to jest takie najczulsze miejsce. Teraz ogania cię stopniowy paraliż. Krew z całego ciała płynie prosto do mózgu. Gdy już cała krew się tam zgromadzi, powoli będziesz umierać w męczarni. A cała krew będzie wypływać ci stąd(tu wskazałam nos), tąd(tu wskazałam uszy), a nawet z oczu. To będzie męczeńska śmierć. A teraz żegnam cię.- powiedziałam, wzięłam moją szpilkę i wyszłam, zostawiając go na powolną śmierć. To za zabicie moich rodziców- pomyślałam wychodząc.

***

Minęło pół roku od śmierci Chucka. Kieran i jego siostra mieszkają ze mną. A no i mój brat po 5 latach w końcu raczył mnie odwiedzić. Tyle się nie widzieć....

piątek, 6 września 2013

Rozdział 14- "Czy to już koniec?"

-Alex? Obudź się...- dobiegł mnie męski głos, którego właściciel sprawiał, że zapierało mi dech w piersiach. Położył się za mną. Oplótł mnie w talii, przyciągnął do siebie i składał małe pocałunki na moim ciele. Aż przeszywał mnie dreszcz. Kocham to.
-Rób tak dalej to na pewno mnie rozbudzisz..- zachęciłam, po czym przerzuciłam się na drugi bok. Syrius nie przestawał. Było mi tak przyjemnie.... nie chciałam tego kończyć.

Nie widziałam się z ukochanym już tydzień. Wiem, że wyjechał w interesach, no ale bez przesady. Gdyby chociaż dał jakiś znak życia... ale ten nic. Kompletne zero.. Wtem rozległ się dźwięk dzwonka. Nie patrząc kto dzwoni, odtworzyłam drzwi. Liczyłam, że to On. Pomyliłam się....
-Agnes? Agnes! Tak za tobą tęskniłam!- rzuciłam się przyjaciółce na szyję. Syrius zmienia się tylko czasem. Agnes wie o wszystkim. A no i jej mąż, zmienił ją w wampira. Jest w tym coraz lepsza. Tak jak ja, nie rzucała się na ludzi, a teraz krew na nią nie działa. Zresztą.... na mnie też nie. Od razu zaprosiłam ją do środka i rozsiadłyśmy się na kanapie. Gadałyśmy i gadałyśmy... miałyśmy tyle sobie do powiedzenia. Zaraz zadzwonił znowu dzwonek do drzwi. Tym razem tak jak wcześniej nie patrzyłam kto, to i od razu odtworzyłam.
-Cześć Kein. Co cię tu sprowadza?- po jego minie sądzę, że to nic przyjemnego. To najlepszy przyjaciel Syriusa.
-Alex.......przykro mi, ale......- nie musiał dokańczać. Po policzkach momentalnie spłynęły mi łzy. Za mną stanęła Agnes i przytuliła gładząc po włosach i mówią "spokojnie...." "cii..".
-Ja pierdole!!!!! Dlaczego to znowu mnie spotkało?!!! Czy to już koniec?! Straciłam kolejnego męża! Moje życie jest do dupy! Skoro oni zginęli to ja też chce! Będę z nimi tam!(tu wskazałam palcem na sufit, mając na myśli niebo)- krzyczałam przez łzy. Wyszłam na balkon. Mieszkamy na 9 piętrze. Chciałam rzucić się z balkonu. To była by piękna śmierć, ale ja i tak bym nie zginęła. Wiem....
-Alex ,cholera, uspokój się!- wrzasnęła Agnes. Była roztrzęsiona tak jak ja. Kein trzymał mnie w żelaznym uścisku. Wtuliłam się w niego. Płakałam na jego pierś. Tak samo jak Agnes gładził mnie po włosach i mówił, że wszytko będzie dobrze, chociaż dobrze wie, że tak nie będzie.

***

-Hej Alex, wróciłam!
-Okej! Zaraz będzie obiad!
-Dobrze!

***

-Ciociu?
-Tak, Angel?
Odkąd mieszkam razem z Agnes i jej rodzinką, Angel zawsze przychodzi do mnie. Prosi o pomoc w różnych sprawach. Ostatnio jej pomagałam w zmianie stylu. Ciekawe o co teraz poprosi. I pomyśleć, że ona ma już 14 lat. Ach... jak ten czas szybko leci. David ma 16 lat. I jest całkiem przystojny. I nie mówię tego tylko dlatego, że jestem jego chrzestną. Ale przyznam, że Agnes i Marcelowi dzieci się udały... z resztą nawet oni są śliczni, przynajmniej dawniej. Teraz już się troszkę zestarzeli. Ja też. Ale ja przeszłam totalną zmianę. Wyglądam całkiem inaczej. Mam czerwone włosy ;3. Zawsze chciałam tak wyglądać.
-Ciociu bo...... mojej koleżance podoba się mój brat, no i ona mi się pytała czy jest zainteresowany, czy ma dziewczynę i takie tam, ale ja nie chce, żeby David z nią był, czy w ogóle się zadawał.... co ja mam zrobić?
-Wiesz.... myślę, że musisz pogadać o tym z Davidem. Ale ... dlaczego nie chcesz, żeby on się z nią zadawał?- zapytałam siedząc z Angel po turecku na moim łóżku.
-No bo.... w szkole wszystkie dziewczyny do niego latają, no i udawają, że mnie lubią, żeby David je polubił.... Nie chce tego, a ta koleżanka ma chłopaka i cały czas flirtuje z nim.
-Rozumiem... myślę, że..- nie dokończyłam, bo David stał cały czas we framudze drzwi a ja  go nie zauważyłam. Podszedł do nas i mocno przytulił siostrę.
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?- zapytał takim zrozpaczonym głosem, że aż mi łzy w oczach stanęły.
-Bo.... sama nie wiem... chyba się bałam twojej reakcji.....- powiedziała cicho Angel ale i tak ją usłyszałam.
-Nie potrzebnie. Wiem, że się o mnie martwisz, ale szkoda, że nie wiedziałem od początku, że dziewczyny tak robią jak mówiłaś cioci. Od dziś nigdzie się beze mnie nie ruszasz, jasne?
-Jasne. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-No dobrze, chodźmy już na dół, bo kolacja czeka.- wtrąciłam i całą trójką zeszliśmy na dół.

*oczami Davida*

Razem z moją młodszą siostrą Angelą, poszliśmy do skateparku. Jestem skaterem a ona bardzo chciała mnie zobaczyć w akcji. Dziewczyny nadal próbują do mnie dotrzeć jej kosztem, ale ja na to nie pozwalam i nie zwracamy na nie uwagi. Jeszcze nie spotkałem, żadnej dziewczyny, która wpadła by mi w oko i na dodatek, przy niej czułbym się..... inaczej. Przy okazji pozna moich ziomali: Hazze i Louisa. To moi najlepsi kumple od kilku lat. Hazza jest dość groźny. Dlatego dziewczyny na niego lecą, ale chłopacy się go boją. Lou natomiast jest bardziej wesoły i spokojny.
-Siema chłopaki!- przybiłem z każdym piątkę.- To jest moja siostra..- nie dokończyłem bo Lou dokończył za mnie.
-Angel.- uśmiechnął się od ucha do ucha Lou i przytulił ją.
-Haha, no siemka.- zaśmiała się do Louisa, kiedy ją puścił. Spojrzała na Hazze i całkowicie zbiło mnie z tropu to, że ona się go nie bała, tylko oboje mierzyli się wzrokiem.
-Cześć, Angel.- powiedział jakby obojętnie.
-Cześć Harry.- super...... on nienawidzi jak na niego mówią "Harry", woli "Hazza".
 Czekałem, aż coś się stanie. Aż on wybuchnie niekontrolowaną złością, ale się nie doczekałem. Harry i Angel zaczęli się śmiać. To jest jakaś nowość, bo on się nie śmieje. No chyba, że z kogoś.
-To co... będziesz jeździła z nami?- zapytał Hazza, moją siorę. Tym to mnie zaskoczył totalnie. On był miły. MIŁY! To jest niemożliwe....
-Nie umiem...- zawstydziła się.
-A chcesz się nauczyć?
-No jasne!- wykrzyknęła uradowana. Harry wziął ją za rękę i poprowadził do miejsca, gdzie nikt nie jeździ i może ją nauczyć.

Po 3 godzinach, moja siostra, Angel, śmigała razem z nami. Dostała nawet jedną z kilkunastu deskorolek Hazzy. On nauczył ją dziś sporo rzeczy. Lou i ja cały czas robiliśmy jakieś triki. Było kilka dziewczyn, które wzdychały na widok Hazzy, a wkurwiały się na moją siorę. Chyba je zazdrość zżerała. Właśnie podjechał mi jakiś kolo i się wyjebałem. Wylądowałem na szczęście na rękach. Właśnie się podnosiłem, kiedy podeszła do mnie dziewczyna.
-Och.. przepraszam. Nic ci nie jest?- była dość niska, miała długie i jasno brązowe włosy. Zielone tęczówki idealnie kontrastowały z jej  jasną cerą. Miała na sobie krótkie spodenki, luźną bluzkę z napisem" Bitch Plizzzzz", no i SnapBacka z napisem "YMCMB". Była lekko wystraszona, ale i tak się uśmiechnęła.
-Nie. Spoko. - odpowiedziałem jej uśmiechem.
-Na pewno? Nie chciałam ci podjeżdżać.. przepraszam..
-Oj no już dobrze, dobrze.. spokojnie, na prawdę nic mi nie jest. - zaśmiałem się.
-Oj no skoro tak nalegasz.- zawtórowała mi.
-Nie widziałem cię tu wcześniej. Skąd jesteś?
-Ech... jestem Selin i niedawno się tu przeprowadziłam z Belgii. - uśmiechnęła się i podała mi rękę.
-A ja jestem David,a mieszkam tu od zawsze.- podaliśmy sobie ręce. Cały czas przykucała przy mnie, a ja siedziałem na ziemi. Wstałem i wziąłem deskę. Okazało się, że jej mama pracuje z moją mamą i mieszka tylko 3 przecznice dalej. Poznałem ją z chłopakami, a z moją siostrą od razu się zaprzyjaźniła. Chociaż jedna, która nie udaje. Fajna jest.

 Nadeszły ferie zimowe. Tak długo wyczekiwane ferie. A teraz dwa tygodnie bez szkoły. Codziennie wychodzę z chłopakami i Selin na dwór. Ostatnio poszliśmy do lasu. A właściwie Angel i Selin wymyśliły sobie zimową sesję. Niechętnie ja z chłopakami się zgodziliśmy, alee....... było warto bo zdjęcia wyszły całkiem nieźle.

*oczami Alexis*

Od kilku lat, pracuje w gazecie. Pisze całkiem nieźle. Wielu z mojej pracy, próbowało mnie wyciągnąć na randkę, ale ja zawsze odmawiałam. Nie mam zamiaru się z nimi umawiać. Nic nas nie łączy, więc...... nie daje szansy.
 Właśnie założyłam kurtkę, na siebie, tak, żeby było mi ciepło, wzięłam torbę i szłam do windy. Miałam na sobie to. Weszłam do windy. Pracuje na 5 piętrze, więc jakoś mi się nie chce schodzić tyle po schodach. Na 4 piętrze dołączył do mnie, całkiem przystojny chłopak. Spodobał mi się tunel w uchu. I to, że wygląda jak buntownik. Ale ciężko stwierdzić ile może mieć lat. Spojrzał na mnie tylko i zaraz stanął w koncie. W pewnym momencie winda się zatrzymała pomiędzy 4 a 3 piętrem i upadłabym na podłogę, ale on mnie złapał i przyciągnął do siebie.



wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 13- "Alex...ja przepraszam, ale ..."


  Obudziłam się leżąc naga na Syriusie. Było tak dobrze....... jak z Kubą wtedy.... Okazało się, że on też nie śpi. Przełożył mnie obok niego, a sam położył się na mnie. Składał na moim ciele pocałunki, biegnące od szyi po piersi, dalej przez brzuch, aż dotarł do mojego wilgotnego miejsca. Rozszerzył moje nogi, tak by miał lepsze dojście. Wsunął swój język i jeździł nim, po mojej łechtaczce. Było słychać nasze przyśpieszone oddechy i jęki, które wydawałam z siebie pod wpływem ruchów jego języka. Wiedział co dobre....
-Jesteś taka, cudowna, jak ona....
-A ty taki jak on...

 Był już wieczór, cały dzień spędziliśmy na figlowaniu. To co on robił z moim ciałem... ach... sama rozkosz. Teraz byliśmy przed starym mostem. Niestety było cicho... za cicho. Złapali nas jacy nieziemsko przystojni chłopcy, z broniami. Mieli na  sobie tylko spodnie. Każdy z nich dobrze umięśniony no i kaloryfer. Awrr.... kocham takich.

Byłam w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Całkowicie sama i miałam na sobie tylko cieniutki materiał. Było widać praktycznie każdy skrawek mego ciała. Tylko włosy zasłaniały moje piersi. Nagle do pomieszczenia wszedł wysoki brunet, bardzo umięśniony. Miał ciemne oczy. Był bardzo przystojny. Ukucnął przy mnie.
-Witaj droga Alex.- powiedział uwodzicielsko. Pod wpływem jego głosu, czułam się tak.... rozkosznie.
-Kim jesteś?- zapytałam z trudem nie ulegając przystojniakowi, który delikatnie robi kółka na moich piersiach.
-Twoim najlepszym kochankiem.- szepnął mi do ucha. Po czym zaczął wysysać moją skórę na szyi. Tak, robił mi malinkę. Odchyliłam szyję, żeby miał lepsze dojście. Gdy już był zadowolony ze swego dzieła na mojej szyi i zobaczył moje naprężona sutki, przeszedł do tego samego czynu na piersiach. Czułam jak uśmiecha się szyderczo gdy jęki rozkoszy wydobywały się z moich ust. W głowie wymyśliłam plan. Muszę robić wszystko, by na prawdę sadził, że się rozkoszuje nim. Mogę nawet iść z nim do łóżka, byle by zobaczyć Syriusa  żywego u mego boku.
-Podoba ci się co, maleńka? Wieczorem przekonasz się co to prawdziwa szybkość i długa rozkosz. Będziesz krzyczeć me imię pode mną.- powiedział pocałował moje sutki, po czym chciał odejść, ale ja przyciągnęłam go do siebie.
-Nie zostawiaj mnie....- powiedział uwodzicielsko.-chcę jeszcze raz..- dodałam i położyłam jego rękę na moich piersiach. Ten zaczął je masować, ściskać..uśmiechał się szyderczo ten cham. Podobało mu się to, że go chciałam.
-Nie mogę się doczekać kiedy w ciebie wejdę.- szepnął mi do ucha przygryzając je.
-Dylanie!- rozległ się kobiecy głos, na który on się wzdrygnął, ale nie przestawał pieścić moich zderzaków.
-Witaj.- powiedział uwodzicielsko do młodej i nagiej kobiety, która weszła do pomieszczenia. Nie zwróciła na mnie zbytniej uwagi, tylko rzuciła się na Dylana. Całowała go nachalnie i jeździła rękoma po jego plecach, a on ją macał po całym ciele.

***

-Syrius..- powiedziałam przez płacz wtulając się w jego tors. W końcu jesteśmy bezpieczni. Teraz stoimy w lesie. Na dodatek cały czas pada.
-Alex..ja przepraszam, ale ... to wszystko się stało to była moja wina...
-Cii... nie mów tak. Najważniejsze, że jesteśmy cali, zdrowi i bezpieczni.
-No tak, ale..
-Żadne ale...nic już nie mów.
Tak jak powiedziałam tak też zrobił. Wróciliśmy do Matt'a, Alice i dziewczynek. Ja i Syrius chodziliśmy ze sobą. To była nasza zakazana miłość, ale nikt nie był w stanie nam w niej przeszkodzić.
-Cieszę się, że nic ci nie jest.- powiedział Matt przytulając mnie bardzo mocno do siebie. Czułam jak jego głos drży. Mój z resztą też.
-Ja też się cieszę...- kiedy my się tak rozczulaliśmy, wszyscy poszli do salonu, zostawiając mnie i mojego najkochańszego przyjaciela samych w jego pokoju. Usiedliśmy na łóżku i wszystko mu opowiedziałam dokładnie. Był pod wrażeniem, że udało nam się uciec. Ech... resztę dnia spędziłam w gronie rodziny, którą kocham. Nie wiem co bym bez nich teraz zrobiła.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 12- "To było piękne przeżycie."

Siedzieliśmy w jakiejś jaskini. To był Jego dom. Nie ma go tu, ale nadal pozostaje w moim sercu. Syrius zachowuje się dziwnie. Przypomniała mi się pewna chwila, gdzie obiecałam Kubie, że jeżeli jego już nie będzie, mam robić wszystko bym była szczęśliwa, a on mi pomoże z góry. Ech.... to niech mi pomorze teraz. Zakochuję się w jego bracie bliźniaku. Czy ze mną jest coś nie tak? Karciłam siebie w myślach. Ale zapomniałam o jednym...
-Serio?- zapytał mnie nagle Syrius. Był niebezpiecznie blisko mnie, ale w sercu czułam, że Kuba chce, żeby tak było. Poddałam się temu co zrobi ze mną.Zapomniałam, że porozumiewamy się myślami. Słyszał w głowie to co powiedziałam. Że też o tym zapomniałam. Czułam jego oddech na moich wargach, które po paru sekundach delikatnie muskały się z wargami Syrius'a. Delikatne muskanie przeszło w bardziej czuły i namiętny. Całował dokładnie tak samo jak Kuba. Ech, że też wszystko mi go przypomina. Nie odrywając się od siebie, zaczął wsuwać jedną rękę pod moją bluzkę i masować nią moje plecy. Pod wpływem jego dotyku przeszywał mnie dreszcz. Czułam się nieziemsko gdy jego druga ręką powędrowała na moje pośladki i szczypał je mocno. Z moich myli wiedział jak mnie podniecić. Jak dobrze, że przypadkiem wyczytałam w jego umyśle pewną rzecz..... Delikatnie się odsunęłam. Jedną rękę wplotłam w jego jasne długie włosy,a drugą wsadziłam mu w gacie. Wiem, jak to brzmi, ale tak było. Zaczęłam masować jego męskość. Po chwili ujrzałam na jego plecach skrzydła, które pod wpływem mojego dotyku drżały z podniecenia. Co chwile było słychać nasze przyśpieszone oddechy i pomruki pożądania..... Szkoda, że tak szybko to się skończyło...

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 11- " ..jestem bratem Kuby..."

-Bo ja.... ja... jestem bratem Kuby....-Co jak co, ale w tym momencie to mnie zatkało. Stałam jak wryta.... Czy on sobie ze mnie żartuje?! Nie, nie, nie ..... to nie może być prawda....
-Że co?! Żartujesz sobie, tak?
-N..no.. nie. czemu miałbym z tego żartować? Cierpię tak samo jak ty... Nie jest mi łatwo. Tobie z resztą też nie .... wiem, co przeżywasz. Ja jako czarny anioł nie odczuwam tego jak wampir, zakochany.- powiedział kładąc rękę na moim ramieniu. To dziwne jak uderzająco podobni są do siebie. Tak bardzo braku,je mi Kuby... Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Matt'a stojącego centralnie za mną. Aż się wzdrygnęłam.
-Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć, ale musimy się już zbierać. Alice się martwi. - powiedział Matt, łapiąc mnie w talii i powoli odciągając od niego. Ale... właściwie jak on ma na imię?
-Czekaj..- powiedziałam do Matt'a i wyrwałam się z jego objęć. Potem spojrzałam mu w oczy przepraszająco i podeszłam do Anioła. Ze łzami w oczach uwiesiłam się na jego szyi. On położył ręce na mojej talii i całe powietrze wokół nas zawirowało. Po chwili znaleźliśmy się w... właściwie co to jest?
Dobrze, że miałam na sobie dżinsy i skórzaną kurtkę Alice. Ja i Anioł staliśmy na moście wtuleni w siebie. Nie ukrywam, że czułam cię wspaniale. Zima to moja pora. Kocham ją odkąd przeszłam przemianę. Jest cudownie, piękna.
-A właściwie jak ty masz na imię? - zapytałam.
-A no właśnie... jestem Syrius. - powiedział i pocałował mnie delikatnie w rękę. Aż przeszedł przeze mnie dreszcz podniecenia. Jak na mrocznego anioła, to jest całkiem przystojny i ma delikatne wargi. Alexis to cholery, ogarnij się dziewczyno! Przecież parę godzin temu straciłaś kochanego męża, a już podkochujesz się w jego bracie. Ale Kuba zawsze mi mówił, że ma robić wszystko byle bym była szczęśliwa. Ale czy zakochanie w jego bracie, jest dobrym wyborem?- O czym tak myślisz?-wyrwał mnie w moich rozmyśleń.
-O niczym.... gdzie ty mnie zabrałeś? Co to za miejsce? A gdzie jest Matt?- szczerze? Trochę się zdenerwowałam. Z lasu dobiegł mnie jakiś szelest. A już po chwili pojawił się.... pies. To ten sam, który mnie uratował wtedy w biurze. -Basta? Co ty tutaj robisz? - powiedziałam i przykucnęłam wołając do siebie psa. Od razu przyleciał do mnie.- Kochana psinka.- dodałam i poklepałam psa po mordce. Syrius dziwnie zareagował na Bastę.
-Co to za pies? Skąd on się wziął?- zapytał.
-To jest Basta. Mój dawny ...pies. Ymm.... kiedyś uciekł i znów wrócił.- jak dobrze, że on nie umie czytać w myślach... no przecież mu nie powiem, że to mój obrońca i, że w każdej chwili może się zmienić w wielkiego potwora z kosmosu. I, że gdyby chciał to może nawet go zabić.
-Aha.-czułam, że mu się nie podoba towarzystwo innego stworzenia. Ale przecież mu nie wygarnę, że wiem o czym myśli bo mnie tu zostawi. A nawet nie wiem gdzie ja do cholery jestem?!
-To gdzie my jesteśmy? Co to za miejsce? Możesz mi w końcu odpowiedzieć , czy się raczej nie doczekam?- jestem dość nie cierpliwa. Wiem, ale wkurza mnie, że ja muszę mu odpowiedzieć na każde pytanie, ale jak ja go coś zapytam to, nie raczy mi odpowiedzieć. Co za debil. -.- ....
-To jest Kraina Zimy. Stąd pochodzę ja i Kuba.



Jesteśmy w jakiejś jaskini, czy skale, czy bóg wie gdzie, ale tu przynajmniej jest ciepło.

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 10- "Śmierć ukochanego"

-Kuba! Zatrzymaj się!- krzyczałam ale on mnie nie słuchał. Przyśpieszył. Gdy zobaczyłam tira przeraziłam się. -Kuba, tir!- krzyknęłam. zaczął hamować. Obróciło nami, aż mnie wyrzuciło na stronę lasu. Nadziałam się plecami na jakiś pień czy coś. A Kuba....
-Kuba!!! Nieee!!!! Tylko nie to!!!! Boże!!! Dlaczego?!!!! dlaczego on a nie ja?!!! Kuba!!!- krzyczałam zrozpaczona. Podbiegłam do niego. Widziałam tylko jak głowa oderwana od reszty nagle poturlała się pod moje ręce. Ostatni raz na nią spojrzałam i powiedziałam rycząc jak dziecko.- Kocham cię. Zawsze będę...- i nagle poczułam jak silne ramiona mężczyzny, zabierają mnie  stąd. Cały czas płakałam. Chłopak przeprowadził mnie na drugą stronę,a już po chwili tir i szczątki mojego ukochanego rozbłysły w ogniu. A jakby ja tam była? Zginęła bym razem z moim kochanym. Ale nie... przecież jestem wampirem. Jestem nieśmiertelna. Cholera. Kolejna porcja łez spłynęła po moich policzkach i wtuliłam się w umięśniony tors chłopaka. Poczułam znajome perfumy. Nawet ni spojrzałam kto to jest. Płakałam w jego ramionach.
-Alex, mogłaś zginąć. Niby już dorosła a wciąż nie myśląca. Wiem, że to dla ciebie szok, stracić męża w taki sposób.- powiedział chłopak. Nadal na niego nie patrzyłam, przecież już wiem, że to Matt.
-Jestem nieśmiertelna Matt. To on przyspieszył, myślał, że zdąży a tu...- i znów się rozpłakałam.- Dlaczego akurat on?!
-Ciii... spokojnie, mała. Zabiorę cię stąd. Wiem, że jesteś wampirem. Moja dziewczyna Alice, też jest wampirka, jak my. Przewiduje przyszłość. Widziała, że zginiesz jeśli cię ktoś od niego nie odciągnie. Nie mogłem cię stracić.
-Dziękuję. - szepnęłam i mocniej się do niego przytuliłam.
-Nie ma sprawy. Chodź. Zabiorę cię do siebie. Mieszkam w tym lesie. -W lesie? A to dziwne.... cieszę się, że znów mi pomaga w trudnych chwilach. A co z Brandonem i Angel?
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Och Alice... dziękuje ci....- powiedziałam, rzucając się w ramiona Alice.
-Spokojnie. Nie chciałam, żeby coś ci się stało. Wysłałam po ciebie Matt'a. Zdążył na szczęście.
Po chwili moim oczom ukazała się dwójka dziewczynek. Bliźniaczek. No nieźle.. spłodził piękne dziewczyny.
-Witaj Alexis.- powiedziały równo.
-Cześć.- powiedziałam. Po moich policzkach nadal spływały strumienie łez.
-Coś się stało?- zapytała jedna z nich podchodząc do mnie. Dotknęła mnie a ja poczułam prąd.
-Ałć..- syknęłam.
-Przepraszam.- powiedziała nerwowo i puściła mnie.
-Tak stało.... jakieś 20 minut temu straciłam mojego ukochanego męża. Nie mam już nikogo.... Właśnie straciłam osobę, której nigdy nie chciałam stracić... - powiedziałam szlochając. Nie wytrzymałam mówiąc im o tym i znów się rozpłakałam.
Matt, siedział na krzesełku zaraz obok mnie. Wstał z niego i przytulił do siebie. Dobrze zrobił. Po chwili usłyszałam szloch. Spojrzałam na jedną z dziewczynek. Jedna poraziła mnie prądem a druga słysząc to poryczała się razem ze mną. Wyciągnęłam do niej dłoń i przytuliłam ją do siebie, opuszczając Matt'a.
-Tak mi przykro ciociu... to takie okropne... bo ty.. ty go kochasz najbardziej na świecie a teraz... a teraz go już nie ma... nie będzie robił ci rano śniadania... nie będzie cię obejmował od tyłu z zaskoczenia... nie będzie już tych wygłupów ... nie ma go.- powiedziała, co chwilkę przerywając szlochem. Druga próbowała być twarda i nie mrugała nerwowo, żeby nie uronić łzy... nie udało się jej. Alice zobaczyła to i podeszła do niej przytulając ją do siebie.
-Masz racje kochanie. Nie ma go i nie będzie już tych rzeczy, które trafnie wymieniłaś.... ale nie martw się... Teraz jest w niebie i będzie mu tam dobrze. Czuwa nad nami.- powiedziałam i pocałowałam ją w czubek głowy. Ta odsunęła się ode mnie i spojrzała mi w oczy. Miała szkliste oczy, tak jak ja. To trochę dziwne, bo ona go nie znała a tak się przejęła... czy ona ma moc, odczuwania tego samego co osoba, którą dotyka. Patrząc w jej oczy widziałam go. Widziałam sytuacje i obrazy z nim. Nasz pierwszy pocałunek. Poznanie w skateparku. chrzciny maluchów. I inne... ona wszystko to pokazała mi w swoich oczach.
-Jak ty to...- urwałam, bo nie wiem jak to ująć.
-Ma taką moc. Widzi i czuje wszystko co osoba, którą trzyma.- powiedział Matt. Idealnie zgadłam.
-A ja potrafi porazić prądem każdego co mnie dotknie. Ale umiem, też stworzyć pole obronne wokół każdej osoby, łącznie ze mną.- powiedziała druga bliźniaczka odrywając się od mamy.
-Ja przewiduję przyszłość, ale to już wiesz.- powiedziała Alice, uśmiechając się delikatnie do mnie. Odwzajemniłam uśmiech i opuszkami palców przetarłam oczy od łez. Nie płakałam już. Jego już nie ma. Tego nie zmienię.
-Czujecie to?- zapytałam. Czułam zapach jakiegoś stworzenia. Jakby człowieka ale jakiegoś..... innego.
-Tak. To mężczyzna. Człowiek... ale jego zapach jest jakiś inny. - powiedział Matt. -Jesteś świeżą wampirką i nie panujesz jeszcze nad sobą...- nie usłyszałam co mówił dalej bo nie wytrzymałam i ruszyłam, za zapachem. Słyszałam, że Matt biegnie za mną.http://www.sidzina.net.pl/zdjecia/0/Mroczny-las.jpg
Czułam, że jestem coraz bliżej. Matt był tuż za mną. Jako wampiry jesteśmy nienaturalnie szybcy. Zatrzymaliśmy się przy kamieniu. Nie wierzyłam w to co widzę. Moim oczom ukazał się .... http://cdn.besty.pl/upload/file/2475898.gif
.... czarny anioł. Zmieniał się. Krzyczał głośno... to było przerażające. Wzdrygnęłam się na dźwięk bólu jaki sprawiała mu przemiana. Wszystko wokół niego zawirowało. Nagle niebo się przygasiło. Zachmurzyło się. To było jak jakieś tornado. Matt widząc, jak się wzdrygnęłam, chwycił mnie za rękę. Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam. Coś ciągnęło mnie do tego mrocznego anioła. Nagle w głowie pojawił się głos.
Wiem, że jesteś świadkiem przemiany. Ty i on. Nie bój się. Nie zrobię wam krzywdy. Przepraszam jeżeli cię przeraziłem moimi jękami ale to na prawdę bolesne. To było dziwne, ale odpowiedziałam mu w myślach. Rozmawialiśmy tak przez chwilkę. A Matt tylko się mi przyglądał.
Kim jesteś? Czego chcesz? Czemu to tak cię boli? Nie przepraszaj, wiem, że boli. Też krzyczałam podczas mojej przemiany.
Posłałam mu wiadomość. Jestem czarnym aniołem. Człowiekiem, który został zmieniony przez żonę... Zginęła tu dziś w wypadku. Razem z Kubą. Na dźwięk jego imienia moje oczy i usta otwarły się. Cały czas przykucałam przy skale z Matt'em ale wstałam i podeszłam do niego.
-Wyglądasz podobnie do niej..- powiedział czarny anioł przyglądając się mi.
-Ty do niego też...ale jak to możliwe? Skąd wiesz, że z nim? Skąd o nim wgl wiesz? Kim ty jestes?..- patrzyłam mu prosto w oczy.
-Bo ja.... ja... jestem bratem Kuby....

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 9- "Co to miało być?!"

Szybko się oderwałam od jego pocałunku. Do cholery, człowieku ja mam męża! Odbiło ci?!
-Co to miało być?! Odbiło ci?!- krzyczałam.
-Pocałunek. Tak odbiło mi na twoim punkcie. Zrozum, że ja cię kocham i jeszcze będzie ze mną. - powiedział spokojnie i uwodzicielsko Brandon. Idiota. Co to ku*wa miało być?! Będziesz moja?! Pogięło go, czy co?! Już ja mu pokaże.. jak mu przyłożę to..
-Brandonie, nie rób tego więcej. Moja ciocia ma kochającego męża i ona też go kocha jak nikogo innego. Nigdy nie będzie twoja. Zrozum to. A ty chodź za mną.- powiedziała Angel i poszłam za nią. Brand stał przez chwilę, by po chwili znów zmienić się w wilka. Powiedział przez ramię.
-Oj Alex, Alex... zapłacisz mi za to ty i twój kochaś. Ale zacznę od ciebie.- powiedział i rzucił się na mnie.
Byłam przerażona, że zaraz mnie dopadnie, ale Angel wpakowała go w wielką bańkę i leciał razem z wiatrem ku górze.
-Dooobra.. to było dziiiwne.- powiedziałam patrząc za lecącym wilkiem.
-Ty to zrobiłaś. Jesteś wampirem ale też władasz żywiołami. W obronie własnej zrobiłaś bańkę. No i puf.
-Ale super. A ty? Co tak właściwie robisz?
-Ja jestem przecież małą dziewczynką, która rozmawia z zwierzętami. Czuję je na każdym kroku. Znam każdy gatunek. ale moje ulubione to niebieskie ważki.- powiedziała mała i szła dalej.
-Dokąd mnie prowadzisz?- zapytałam.-Co z naszymi rodzinami? Martwią się.....
-A no bo ty nie wiesz.... Twój klon, jest w szpitalu, mój z resztą też. Siedzą tam i czekają, aż się wybudzimy ze śpiączki.
-Co?! Oszalałaś?!
-To dla ich dobra. Wolałabyś im wszystko wygarnąć? Czy może najpierw uratować siebie? I następnych?
-Ech.... no dobra masz rację. To idziemy.
Nie wiem ile kilometrów przeszłyśmy, ale powiem wam szczerze, że się nawet nie zmęczyłam. Ale czego ja się dziwię... przecież jestem wampirem. Mnie takie coś nie męczy. Ciekawe jak sobie radzi Kuba. Tęsknie za nim. Tęsknię, za moim kochanym przystojniakiem. Ej... przecież mam komórkę. Mogę mu napisać co się dzieję... ale to potem. Szłyśmy wzdłuż jakiejś ulicy, obok lasu.... to jest wieś. Na pewno. Usłyszałam dźwięk motoru i poczułam jak ktoś rzucił się na mnie. Przewróciliśmy się.
-Co to do cholery ma znaczyć?!- krzyknęłam do tej osoby. To chłopak. To jest....
-Kuba? Co to ..... to jest jakiś żart?- To był mój kochany Kuba. Co on tu robi?
-Jestem numerem 9. Przepraszam kochanie. Nie chciałem ci tego mówić. - powiedział Kuba. Ubrany w to.
-Ty jeździsz motorem?- zapytałam, patrząc jak seksownie wygląda w tym stroju.
-Tak. Nie tylko na deskorolce.- zaśmiał się. Zawtórowałam mu. Angel nagle zniknęła.
-Angel?! Angel?!-byłam przerażona.
-Spokojnie, jestem niedaleko. Przez jakiś czas poprowadzi cię Kuba. Potem znów się spotkamy. Usłyszałam głos Angel w mojej głowie. To było dziwne. Słyszę wszystkich myśli.... jeju... co się ze mną dzieję?
-Kochanie, wiem, że to dla ciebie nowe, ale czuję, jak czytasz w moich myślach. Spokojnie. Nauczysz się wszystkiego.- powiedział i przytulił mnie do siebie.
-Kocham cię.- szepnęłam, ledwie słyszalnie.
-Ja cb też.- szepnął.
Jechaliśmy gdzieś* Nie wiem gdzie* motorem Kuby. Przed oczami miałam obraz jak Kuba ginie pod tirem. To jest okropne.... nie mogłam oderwać się od tego.
-Kuba! Zatrzymaj się!- krzyczałam ale on mnie nie słuchał. Przyśpieszył. Gdy zobaczyłam tira przeraziłam się. -Kuba, tir!- krzyknęłam. zaczął hamować. Obróciło nami, aż mnie wyrzuciło na stronę lasu. Nadziałam się plecami na jakiś pień czy coś. A Kuba....