czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 9- "Co to miało być?!"

Szybko się oderwałam od jego pocałunku. Do cholery, człowieku ja mam męża! Odbiło ci?!
-Co to miało być?! Odbiło ci?!- krzyczałam.
-Pocałunek. Tak odbiło mi na twoim punkcie. Zrozum, że ja cię kocham i jeszcze będzie ze mną. - powiedział spokojnie i uwodzicielsko Brandon. Idiota. Co to ku*wa miało być?! Będziesz moja?! Pogięło go, czy co?! Już ja mu pokaże.. jak mu przyłożę to..
-Brandonie, nie rób tego więcej. Moja ciocia ma kochającego męża i ona też go kocha jak nikogo innego. Nigdy nie będzie twoja. Zrozum to. A ty chodź za mną.- powiedziała Angel i poszłam za nią. Brand stał przez chwilę, by po chwili znów zmienić się w wilka. Powiedział przez ramię.
-Oj Alex, Alex... zapłacisz mi za to ty i twój kochaś. Ale zacznę od ciebie.- powiedział i rzucił się na mnie.
Byłam przerażona, że zaraz mnie dopadnie, ale Angel wpakowała go w wielką bańkę i leciał razem z wiatrem ku górze.
-Dooobra.. to było dziiiwne.- powiedziałam patrząc za lecącym wilkiem.
-Ty to zrobiłaś. Jesteś wampirem ale też władasz żywiołami. W obronie własnej zrobiłaś bańkę. No i puf.
-Ale super. A ty? Co tak właściwie robisz?
-Ja jestem przecież małą dziewczynką, która rozmawia z zwierzętami. Czuję je na każdym kroku. Znam każdy gatunek. ale moje ulubione to niebieskie ważki.- powiedziała mała i szła dalej.
-Dokąd mnie prowadzisz?- zapytałam.-Co z naszymi rodzinami? Martwią się.....
-A no bo ty nie wiesz.... Twój klon, jest w szpitalu, mój z resztą też. Siedzą tam i czekają, aż się wybudzimy ze śpiączki.
-Co?! Oszalałaś?!
-To dla ich dobra. Wolałabyś im wszystko wygarnąć? Czy może najpierw uratować siebie? I następnych?
-Ech.... no dobra masz rację. To idziemy.
Nie wiem ile kilometrów przeszłyśmy, ale powiem wam szczerze, że się nawet nie zmęczyłam. Ale czego ja się dziwię... przecież jestem wampirem. Mnie takie coś nie męczy. Ciekawe jak sobie radzi Kuba. Tęsknie za nim. Tęsknię, za moim kochanym przystojniakiem. Ej... przecież mam komórkę. Mogę mu napisać co się dzieję... ale to potem. Szłyśmy wzdłuż jakiejś ulicy, obok lasu.... to jest wieś. Na pewno. Usłyszałam dźwięk motoru i poczułam jak ktoś rzucił się na mnie. Przewróciliśmy się.
-Co to do cholery ma znaczyć?!- krzyknęłam do tej osoby. To chłopak. To jest....
-Kuba? Co to ..... to jest jakiś żart?- To był mój kochany Kuba. Co on tu robi?
-Jestem numerem 9. Przepraszam kochanie. Nie chciałem ci tego mówić. - powiedział Kuba. Ubrany w to.
-Ty jeździsz motorem?- zapytałam, patrząc jak seksownie wygląda w tym stroju.
-Tak. Nie tylko na deskorolce.- zaśmiał się. Zawtórowałam mu. Angel nagle zniknęła.
-Angel?! Angel?!-byłam przerażona.
-Spokojnie, jestem niedaleko. Przez jakiś czas poprowadzi cię Kuba. Potem znów się spotkamy. Usłyszałam głos Angel w mojej głowie. To było dziwne. Słyszę wszystkich myśli.... jeju... co się ze mną dzieję?
-Kochanie, wiem, że to dla ciebie nowe, ale czuję, jak czytasz w moich myślach. Spokojnie. Nauczysz się wszystkiego.- powiedział i przytulił mnie do siebie.
-Kocham cię.- szepnęłam, ledwie słyszalnie.
-Ja cb też.- szepnął.
Jechaliśmy gdzieś* Nie wiem gdzie* motorem Kuby. Przed oczami miałam obraz jak Kuba ginie pod tirem. To jest okropne.... nie mogłam oderwać się od tego.
-Kuba! Zatrzymaj się!- krzyczałam ale on mnie nie słuchał. Przyśpieszył. Gdy zobaczyłam tira przeraziłam się. -Kuba, tir!- krzyknęłam. zaczął hamować. Obróciło nami, aż mnie wyrzuciło na stronę lasu. Nadziałam się plecami na jakiś pień czy coś. A Kuba....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz