piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 10- "Śmierć ukochanego"

-Kuba! Zatrzymaj się!- krzyczałam ale on mnie nie słuchał. Przyśpieszył. Gdy zobaczyłam tira przeraziłam się. -Kuba, tir!- krzyknęłam. zaczął hamować. Obróciło nami, aż mnie wyrzuciło na stronę lasu. Nadziałam się plecami na jakiś pień czy coś. A Kuba....
-Kuba!!! Nieee!!!! Tylko nie to!!!! Boże!!! Dlaczego?!!!! dlaczego on a nie ja?!!! Kuba!!!- krzyczałam zrozpaczona. Podbiegłam do niego. Widziałam tylko jak głowa oderwana od reszty nagle poturlała się pod moje ręce. Ostatni raz na nią spojrzałam i powiedziałam rycząc jak dziecko.- Kocham cię. Zawsze będę...- i nagle poczułam jak silne ramiona mężczyzny, zabierają mnie  stąd. Cały czas płakałam. Chłopak przeprowadził mnie na drugą stronę,a już po chwili tir i szczątki mojego ukochanego rozbłysły w ogniu. A jakby ja tam była? Zginęła bym razem z moim kochanym. Ale nie... przecież jestem wampirem. Jestem nieśmiertelna. Cholera. Kolejna porcja łez spłynęła po moich policzkach i wtuliłam się w umięśniony tors chłopaka. Poczułam znajome perfumy. Nawet ni spojrzałam kto to jest. Płakałam w jego ramionach.
-Alex, mogłaś zginąć. Niby już dorosła a wciąż nie myśląca. Wiem, że to dla ciebie szok, stracić męża w taki sposób.- powiedział chłopak. Nadal na niego nie patrzyłam, przecież już wiem, że to Matt.
-Jestem nieśmiertelna Matt. To on przyspieszył, myślał, że zdąży a tu...- i znów się rozpłakałam.- Dlaczego akurat on?!
-Ciii... spokojnie, mała. Zabiorę cię stąd. Wiem, że jesteś wampirem. Moja dziewczyna Alice, też jest wampirka, jak my. Przewiduje przyszłość. Widziała, że zginiesz jeśli cię ktoś od niego nie odciągnie. Nie mogłem cię stracić.
-Dziękuję. - szepnęłam i mocniej się do niego przytuliłam.
-Nie ma sprawy. Chodź. Zabiorę cię do siebie. Mieszkam w tym lesie. -W lesie? A to dziwne.... cieszę się, że znów mi pomaga w trudnych chwilach. A co z Brandonem i Angel?
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Och Alice... dziękuje ci....- powiedziałam, rzucając się w ramiona Alice.
-Spokojnie. Nie chciałam, żeby coś ci się stało. Wysłałam po ciebie Matt'a. Zdążył na szczęście.
Po chwili moim oczom ukazała się dwójka dziewczynek. Bliźniaczek. No nieźle.. spłodził piękne dziewczyny.
-Witaj Alexis.- powiedziały równo.
-Cześć.- powiedziałam. Po moich policzkach nadal spływały strumienie łez.
-Coś się stało?- zapytała jedna z nich podchodząc do mnie. Dotknęła mnie a ja poczułam prąd.
-Ałć..- syknęłam.
-Przepraszam.- powiedziała nerwowo i puściła mnie.
-Tak stało.... jakieś 20 minut temu straciłam mojego ukochanego męża. Nie mam już nikogo.... Właśnie straciłam osobę, której nigdy nie chciałam stracić... - powiedziałam szlochając. Nie wytrzymałam mówiąc im o tym i znów się rozpłakałam.
Matt, siedział na krzesełku zaraz obok mnie. Wstał z niego i przytulił do siebie. Dobrze zrobił. Po chwili usłyszałam szloch. Spojrzałam na jedną z dziewczynek. Jedna poraziła mnie prądem a druga słysząc to poryczała się razem ze mną. Wyciągnęłam do niej dłoń i przytuliłam ją do siebie, opuszczając Matt'a.
-Tak mi przykro ciociu... to takie okropne... bo ty.. ty go kochasz najbardziej na świecie a teraz... a teraz go już nie ma... nie będzie robił ci rano śniadania... nie będzie cię obejmował od tyłu z zaskoczenia... nie będzie już tych wygłupów ... nie ma go.- powiedziała, co chwilkę przerywając szlochem. Druga próbowała być twarda i nie mrugała nerwowo, żeby nie uronić łzy... nie udało się jej. Alice zobaczyła to i podeszła do niej przytulając ją do siebie.
-Masz racje kochanie. Nie ma go i nie będzie już tych rzeczy, które trafnie wymieniłaś.... ale nie martw się... Teraz jest w niebie i będzie mu tam dobrze. Czuwa nad nami.- powiedziałam i pocałowałam ją w czubek głowy. Ta odsunęła się ode mnie i spojrzała mi w oczy. Miała szkliste oczy, tak jak ja. To trochę dziwne, bo ona go nie znała a tak się przejęła... czy ona ma moc, odczuwania tego samego co osoba, którą dotyka. Patrząc w jej oczy widziałam go. Widziałam sytuacje i obrazy z nim. Nasz pierwszy pocałunek. Poznanie w skateparku. chrzciny maluchów. I inne... ona wszystko to pokazała mi w swoich oczach.
-Jak ty to...- urwałam, bo nie wiem jak to ująć.
-Ma taką moc. Widzi i czuje wszystko co osoba, którą trzyma.- powiedział Matt. Idealnie zgadłam.
-A ja potrafi porazić prądem każdego co mnie dotknie. Ale umiem, też stworzyć pole obronne wokół każdej osoby, łącznie ze mną.- powiedziała druga bliźniaczka odrywając się od mamy.
-Ja przewiduję przyszłość, ale to już wiesz.- powiedziała Alice, uśmiechając się delikatnie do mnie. Odwzajemniłam uśmiech i opuszkami palców przetarłam oczy od łez. Nie płakałam już. Jego już nie ma. Tego nie zmienię.
-Czujecie to?- zapytałam. Czułam zapach jakiegoś stworzenia. Jakby człowieka ale jakiegoś..... innego.
-Tak. To mężczyzna. Człowiek... ale jego zapach jest jakiś inny. - powiedział Matt. -Jesteś świeżą wampirką i nie panujesz jeszcze nad sobą...- nie usłyszałam co mówił dalej bo nie wytrzymałam i ruszyłam, za zapachem. Słyszałam, że Matt biegnie za mną.http://www.sidzina.net.pl/zdjecia/0/Mroczny-las.jpg
Czułam, że jestem coraz bliżej. Matt był tuż za mną. Jako wampiry jesteśmy nienaturalnie szybcy. Zatrzymaliśmy się przy kamieniu. Nie wierzyłam w to co widzę. Moim oczom ukazał się .... http://cdn.besty.pl/upload/file/2475898.gif
.... czarny anioł. Zmieniał się. Krzyczał głośno... to było przerażające. Wzdrygnęłam się na dźwięk bólu jaki sprawiała mu przemiana. Wszystko wokół niego zawirowało. Nagle niebo się przygasiło. Zachmurzyło się. To było jak jakieś tornado. Matt widząc, jak się wzdrygnęłam, chwycił mnie za rękę. Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam. Coś ciągnęło mnie do tego mrocznego anioła. Nagle w głowie pojawił się głos.
Wiem, że jesteś świadkiem przemiany. Ty i on. Nie bój się. Nie zrobię wam krzywdy. Przepraszam jeżeli cię przeraziłem moimi jękami ale to na prawdę bolesne. To było dziwne, ale odpowiedziałam mu w myślach. Rozmawialiśmy tak przez chwilkę. A Matt tylko się mi przyglądał.
Kim jesteś? Czego chcesz? Czemu to tak cię boli? Nie przepraszaj, wiem, że boli. Też krzyczałam podczas mojej przemiany.
Posłałam mu wiadomość. Jestem czarnym aniołem. Człowiekiem, który został zmieniony przez żonę... Zginęła tu dziś w wypadku. Razem z Kubą. Na dźwięk jego imienia moje oczy i usta otwarły się. Cały czas przykucałam przy skale z Matt'em ale wstałam i podeszłam do niego.
-Wyglądasz podobnie do niej..- powiedział czarny anioł przyglądając się mi.
-Ty do niego też...ale jak to możliwe? Skąd wiesz, że z nim? Skąd o nim wgl wiesz? Kim ty jestes?..- patrzyłam mu prosto w oczy.
-Bo ja.... ja... jestem bratem Kuby....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz