wtorek, 17 września 2013

Rozdział 15- "Nie no serio? Koljna nieszczęśliwa miłość?!"

-Nic ci nie jest?- zapytał w końcu chłopak.
-Ym.. nie. A tobie?- wtedy odsunęłam się kawałek od niego.
-O mnie się nie martw.- rzucił tylko.
-Mhm.- wymruczałam i usiadłam w koncie uparta o ściany windy. Chłopak zrobił to samo z drugiej strony.
Siedzieliśmy tak w ciszy może 20 minut. Nie wytrzymał i próbował nawiązać ze mną jakiś kontakt.
 -Ech.. pewnie jeszcze tu posiedzimy, więc.....- zacioł.
-Więc?- zapytałam, nie patrząc na niego.
-Dobra zapytam prosto z mostu.....
-Co?- to brzmiało raczej jak" ze co kurwa?!".
-Od 4 dni śledzę cię na zlecenie. Przykro mi to mówić, ale muszę cię zabić, jeśli chce odzyskać młodszą siostrę....- jego głos się załamał. Zrobiło mi się go szkoda, więc usiadałam przy nim i go przytuliłam mimo tego co przed chwilą usłyszałam.
-Możesz mi zdradzić kto cię wynajął i dlaczego ciebie, a no i dlaczego zabić mnie?
-Mówił coś, że to ma być jakaś zemsta za to co kiedyś zrobił mu twój brat, czy coś... ale ni wiem o co chodzi.
-Kurwa!- teraz to się wkurzyłam. Przecież mój brat mu nic nie zrobił, czemu mści się na mnie? Czemu mnie w takie bagno wciąga? Co za skurwiel.
-Przepraszam cię, ale muszę odzyskać siostrę. Była u babci, a potem miała wracać do domu. I nie wróciła bo ten skurwysyn ją porwał! Prawdę powiedziawszy to nawet nie wiem czy ona jeszcze żyje. Wiem, że był już w naszym mieszkaniu. Wszystko zastałem zdemolowane, ale nie zgłosiłem tego bo jej coś zrobią.
-Rozumiem. Zapewne u mnie też już był. Od teraz trzymasz się mnie, jasne?
-Jasne.- po tym winda ruszyła. To było dziwne. Po chwili byliśmy już w drodze do mojego mieszkania.
-Masz zajebisty motor.- mruknął chłopak.
-Dzięki. A właściwie jak masz na imię?- zapytał nagle stając oko w oko z nim.
-Kieran. Ale mów mi Kier.- puścił oczko.
-Aha.- wymruczałam i szłam do domu, ale zatrzymała mnie jego ręka na moim ramieniu.
-Kim ty właściwie jesteś?- zapytał akurat wtedy gdy odezwał sięmój szef.
-Agentko Alexis. Prosze o raport.- usłyszeliśmy z mojego laptopa.
-Agentka?- zapytał z niedowierzaniem.
-A myślisz, że czemu mnie ściga ten cwel?

***

Moje zadanie to ochronić mojego brata i Kierana oraz uratowanie małej dziewczynki. Cieszę się, że w końcu o mnie zadbano i mój kochany motor wrócił z naprawy. Poprzednia akcja troszeczkę go zmasakrowała. Czujecie ten sarkazm? Ech.... wszystko do wymiany. No ale cóż.

To chyba jakaś willa rodzinna, a nie miejsce zbrodni, ale dobra. Nie ma to jak willa nad wodospadem. Ale trzeba przyznać, że architekt nieźle to urządził. Tak jak z moich marzeń. Ale dobra, muszę się tam wkraść tak, żeby nikt mnie nie widział. To będzie trudne. A może lepiej zrobić jakąś scenę?

Weszłam tam jako Jessie J. Tak, tam miał się odbyć koncert. A ja wyglądam dokładni jak ona. Albert to mistrz kamuflażu. Weszłam na scenę, bo podobno się spóźniłam. Ciekawe co ja zrobię jak ona na serio przyjdzie. Cholera. Dobrze, że mam translator głosu.

***

-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Jessie J co? - zaśmiał się facet, który spostrzegł mnie jak odwiązywałam małą.- Oj Alexis kogo ty chcesz oszukać? Przecież wiedziałem, że tu będziesz.
-Widzę, że twoja blizna od naszego ostatniego spotkania nadal jest dobrze widoczna.- zakpiłam. -Uciekaj.- szepnęłam do małej. Tak zrobiła. Zostałam tylko ja i on.
-Możesz ich wszystkich chronić, ale dobrze wiesz, że to o twojego brata i ciebie mi chodzi. Zniszczyliście moje plany. Zapłacicie za śmierć Aleksa.- powiedział z taką powagą, że aż ciarki mnie przeszły.
-To nie nasza wina. To ty go zabiłeś. Ta substancja była trująca, a ty mu ją podałeś. Otrułeś go, a winę zrzuciłeś na nas. Jesteś mordercą Chuck. Mordercą.
-Nie wasz się tak o mnie mówić!- ups... chyba go wkurzyłam. Zaczęła się walka. Moją największą i najniebezpieczniejszą bronią w tym momencie okazała się szpilka. Wbiłam mu ją w kark.
-Co.. co ty mi zrobiłaś?- wydusił.
-Wbiłam ci małą szpileczkę w kark.
-Ale co.. się ze mną dzieje? Nie mogę się ruszyć.
-Tak bo to jest takie najczulsze miejsce. Teraz ogania cię stopniowy paraliż. Krew z całego ciała płynie prosto do mózgu. Gdy już cała krew się tam zgromadzi, powoli będziesz umierać w męczarni. A cała krew będzie wypływać ci stąd(tu wskazałam nos), tąd(tu wskazałam uszy), a nawet z oczu. To będzie męczeńska śmierć. A teraz żegnam cię.- powiedziałam, wzięłam moją szpilkę i wyszłam, zostawiając go na powolną śmierć. To za zabicie moich rodziców- pomyślałam wychodząc.

***

Minęło pół roku od śmierci Chucka. Kieran i jego siostra mieszkają ze mną. A no i mój brat po 5 latach w końcu raczył mnie odwiedzić. Tyle się nie widzieć....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz