wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 13- "Alex...ja przepraszam, ale ..."


  Obudziłam się leżąc naga na Syriusie. Było tak dobrze....... jak z Kubą wtedy.... Okazało się, że on też nie śpi. Przełożył mnie obok niego, a sam położył się na mnie. Składał na moim ciele pocałunki, biegnące od szyi po piersi, dalej przez brzuch, aż dotarł do mojego wilgotnego miejsca. Rozszerzył moje nogi, tak by miał lepsze dojście. Wsunął swój język i jeździł nim, po mojej łechtaczce. Było słychać nasze przyśpieszone oddechy i jęki, które wydawałam z siebie pod wpływem ruchów jego języka. Wiedział co dobre....
-Jesteś taka, cudowna, jak ona....
-A ty taki jak on...

 Był już wieczór, cały dzień spędziliśmy na figlowaniu. To co on robił z moim ciałem... ach... sama rozkosz. Teraz byliśmy przed starym mostem. Niestety było cicho... za cicho. Złapali nas jacy nieziemsko przystojni chłopcy, z broniami. Mieli na  sobie tylko spodnie. Każdy z nich dobrze umięśniony no i kaloryfer. Awrr.... kocham takich.

Byłam w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Całkowicie sama i miałam na sobie tylko cieniutki materiał. Było widać praktycznie każdy skrawek mego ciała. Tylko włosy zasłaniały moje piersi. Nagle do pomieszczenia wszedł wysoki brunet, bardzo umięśniony. Miał ciemne oczy. Był bardzo przystojny. Ukucnął przy mnie.
-Witaj droga Alex.- powiedział uwodzicielsko. Pod wpływem jego głosu, czułam się tak.... rozkosznie.
-Kim jesteś?- zapytałam z trudem nie ulegając przystojniakowi, który delikatnie robi kółka na moich piersiach.
-Twoim najlepszym kochankiem.- szepnął mi do ucha. Po czym zaczął wysysać moją skórę na szyi. Tak, robił mi malinkę. Odchyliłam szyję, żeby miał lepsze dojście. Gdy już był zadowolony ze swego dzieła na mojej szyi i zobaczył moje naprężona sutki, przeszedł do tego samego czynu na piersiach. Czułam jak uśmiecha się szyderczo gdy jęki rozkoszy wydobywały się z moich ust. W głowie wymyśliłam plan. Muszę robić wszystko, by na prawdę sadził, że się rozkoszuje nim. Mogę nawet iść z nim do łóżka, byle by zobaczyć Syriusa  żywego u mego boku.
-Podoba ci się co, maleńka? Wieczorem przekonasz się co to prawdziwa szybkość i długa rozkosz. Będziesz krzyczeć me imię pode mną.- powiedział pocałował moje sutki, po czym chciał odejść, ale ja przyciągnęłam go do siebie.
-Nie zostawiaj mnie....- powiedział uwodzicielsko.-chcę jeszcze raz..- dodałam i położyłam jego rękę na moich piersiach. Ten zaczął je masować, ściskać..uśmiechał się szyderczo ten cham. Podobało mu się to, że go chciałam.
-Nie mogę się doczekać kiedy w ciebie wejdę.- szepnął mi do ucha przygryzając je.
-Dylanie!- rozległ się kobiecy głos, na który on się wzdrygnął, ale nie przestawał pieścić moich zderzaków.
-Witaj.- powiedział uwodzicielsko do młodej i nagiej kobiety, która weszła do pomieszczenia. Nie zwróciła na mnie zbytniej uwagi, tylko rzuciła się na Dylana. Całowała go nachalnie i jeździła rękoma po jego plecach, a on ją macał po całym ciele.

***

-Syrius..- powiedziałam przez płacz wtulając się w jego tors. W końcu jesteśmy bezpieczni. Teraz stoimy w lesie. Na dodatek cały czas pada.
-Alex..ja przepraszam, ale ... to wszystko się stało to była moja wina...
-Cii... nie mów tak. Najważniejsze, że jesteśmy cali, zdrowi i bezpieczni.
-No tak, ale..
-Żadne ale...nic już nie mów.
Tak jak powiedziałam tak też zrobił. Wróciliśmy do Matt'a, Alice i dziewczynek. Ja i Syrius chodziliśmy ze sobą. To była nasza zakazana miłość, ale nikt nie był w stanie nam w niej przeszkodzić.
-Cieszę się, że nic ci nie jest.- powiedział Matt przytulając mnie bardzo mocno do siebie. Czułam jak jego głos drży. Mój z resztą też.
-Ja też się cieszę...- kiedy my się tak rozczulaliśmy, wszyscy poszli do salonu, zostawiając mnie i mojego najkochańszego przyjaciela samych w jego pokoju. Usiedliśmy na łóżku i wszystko mu opowiedziałam dokładnie. Był pod wrażeniem, że udało nam się uciec. Ech... resztę dnia spędziłam w gronie rodziny, którą kocham. Nie wiem co bym bez nich teraz zrobiła.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 12- "To było piękne przeżycie."

Siedzieliśmy w jakiejś jaskini. To był Jego dom. Nie ma go tu, ale nadal pozostaje w moim sercu. Syrius zachowuje się dziwnie. Przypomniała mi się pewna chwila, gdzie obiecałam Kubie, że jeżeli jego już nie będzie, mam robić wszystko bym była szczęśliwa, a on mi pomoże z góry. Ech.... to niech mi pomorze teraz. Zakochuję się w jego bracie bliźniaku. Czy ze mną jest coś nie tak? Karciłam siebie w myślach. Ale zapomniałam o jednym...
-Serio?- zapytał mnie nagle Syrius. Był niebezpiecznie blisko mnie, ale w sercu czułam, że Kuba chce, żeby tak było. Poddałam się temu co zrobi ze mną.Zapomniałam, że porozumiewamy się myślami. Słyszał w głowie to co powiedziałam. Że też o tym zapomniałam. Czułam jego oddech na moich wargach, które po paru sekundach delikatnie muskały się z wargami Syrius'a. Delikatne muskanie przeszło w bardziej czuły i namiętny. Całował dokładnie tak samo jak Kuba. Ech, że też wszystko mi go przypomina. Nie odrywając się od siebie, zaczął wsuwać jedną rękę pod moją bluzkę i masować nią moje plecy. Pod wpływem jego dotyku przeszywał mnie dreszcz. Czułam się nieziemsko gdy jego druga ręką powędrowała na moje pośladki i szczypał je mocno. Z moich myli wiedział jak mnie podniecić. Jak dobrze, że przypadkiem wyczytałam w jego umyśle pewną rzecz..... Delikatnie się odsunęłam. Jedną rękę wplotłam w jego jasne długie włosy,a drugą wsadziłam mu w gacie. Wiem, jak to brzmi, ale tak było. Zaczęłam masować jego męskość. Po chwili ujrzałam na jego plecach skrzydła, które pod wpływem mojego dotyku drżały z podniecenia. Co chwile było słychać nasze przyśpieszone oddechy i pomruki pożądania..... Szkoda, że tak szybko to się skończyło...

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 11- " ..jestem bratem Kuby..."

-Bo ja.... ja... jestem bratem Kuby....-Co jak co, ale w tym momencie to mnie zatkało. Stałam jak wryta.... Czy on sobie ze mnie żartuje?! Nie, nie, nie ..... to nie może być prawda....
-Że co?! Żartujesz sobie, tak?
-N..no.. nie. czemu miałbym z tego żartować? Cierpię tak samo jak ty... Nie jest mi łatwo. Tobie z resztą też nie .... wiem, co przeżywasz. Ja jako czarny anioł nie odczuwam tego jak wampir, zakochany.- powiedział kładąc rękę na moim ramieniu. To dziwne jak uderzająco podobni są do siebie. Tak bardzo braku,je mi Kuby... Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Matt'a stojącego centralnie za mną. Aż się wzdrygnęłam.
-Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć, ale musimy się już zbierać. Alice się martwi. - powiedział Matt, łapiąc mnie w talii i powoli odciągając od niego. Ale... właściwie jak on ma na imię?
-Czekaj..- powiedziałam do Matt'a i wyrwałam się z jego objęć. Potem spojrzałam mu w oczy przepraszająco i podeszłam do Anioła. Ze łzami w oczach uwiesiłam się na jego szyi. On położył ręce na mojej talii i całe powietrze wokół nas zawirowało. Po chwili znaleźliśmy się w... właściwie co to jest?
Dobrze, że miałam na sobie dżinsy i skórzaną kurtkę Alice. Ja i Anioł staliśmy na moście wtuleni w siebie. Nie ukrywam, że czułam cię wspaniale. Zima to moja pora. Kocham ją odkąd przeszłam przemianę. Jest cudownie, piękna.
-A właściwie jak ty masz na imię? - zapytałam.
-A no właśnie... jestem Syrius. - powiedział i pocałował mnie delikatnie w rękę. Aż przeszedł przeze mnie dreszcz podniecenia. Jak na mrocznego anioła, to jest całkiem przystojny i ma delikatne wargi. Alexis to cholery, ogarnij się dziewczyno! Przecież parę godzin temu straciłaś kochanego męża, a już podkochujesz się w jego bracie. Ale Kuba zawsze mi mówił, że ma robić wszystko byle bym była szczęśliwa. Ale czy zakochanie w jego bracie, jest dobrym wyborem?- O czym tak myślisz?-wyrwał mnie w moich rozmyśleń.
-O niczym.... gdzie ty mnie zabrałeś? Co to za miejsce? A gdzie jest Matt?- szczerze? Trochę się zdenerwowałam. Z lasu dobiegł mnie jakiś szelest. A już po chwili pojawił się.... pies. To ten sam, który mnie uratował wtedy w biurze. -Basta? Co ty tutaj robisz? - powiedziałam i przykucnęłam wołając do siebie psa. Od razu przyleciał do mnie.- Kochana psinka.- dodałam i poklepałam psa po mordce. Syrius dziwnie zareagował na Bastę.
-Co to za pies? Skąd on się wziął?- zapytał.
-To jest Basta. Mój dawny ...pies. Ymm.... kiedyś uciekł i znów wrócił.- jak dobrze, że on nie umie czytać w myślach... no przecież mu nie powiem, że to mój obrońca i, że w każdej chwili może się zmienić w wielkiego potwora z kosmosu. I, że gdyby chciał to może nawet go zabić.
-Aha.-czułam, że mu się nie podoba towarzystwo innego stworzenia. Ale przecież mu nie wygarnę, że wiem o czym myśli bo mnie tu zostawi. A nawet nie wiem gdzie ja do cholery jestem?!
-To gdzie my jesteśmy? Co to za miejsce? Możesz mi w końcu odpowiedzieć , czy się raczej nie doczekam?- jestem dość nie cierpliwa. Wiem, ale wkurza mnie, że ja muszę mu odpowiedzieć na każde pytanie, ale jak ja go coś zapytam to, nie raczy mi odpowiedzieć. Co za debil. -.- ....
-To jest Kraina Zimy. Stąd pochodzę ja i Kuba.



Jesteśmy w jakiejś jaskini, czy skale, czy bóg wie gdzie, ale tu przynajmniej jest ciepło.

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 10- "Śmierć ukochanego"

-Kuba! Zatrzymaj się!- krzyczałam ale on mnie nie słuchał. Przyśpieszył. Gdy zobaczyłam tira przeraziłam się. -Kuba, tir!- krzyknęłam. zaczął hamować. Obróciło nami, aż mnie wyrzuciło na stronę lasu. Nadziałam się plecami na jakiś pień czy coś. A Kuba....
-Kuba!!! Nieee!!!! Tylko nie to!!!! Boże!!! Dlaczego?!!!! dlaczego on a nie ja?!!! Kuba!!!- krzyczałam zrozpaczona. Podbiegłam do niego. Widziałam tylko jak głowa oderwana od reszty nagle poturlała się pod moje ręce. Ostatni raz na nią spojrzałam i powiedziałam rycząc jak dziecko.- Kocham cię. Zawsze będę...- i nagle poczułam jak silne ramiona mężczyzny, zabierają mnie  stąd. Cały czas płakałam. Chłopak przeprowadził mnie na drugą stronę,a już po chwili tir i szczątki mojego ukochanego rozbłysły w ogniu. A jakby ja tam była? Zginęła bym razem z moim kochanym. Ale nie... przecież jestem wampirem. Jestem nieśmiertelna. Cholera. Kolejna porcja łez spłynęła po moich policzkach i wtuliłam się w umięśniony tors chłopaka. Poczułam znajome perfumy. Nawet ni spojrzałam kto to jest. Płakałam w jego ramionach.
-Alex, mogłaś zginąć. Niby już dorosła a wciąż nie myśląca. Wiem, że to dla ciebie szok, stracić męża w taki sposób.- powiedział chłopak. Nadal na niego nie patrzyłam, przecież już wiem, że to Matt.
-Jestem nieśmiertelna Matt. To on przyspieszył, myślał, że zdąży a tu...- i znów się rozpłakałam.- Dlaczego akurat on?!
-Ciii... spokojnie, mała. Zabiorę cię stąd. Wiem, że jesteś wampirem. Moja dziewczyna Alice, też jest wampirka, jak my. Przewiduje przyszłość. Widziała, że zginiesz jeśli cię ktoś od niego nie odciągnie. Nie mogłem cię stracić.
-Dziękuję. - szepnęłam i mocniej się do niego przytuliłam.
-Nie ma sprawy. Chodź. Zabiorę cię do siebie. Mieszkam w tym lesie. -W lesie? A to dziwne.... cieszę się, że znów mi pomaga w trudnych chwilach. A co z Brandonem i Angel?
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Och Alice... dziękuje ci....- powiedziałam, rzucając się w ramiona Alice.
-Spokojnie. Nie chciałam, żeby coś ci się stało. Wysłałam po ciebie Matt'a. Zdążył na szczęście.
Po chwili moim oczom ukazała się dwójka dziewczynek. Bliźniaczek. No nieźle.. spłodził piękne dziewczyny.
-Witaj Alexis.- powiedziały równo.
-Cześć.- powiedziałam. Po moich policzkach nadal spływały strumienie łez.
-Coś się stało?- zapytała jedna z nich podchodząc do mnie. Dotknęła mnie a ja poczułam prąd.
-Ałć..- syknęłam.
-Przepraszam.- powiedziała nerwowo i puściła mnie.
-Tak stało.... jakieś 20 minut temu straciłam mojego ukochanego męża. Nie mam już nikogo.... Właśnie straciłam osobę, której nigdy nie chciałam stracić... - powiedziałam szlochając. Nie wytrzymałam mówiąc im o tym i znów się rozpłakałam.
Matt, siedział na krzesełku zaraz obok mnie. Wstał z niego i przytulił do siebie. Dobrze zrobił. Po chwili usłyszałam szloch. Spojrzałam na jedną z dziewczynek. Jedna poraziła mnie prądem a druga słysząc to poryczała się razem ze mną. Wyciągnęłam do niej dłoń i przytuliłam ją do siebie, opuszczając Matt'a.
-Tak mi przykro ciociu... to takie okropne... bo ty.. ty go kochasz najbardziej na świecie a teraz... a teraz go już nie ma... nie będzie robił ci rano śniadania... nie będzie cię obejmował od tyłu z zaskoczenia... nie będzie już tych wygłupów ... nie ma go.- powiedziała, co chwilkę przerywając szlochem. Druga próbowała być twarda i nie mrugała nerwowo, żeby nie uronić łzy... nie udało się jej. Alice zobaczyła to i podeszła do niej przytulając ją do siebie.
-Masz racje kochanie. Nie ma go i nie będzie już tych rzeczy, które trafnie wymieniłaś.... ale nie martw się... Teraz jest w niebie i będzie mu tam dobrze. Czuwa nad nami.- powiedziałam i pocałowałam ją w czubek głowy. Ta odsunęła się ode mnie i spojrzała mi w oczy. Miała szkliste oczy, tak jak ja. To trochę dziwne, bo ona go nie znała a tak się przejęła... czy ona ma moc, odczuwania tego samego co osoba, którą dotyka. Patrząc w jej oczy widziałam go. Widziałam sytuacje i obrazy z nim. Nasz pierwszy pocałunek. Poznanie w skateparku. chrzciny maluchów. I inne... ona wszystko to pokazała mi w swoich oczach.
-Jak ty to...- urwałam, bo nie wiem jak to ująć.
-Ma taką moc. Widzi i czuje wszystko co osoba, którą trzyma.- powiedział Matt. Idealnie zgadłam.
-A ja potrafi porazić prądem każdego co mnie dotknie. Ale umiem, też stworzyć pole obronne wokół każdej osoby, łącznie ze mną.- powiedziała druga bliźniaczka odrywając się od mamy.
-Ja przewiduję przyszłość, ale to już wiesz.- powiedziała Alice, uśmiechając się delikatnie do mnie. Odwzajemniłam uśmiech i opuszkami palców przetarłam oczy od łez. Nie płakałam już. Jego już nie ma. Tego nie zmienię.
-Czujecie to?- zapytałam. Czułam zapach jakiegoś stworzenia. Jakby człowieka ale jakiegoś..... innego.
-Tak. To mężczyzna. Człowiek... ale jego zapach jest jakiś inny. - powiedział Matt. -Jesteś świeżą wampirką i nie panujesz jeszcze nad sobą...- nie usłyszałam co mówił dalej bo nie wytrzymałam i ruszyłam, za zapachem. Słyszałam, że Matt biegnie za mną.http://www.sidzina.net.pl/zdjecia/0/Mroczny-las.jpg
Czułam, że jestem coraz bliżej. Matt był tuż za mną. Jako wampiry jesteśmy nienaturalnie szybcy. Zatrzymaliśmy się przy kamieniu. Nie wierzyłam w to co widzę. Moim oczom ukazał się .... http://cdn.besty.pl/upload/file/2475898.gif
.... czarny anioł. Zmieniał się. Krzyczał głośno... to było przerażające. Wzdrygnęłam się na dźwięk bólu jaki sprawiała mu przemiana. Wszystko wokół niego zawirowało. Nagle niebo się przygasiło. Zachmurzyło się. To było jak jakieś tornado. Matt widząc, jak się wzdrygnęłam, chwycił mnie za rękę. Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam. Coś ciągnęło mnie do tego mrocznego anioła. Nagle w głowie pojawił się głos.
Wiem, że jesteś świadkiem przemiany. Ty i on. Nie bój się. Nie zrobię wam krzywdy. Przepraszam jeżeli cię przeraziłem moimi jękami ale to na prawdę bolesne. To było dziwne, ale odpowiedziałam mu w myślach. Rozmawialiśmy tak przez chwilkę. A Matt tylko się mi przyglądał.
Kim jesteś? Czego chcesz? Czemu to tak cię boli? Nie przepraszaj, wiem, że boli. Też krzyczałam podczas mojej przemiany.
Posłałam mu wiadomość. Jestem czarnym aniołem. Człowiekiem, który został zmieniony przez żonę... Zginęła tu dziś w wypadku. Razem z Kubą. Na dźwięk jego imienia moje oczy i usta otwarły się. Cały czas przykucałam przy skale z Matt'em ale wstałam i podeszłam do niego.
-Wyglądasz podobnie do niej..- powiedział czarny anioł przyglądając się mi.
-Ty do niego też...ale jak to możliwe? Skąd wiesz, że z nim? Skąd o nim wgl wiesz? Kim ty jestes?..- patrzyłam mu prosto w oczy.
-Bo ja.... ja... jestem bratem Kuby....

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 9- "Co to miało być?!"

Szybko się oderwałam od jego pocałunku. Do cholery, człowieku ja mam męża! Odbiło ci?!
-Co to miało być?! Odbiło ci?!- krzyczałam.
-Pocałunek. Tak odbiło mi na twoim punkcie. Zrozum, że ja cię kocham i jeszcze będzie ze mną. - powiedział spokojnie i uwodzicielsko Brandon. Idiota. Co to ku*wa miało być?! Będziesz moja?! Pogięło go, czy co?! Już ja mu pokaże.. jak mu przyłożę to..
-Brandonie, nie rób tego więcej. Moja ciocia ma kochającego męża i ona też go kocha jak nikogo innego. Nigdy nie będzie twoja. Zrozum to. A ty chodź za mną.- powiedziała Angel i poszłam za nią. Brand stał przez chwilę, by po chwili znów zmienić się w wilka. Powiedział przez ramię.
-Oj Alex, Alex... zapłacisz mi za to ty i twój kochaś. Ale zacznę od ciebie.- powiedział i rzucił się na mnie.
Byłam przerażona, że zaraz mnie dopadnie, ale Angel wpakowała go w wielką bańkę i leciał razem z wiatrem ku górze.
-Dooobra.. to było dziiiwne.- powiedziałam patrząc za lecącym wilkiem.
-Ty to zrobiłaś. Jesteś wampirem ale też władasz żywiołami. W obronie własnej zrobiłaś bańkę. No i puf.
-Ale super. A ty? Co tak właściwie robisz?
-Ja jestem przecież małą dziewczynką, która rozmawia z zwierzętami. Czuję je na każdym kroku. Znam każdy gatunek. ale moje ulubione to niebieskie ważki.- powiedziała mała i szła dalej.
-Dokąd mnie prowadzisz?- zapytałam.-Co z naszymi rodzinami? Martwią się.....
-A no bo ty nie wiesz.... Twój klon, jest w szpitalu, mój z resztą też. Siedzą tam i czekają, aż się wybudzimy ze śpiączki.
-Co?! Oszalałaś?!
-To dla ich dobra. Wolałabyś im wszystko wygarnąć? Czy może najpierw uratować siebie? I następnych?
-Ech.... no dobra masz rację. To idziemy.
Nie wiem ile kilometrów przeszłyśmy, ale powiem wam szczerze, że się nawet nie zmęczyłam. Ale czego ja się dziwię... przecież jestem wampirem. Mnie takie coś nie męczy. Ciekawe jak sobie radzi Kuba. Tęsknie za nim. Tęsknię, za moim kochanym przystojniakiem. Ej... przecież mam komórkę. Mogę mu napisać co się dzieję... ale to potem. Szłyśmy wzdłuż jakiejś ulicy, obok lasu.... to jest wieś. Na pewno. Usłyszałam dźwięk motoru i poczułam jak ktoś rzucił się na mnie. Przewróciliśmy się.
-Co to do cholery ma znaczyć?!- krzyknęłam do tej osoby. To chłopak. To jest....
-Kuba? Co to ..... to jest jakiś żart?- To był mój kochany Kuba. Co on tu robi?
-Jestem numerem 9. Przepraszam kochanie. Nie chciałem ci tego mówić. - powiedział Kuba. Ubrany w to.
-Ty jeździsz motorem?- zapytałam, patrząc jak seksownie wygląda w tym stroju.
-Tak. Nie tylko na deskorolce.- zaśmiał się. Zawtórowałam mu. Angel nagle zniknęła.
-Angel?! Angel?!-byłam przerażona.
-Spokojnie, jestem niedaleko. Przez jakiś czas poprowadzi cię Kuba. Potem znów się spotkamy. Usłyszałam głos Angel w mojej głowie. To było dziwne. Słyszę wszystkich myśli.... jeju... co się ze mną dzieję?
-Kochanie, wiem, że to dla ciebie nowe, ale czuję, jak czytasz w moich myślach. Spokojnie. Nauczysz się wszystkiego.- powiedział i przytulił mnie do siebie.
-Kocham cię.- szepnęłam, ledwie słyszalnie.
-Ja cb też.- szepnął.
Jechaliśmy gdzieś* Nie wiem gdzie* motorem Kuby. Przed oczami miałam obraz jak Kuba ginie pod tirem. To jest okropne.... nie mogłam oderwać się od tego.
-Kuba! Zatrzymaj się!- krzyczałam ale on mnie nie słuchał. Przyśpieszył. Gdy zobaczyłam tira przeraziłam się. -Kuba, tir!- krzyknęłam. zaczął hamować. Obróciło nami, aż mnie wyrzuciło na stronę lasu. Nadziałam się plecami na jakiś pień czy coś. A Kuba....

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 8- "przewidzenie"

 Obudziłam się nad brzegiem. Fale powoli podmywały mnie. Ale... co ja tu do cholery robię? Nikogo tu nie ma  i .... jestem po drugiej stronie brzegu! Jak ja wrócę tam? Przecież oni odchodzą od zmysłów.... martwią się co się ze mną dzieję. Hmy hmy hmy hmyyy hmy hmy..... ja.. znam to nucenie.
-Angel! Jesteś tu?! Angel!- wołałam.
-Nie krzycz bo je wystraszysz.- powiedziała spokojnie Angel, która trzymała w rączkach małą, niebieską ważkę. - A właściwie nie powinnaś tak reagować na magię. Ona jest dla ciebie miła a ty ją krzywdzisz. Jesteś jedną z wybranych.
-A ty skąd to wiesz?
-Nie czułaś przy mnie magii?
-Czułam. Cały czas mam ją w sobie. Podejrzewałam, że też musisz coś mieć nadludzkiego.
-Ja przyszłam na świat w postaci małej dziewczynki, bo muszę ci pomóc. W wypełnianiu przeznaczenia. Jesteś numerem 5. Musisz uciekać. Wiesz o tym, prawda?- mówiła to jakby jej dusza była nie wiadomo jak stara.
-Tak wiem, ale ja nie chce byś zamordowana przez tych idiotów. Musi być jakiś sposób na unicestwienie ich.
-Pamiętasz tego psa, który poszedł za tobą wtedy do biura i cie obronił? To jest twój obrońca. Zawsze ci pomoże. Pamiętaj o tym. A teraz chodź. Musimy skontaktować się z numerem 9.
-9? Ale czemu 9? a co z resztą?
-Nie wiesz? Przecież oni już nie żyją. Byli pierwszymi ich ofiarami. Ty jesteś następna. Chodźmy stąd, bo jeszcze nas złapią tu.
-No dobra..- westchnęłam. Poszłyśmy w głąb lasu. Ale na wielkiej skale pojawiły się nagle wilki.
Był piękny. Az chciałam podejść i go pogłaskać. Blask słońca przebijający się przez konary drzew i padający idealnie na sylwetkę wilka. No nieziemsko.
-Witaj numerze 5.- przemówił męskim głosem wilk.
-Ty mówisz?- byłam w szoku.
-Przecież go znasz ciociu.- powiedziała Angel.
-Znasz mnie pod ludzką postacią Alexis.- poznaję ten głos.
-Czy to możliwe?- zapytałam i podeszłam do wilka.
-Jasne. Wiem, że się nie widywaliśmy potem, ale cały czas miałem cię na oku. Wiesz, że nie dopuścił bym żeby coś ci się stało, mimo, że masz męża, ja nadal cię kocham.
-Ale Brandon, czemu mi o tym nie powiedziałeś?
-Nie mogłem. Wiedziałem kim jesteś. Ale czy ty wiesz kim tak na prawdę jesteś?
-Jak to?
-Jesteś 5 pół człowiekiem, pól wampirem.
Zaniemówiłam. Angel siedziała na głazie i rozmawiała z ważką, a ja patrzyłam na Brandona- wilka i czułam, że kolana mi się uginają. Nagle Brand podszedł do mnie i zmienił się w człowieka. Pocałował mnie.

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 7- "Kilka lat później..."

Nasz pocałunek nie trwał długo, ale zaniepokoiło mnie to, że...... gdy go całowałam nic nie czułam. Gdy to robiłam z Mattem też jakoś tak, tylko przyjaciel, najlepszy ale jednak przyjaciel. O Brandonie już nie wspominając.... bo to myło wymuszane. Czemu ja mam takiego pecha? Dlaczego mając 17 lat nie mogę znaleźć już swej miłości? Kiedy to nadejdzie? Chce, być kochana i kochać aż do śmierci, która mam nadzieję, szybko nie przyjdzie. Nie wybieram się jeszcze na tamten świat....
 Chce już być pełno letnia, wyprowadzić się gdzieś na morze czy ocean i tam mieszkać, pracować... prowadzić życie.... ale to puki co szczeniackie marzenia.
            ----------------------------
5 lat później
           ----------------------------
Minęło 5 lat odkąd ostatni raz widziałam się z rodzicami. Tak. Wyjechali do Ameryki. Zostawili mnie. Ale co mi tam. Agnes i ja wciąż się przyjaźnimy, to jest najważniejsze. Agnes wyszła za Marcela i mają śliczne dzieci. Dziewczynka- Angela i chłopiec- David. Jestem chrzestną Dawida. Mały słodziak. Ma szalone pomysły. Zawsze się śmiejemy, że wydał się za chrzestną. Ale spędzam z nim dużo czasu, bo sama niestety dzieci JESZCZE nie mam. Tak jeszcze. Wyszłam za Kubę. No i jestem w 2 miesiącu w ciąży. Cieszymy się z tego. A no i Kuba jest chrzestnym Angel. Tak mówi na małą Angelę. Ciągle chodzi z głową w chmurach, jakby była jakaś magiczna. No mniejsza już o to. Ja z Kubą spodziewamy się dziecka. Dawid ma 5 lat, a Angel ma 3. Jak na 3-latkę to sporo umie i rozumie. Kocha ważki. No wprost je uwielbia, a co najlepsze ważki ją też. Bardzo często jeździmy nad jeziora. Nie mamy do nich daleko, więc zawsze jak jest gorąco to jedziemy. Ostatnio byliśmy nad jeziorem 3 dni. Spaliśmy w campingu Agnes rodziców. Dziś już jest 5 lipca. Szykujemy się do kolejnego wyjazdu nad jezioro. O 10 wyjeżdżamy a jest 9. Ja i Kuba jesteśmy już spakowani. Za chwilkę jedziemy do Agnes i Marcela i wyruszamy na kolejna przygodę! Już nie mogę się doczekać. Może Angel znów przywoła ważki. Najbardziej podobają mi się te niebieskie. Z resztą jej też. Dlatego zawsze najwięcej właśnie niebieskich do niej przylatuje. Wspaniale to wygląda.
-Kochanie, jesteś już gotowa?- wyrwał mnie z zamyśleń mężuś.
-Tak, już możemy jechać.- oznajmiłam, wzięłam torby i zeszłam na dół. Kuba już tam na mnie czekał ze swymi bagażami.
-Wyjeżdżamy tylko na tydzień, a nie na wieczność.- zaśmiał się. A ja odłożyłam swoje torby obok jego i wskoczyłam (dosłownie) mu na ramiona.
-Wiem, ale jak wiesz, jestem kobietą i rzeczy nigdy dosyć.- powiedziałam z szerokim uśmiechem i wpiłam się w jego idealnie miękkie usta.
-Wiem. No dobrze to jedziemy. Marcel przed chwilką dzwonił kiedy przyjedziemy bo już są gotowi tylko czekają na nas. Powiedziałem mu, żeby już jechali a my dołączymy chwilkę po nich. Musimy jeszcze jechać do marketu bo wody do picia. Żebyś mi nie zdychała po drodze.
-Tak, no bo oczywiście to ja zawsze narzekam, że głodna jestem .hmm? Picie jest ważne.
-Dobrze, kochanie. Nie kłóćmy się i jedźmy już.
-Okej.
Po 3 godzinach byliśmy już na jeziorem. Wyszliśmy z samochodu, a dzieciaki od  razu pobiegły do nas. Marcel i Agnes opalali się już na plaży.
-Ciocia!- krzyknął David wskakując w moje objęcia.
-Ej, mały, jesteś mokry!- krzyknęłam przez śmiech.
-Wujek!- rzuciła się do Kuby mała Angel.
-Hej skarbie. - uśmiechnął się mój mąż do swej chrześniaczki i mocno przytulił.
-Ciociu, a możesz z nami popływać? Bo mama nie chce. Mówi, że ona musi się opalić. - powiedział David, ze smutną minką.
-No właśnie. Ty wujku też? Prosimy.- dodała Angela.
-No dobrze, ale tylko wyładuję bagaże, dobrze?- powiedział Kuba.
-Okej.- powiedział David.
-Dobrze.- dodała Angela.
Nagle nie wiadomo skąd za mną stanął Marcel i wziął mnie na ramię.
-Aaaaaa!!!! Marcel, co ty wyprawiasz?! Puść mnie! Kurde, Marcel, nie!!!- krzyczałam.
-Jak dzieci proszą, żebyś się z nimi pokąpała to się to robi, a nie wykręca jak Agnes. A teraz za karę idziesz do wody.- powiedział przez śmiech. Ani się obejrzałam a już wylądowałam na dnie jeziora razem z Marcelem. W kocu wypłynęliśmy na powierzchnię.
-Kurde, Marcel, ja ci kiedyś zabiję. Chciałam założyć strój i wyjść, a nie moczyć ubrania !- powiedziałam i rzuciłam się w wodzie na niego. Wyszło na to, że siedziałam mu na barkach.
-Jako wątpię, że mnie zabijesz, kochana. a ubrania się wysuszą. Spokojnie, nie złość się.
-Super.- powiedziałam ironicznie.
-Wyczuwam ironie, moja droga.- zaśmiał się nagle Kuba.
-Ech... może ty też mnie wrzucisz co?- powiedziałam do męża.
-Oj no chodź tu.- rozstawił ręce do uścisku. - Marcel opuść ją.- zwrócił się do przyjaciela.
-Ech, skoro nalegasz.- westchnął i Marcel i zniżył się, żebym mogła zejść.
Przytuliłam się do Kuby. A on mnie pogłaskał po mokrych włosach.
Dzieciaki wzięły wiaderka i napełniły je wodą, potem wylały całe zawartości wiader wprost na Agnes. Od razu, ruszyła za dzieciakami w stronę wody. Nareszcie.
-ha ha ha ha....... mama weszła do wody!- wykrzyczały dzieciaki przez śmiech i przybiły nam piątki.
-Oj Agnes, nie gniewaj się ale ty jako jedyna nie weszłaś do wody, no i nie przywitałaś się.- ruszyłam w jej stronę. Podeszła do mnie i przytuliłyśmy się. O to mi chodziło. Od razu podkosiłam ją i zanurzyłam nas obie pod wodę.
-Alex! Pogięło cię?!- krzyczała na mnie po wynurzeniu Agnes. Ale widziałam, że się śmieję.
-Wiesz, że zawsze tak robi. A jednak wciąż dajesz się nabrać.- powiedział Kuba stojąc za mną. Czułam, że zaraz mnie zanurzy. Szybko odwróciłam się do niego przodem.
-Kotek. Jeśli chcesz mnie zanurzyć, to chce być przodem do ciebie.- powiedziałam.
-Skoro tak.- powiedział i szybko mnie zanurzył, razem ze sobą. Pod wodą oboje otwarliśmy oczy i siedzieliśmy pod wodą, całując się namiętnie.
-Kochanie?- zapytał w tym czasie Marcel do Agnes.
-Tak?- odpowiedziała pytająco.
-Jeżeli się nie złościsz, to podejdź do mnie i mnie pocałuj.- powiedział.
Agnes nic nie powiedziała tylko się zanurzyła i płynęła pod wodą do Marcela. Ten widząc to zrobił to samo. Wyszło na to, że robili dokładnie to samo co ja i Kuba. Ale my już się wynurzyliśmy i chlapaliśmy się z dzieciakami.
Szybko minął nam ten czas. Był już wieczór, a my wszyscy siedzieliśmy przy ognisku, piekąc kiełbaski.
Było świetnie. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy, gadaliśmy, graliśmy w różne gry. Dzieci poszły już spać, a my dalej się bawiliśmy. Byliśmy już troszkę podpici i wpadliśmy na pomysł, żeby popływać. Ja z Kubą poszliśmy w takie bardziej zaskalone miejsce. To znaczy było przy brzegu sporo dość wielkich kamieni, na które spadały glony. Było tak ślicznie i tak.... magicznie. Nie wiem czemu, ale wiem, że to dziwne... ale..... ja czułam magię. Dosłownie jakieś pole, czy niewidzialną siłę. Nagle poczułam, że właśnie w tym miejscu, wokół mnie i Kuby zbiera się straszna mgła. Rozdzieliła nas. Była bardzo, ale to bardzo gęsta. Oplotła mnie i uniosła do góry. Dziwiło mnie to, że byłam bardzo spokojna, jakbym już kiedyś przez coś takiego przechodziła.
No tak..... przecież jak byłam malutka, też już mnie coś takiego spotkało. Ała!!!! Kurde.... na mojej nodze pojawiło się znamię, które rozświetliło się mocno, jasno niebieskim światłem. Bardzo boli. Było w kształcie koła i miało jakieś wzory. Przeszywały mnie niemiłosiernie same bóle. Jęczałam i zwijałam się z bólu. Ale wiem co to oznaczało. Mam już takie 5. Jestem numerem 6. Nie mogę dać się zabić. Jestem następną ofiarą kosmitów. Czy to oznacza, że jednak nie założę do końca swojej wymarzonej rodzinki? A co z moim ukochanym mężem? Nie chce go stracić. A co jeśli jego też dopadną? Nie mogę do tego dopuścić. Muszę znaleźć kolejne numery i razem pokonać naszych wrogów, którzy od wieków poszukują nas i mordują.