wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 6- "Kłótnia"

"-A mogę?
-Innym razem.- chciałam już zabrać deskę i jechać do domu, ale jak szłam on objął mnie od tyłu i złapał za cycki."
Przytulił mocno do siebie i pocałował w czubek głowy. Wciąż byliśmy cali mokrzy. Nie byłam na niego zła, wręcz przeciwnie. Śmiałam się z tego. To było trochę dziwne...
-Gdyby to zobaczyła moja dziewczyna było ostro wkurzona..- powiedział Kuba. Słowo "dziewczyna" obijało mi się w głowie. Jak to on ma dziewczynę?! I tak się zachowuje ze mną?! Przecież to jest jakaś paranoja.
-Że co?!- odepchnęłam go. Nie mogłam uwierzyć, że ma dziewczynę.
-No co?
-I jeszcze pytasz?! Człowieku masz dziewczynę i mi nie powiedziałeś?! A jakby tego było mało, prawie mnie pocałowałeś?! I jeszcze tak się zachowujesz?! Czy ty człowieku jesteś poważny?!- zaczęłam go opierdalać na środku ulicy. W deszczu.
-Nie pocałowałem cię i wcale nie chciałem tego zrobić! Zachowuje się jak mi się podoba bo mam do tego prawo i mi nie zabronisz! A ty co, może lepsza?!- też krzyczał. Nie miałam łez w oczach. Byłam zbyt zła na niego.
-Ja?! A co ja niby takiego zrobiłam? Trzeba było nie zaczynać ze mną pogrywać... nie było by takiego problemu... Wiesz co ci powiem? Jesteś dokładnie taki sam jak Hazza! To przez niego między innymi wyjechałam z Polski. Miałam go dość! Jesteś dokładnie taki sam jak on! Nie wiem co ja takiego ci zrobiłam, że mnie tak potraktowałeś, ale wiedz, że jesteś dla mnie skończonym dupkiem! Spierdalaj!- krzyknęłam, wzięłam deskę i odjechałam od niego. W stronę domu. W deszczu. Jak by tego było mało zaczęło grzmieć. Stał tam. Słyszałam jak krzyczy na siebie. Chyba rzucił deską o ziemie bo usłyszałam huk.
Po jakiś 15 minutach byłam już w domu przemoczona do suchej nitki. Od razu pobiegłam do swojego pokoju. Wzięłam te rzeczy i poszłam się wykąpać. Potem zeszłam na dół, do kuchni, po wodę z lodówki. Włączyłam radio w którym grał akurat mój ulubiony zespół Room 94. Zaczęłam udawać, że gram na gitarze i perkusji podrygując i skacząc do piosenki. Niestety piosenka się skończyła, a ja wzięłam wodę z lodówki i chleb z nutellą i poszłam do swojego pokoju. Słyszałam jak Aleks gada z kimś przez skypa. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Jedząc chleb z nutellą spojrzałam na komórkę. 11 nieodebranych połączeń od "Matt ;**".
-A ten czego chciał?- spytałam, właściwie samą siebie. zalogowałam się na skypa. Był dostępny. Zadzwoniłam.
-No hej Matt. Dzwoniłeś?- zapytałam.
-Hej Alex. Tak. Mam pytanie...
-No wal.
-Coś cię się tak pożarli z Kubą do cholery?!
-Ej, ej, spokojnie. Wiedziałeś, że ma dziewczynę? Nie powiedział mi o tym i jeszcze się do mnie przystawiał. Zjebałam go za to. Jak można tak robić mając dziewczynę?! A jeżeli ona by tak robiła? Byłoby mu miło jakby się o tym przypadkiem dowiedział? Jakoś w to wątpię. - powiedziałam spokojnie. W miarę....
-Tak, wiem, że ma dziewczynę, ale Alex ona go zdradza... nie powinnaś tak na niego wybuchnąć. Chciał jakoś o tym zapomnieć i się zrelaksować, poprawić sobie humor...
-Moim kosztem?! Skoro go zdradza i on o tym wie to czemu z nią nie zerwie? I czemu o niej wspomniał tak na lajcie?
-Alex... to nie takie proste, zerwać. Dobrze o tym wiesz. Pamiętasz jak było z tobą? W końcu on się wkurzył i zerwał przez fb. Ale zrobił to dlatego, że nie miał na co liczyć na spotkanie. Unikałaś go. Chciałaś z nim skończyć ale się bałaś. Ciągnęłaś to dość długo.
-Wiem. Pamiętam... nie musisz mi o tym wciąż przypominać. Powiedział, że jestem egoistyczną suką, która bawi się uczuciami.- w oczach stanęły mi łzy. Matt to zauważył.
-Ej, ej.... tylko nie płacz okej? Nie zasługiwałaś na takiego chuja. - powiedział ale łzy automatycznie spłynęły po moich policzkach.
-Nie dość, że przez to co mi wtedy napisał płakałam i teraz jak to wspomniałam to znowu płaczę to jeszcze jakby tego było mało, pokłóciłam się ostro z Kubą. Poznałam go dopiero dziś a już zjebałam wszystko... dlaczego zawsze tak mam? Dlaczego zawsze mam takiego pecha? Nawet nie wiem jak go przeprosić, że na niego tak wybuchłam...- nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem.
-Alex, przepraszam, ale zaraz wracam.- powiedział Matt i poszedł. Po jakiś 5 minutach coś lub ktoś zapukał do drzwi balkonowych. To był Matt. Otworzył drzwi, wszedł i szybko podbiegł do mojego łóżka, przytulając mnie mocno do siebie.
-Już dobrze, mała. Nie płacz.- powiedział i pogłaskał mnie po włosach.
-Ale co ja mam zrobić? Co z Kubą?- pytałam przez łzy.
-Spokojnie. Mam dla ciebie niespodziankę. Dobrze, że jesteś ubrana. Chodź na polankę dla koni. Jest parę minut stąd. Tam jest prześliczny wschód słońca. - no tak... przecież już 7. Jak ten czas szybko minął.
-No okej.- powiedziałam i otarłam łzy ręką. Założyłam czarne vansy i wyszliśmy przez balkon. Po 5 minutach, rzeczywiście byliśmy na wybiegu dla koni. Super... i jeszcze te piękne konie.. ach... śliczniutkie. Podeszłam do jednego konia i pogłaskałam pod brodą. Nagle zza krzaków wyszedł....

-Fajnie, że ci się podobają.- powiedział znajomy głos. Odwróciłam się by ujrzeć Matta, ale go nigdzie nie było za to był.... Kuba?
-Kuba? Co ty tutaj robisz?
-To ty jesteś na mojej posesji.- zaśmiał się.
-Że co?! to znaczy... że..... Matt to wymyślił, żebyśmy się spotkali...... och..... - westchnęłam. Kuba podszedł do mnie i usiadł na płocie. A ja dalej głaskałam konia.
-Tak wymyślił i miał dobry pomysł... Alex ja tak bardzo cię przepraszam za to wszystko.... no bo... eh... moja dziewczyna mnie zdradza ale jakoś nie potrafię z nią skończyć. Myśli, że nie wiem co ona robi. Jest w ciąży z jakimś kolesiem z dyskoteki. Nawaliła się i zrobiła to z nim w męskiej toalecie.
-Co? Przecież to jest chore... i ci o tym powiedziała?
-Nie ona. Dowiedziałem się przez facebooka. Ten facet napisał, że będzie ojcem i oznaczył ją. Podziękował za dobry seks. Reszta już potem sama przyszła...
-Jeju... tak mi przykro.- Podeszłam do Kuby i przytuliłam go. Mocno.- Nie wiedziałam o tym. Ja też cię przepraszam, że tak na ciebie nakrzyczałam, ale ...- przerwał mi Kuba.
-Nie przepraszaj, postąpiłaś słusznie. Masz racje. Tylko, że ..... boję się zerwania.
-Spokojnie, wiem co czujesz. Uwierz, że miałam dokładnie tak samo.
-To jak zerwaliście?
-On wkurzył się i napisał na facebooku, że to koniec. Ogólnie to ja go unikałam w każdy możliwy sposób. I nawet po zerwaniu nadal to robię.
-Mhmm.. ale wiesz? Nie będę czekał, aż ona zerwie przez facebooka. A ty mi pomożesz.
-Co? Ale w czym?
-Dziś o 12 idzie ze swoimi "przyjaciółeczkami". Ty i ja no i Matt pójdziemy tam. Zgodzisz się udawać moją kochankę?
-Że co? Żeby miała do mnie sapy? Pff...
-No proszę. A ino cię tknie ona, lub ktokolwiek posłany przez nią, to nie ręczę za siebie. Nie dam cię skrzywdzić.
-Spoko, już nie raz się pizgałam. Umiem się bronić. Niech tylko powie, że jestem jakąś suką czy coś. Wbije jej pazury w rękę i będę szarpała za włosy.- powiedziałam i oboje wybuchnęliśmy, niekontrolowanym śmiechem.
-Może Agnes i Marcel też się wybiorą. Razem raźniej no nie?
-No pewnie. Ale ten czas szybko leci. Już jest 10 a mi burczy w brzuchu. Wczoraj nic nie jadłam bo cały czas....- urwałam i spuściłam głowę.
-Bo cały czas co?
-... bo cały czas płakałam....
-Co? Czemu? Chyba nie przeze mnie?
-No między innymi przez ciebie, ale też na wspomnienie tego co mi napisał mój były.
-A co ci napisał, jeśli mogę spytać?
-Że jestem...egoistyczną suką, która bawi się uczuciami....
-Że co?! Co za chuj..... a co mu na to odpisałaś?
-Zwykłe "aha".. no bo co miałam mu napisać?
-No w sumie... pewnie cię to dotknęło,co?
-Wciąż na wspomnienie o tym mam łzy w oczach. Nie chce już takiego czegoś. Chce prawdziwą miłość. Nie takie udawanie. Wielkie zauroczenie a potem zerwanie. Chce mieć chłopaka z którym w przyszłości będę mieć dzieci, wnuki a nawet prawnuki. Chcę, żeby w przyszłości gdy moje wnuki spytają kto był moją miłością, wskazała palcem na staruszka siedzącego w bujanym fotelu i powiedzieć" Tam siedzi."
-To fajnie, że masz takie marzenia. Oby się spełniło... też zawsze tak chciałem. Ale cóż mi po tym skoro, ciężko znaleźć swą prawdziwą miłość i wciąż pakujemy się w zakłamane sztuczne związki?- właściwie to miał racje.
-Kuba?
-Tak?
-To twoje konie?
-Tak.
-Masz tu wiele koni...
-Wiem.
-Czy jeden z nich może być mój?
-Jeśli chcesz...
-Ale ty serio mówisz?
-No pewnie.
-Jejku... kocham cię!- krzyknęłam i rzuciłam mu się w ramiona.
-Ha ha... spoko, nie ma sprawy. Ten czarny jest mój. Ten kasztanowy jest Matta.
-A ten szary?
-Ooo... nie powiesz, że to biały koń?
-Nie e. Czytałam, że konie nie mają białej sierści, tylko jasno szarą, która się odbija jakby była biała.
-Mam mądrą przyjaciółkę co nie?- nagle ni stąd, ni z owąd.. (nie wiem jak to się piszę xD) pojawił się Matt.
-Nawet bardzo. Ale kto wie... może niedługo będzie i moją przyjaciółką?- zapytał Kuba, niby sam siebie,a niby do nas.
-Na pewno.- powiedziałam i wtuliłam się znów w Kubę.
-To jak? Jedziemy na przejażdżkę?- zapytał Matt.
-Możemy.-odpowiedział Kuba, a potem spojrzał na mnie pytającym spojrzeniem.
-No okej, tylko..... ja nie do końca umiem jeździć.- wyjąkałam.
-Spokojnie, nauczysz się. Wybrałaś najlepszą klacz. -powiedział Kuba.
-No właśnie. Damy radę. Najwyżej pojedziesz ze mną.- zaoferował się Matt.
-Skoro tak mówicie.

Chłopacy wsiedli już na swoje konie, a ja wciąż głaskałam "moją" klacz. Jest prześliczna. Od razu mi spodobała. Już zawsze będę na niej jeździła. Chłopcy zrobili małą rozgrzewkę, z kłusującymi końmi, a ja wgramoliłam się na klacz. Uśmiechnęłam się tryumfalnie kiedy już siedziałam.
-No to wio...- westchnęłam. Nie ukrywam, że byłam z lekka przerażona. W końcu nie umiem jeździć. A jednak w miarę mi tu wychodziło.
-No i jak ci idzie?- zapytał Kuba, który nagle kłusował równo ze mną. Był na wyższym koniu. Czułam się taka drobna. Po chwili z drugiej strony kłusował Matt.
-No, no, no... widzę, że jakoś sobie radzisz.- zaśmiał się Matt. Trzepnęłam go lekko w ramię.
-Przyznam, że jestem z lekka przerażona, ale daję radę.- wyznałam szczerze.
-No i dobrze, mała.- puścił mi oczko Kuba.
-Hej! To Matt zawsze tak na mnie mówi!- udawał oburzoną. Nie wyszło mi to jednak po zaraz się zaśmiałam.
-A co ja nie mogę?- zapytał Kubuś.
-Nie. Są prawa autorskie. Wymyśl, sobie swoje słowo na nią.- powiedział z pogardą Matt. Żeby jakoś zmienić jego wyraz twarzy, cmoknęłam go w policzek.
-No wiesz ty co.....- powiedział zasmucony Kuba i nas wyprzedził. Spojrzałam na Matta pytająco.
-Pocałowałaś mnie... to się stało.- powiedział Matt.
-No ale w policzek! Co go ugryzło?
-Nie wiem czy wiesz, ale on też chce, żebyś go pocałowała.- powiedział.
-Wiesz co jest w tobie największą zaletą? Właśnie szczerość. Zawsze mówisz to co myślisz. Eh... muszę go dogonić.- powiedziałam i szybko ruszyłam, za Kubą.
Szybko go dogoniłam.
-Ej.. co się stało?- zapytałam z troską w głosie.
-Nic.- warknął.
-Powiedz, co cię ugryzło.
-No nic.- wysyczał przez zęby.
-Nie odpuszczę ci tak łatwo.- oznajmiłam.
-Nie rozumiesz, że jak widzę, ciebie z Mattem to zazdrość mnie zżera? Zależy mi na tobie.... bardzo....- byłam zaskoczona jego słowami. Nie wiem co mi odbiło, ale byłam z moją klaczą tak blisko, że ocieraliśmy się bokami, więc postanowiłam przejść na jego konia. Usiadłam przed nim. Dosłownie, zwrócona twarzą do niego.- Co ty robisz?- zapytał patrząc na mnie z szokiem.
-Siedzę z tobą. Słyszałam, że zerwałeś z nią. Ale, żeby ci zależało na mnie? Przecież to jest chore! Co ty we mnie widzisz?
-Wszystko..... jesteś śliczna, masz poczucie humoru, jesteś troskliwa i opiekuńcza, zaradna, jesteś skaterką, nie boisz się nowych rzeczy, potrafisz się sama bronić, jesteś buntowniczką.....- wymieniał i wymieniał i końca nie było. Zamknęłam go w końcu.... Przewróciłam oczami i wpiłam się z czułością i namiętnością w jego miękkie i delikatne usta.

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 5- "Cały dzień z Kubą"

http://us.123rf.com/400wm/400/400/vgstudio/vgstudio0703/vgstudio070300249/829975-mloda-para-tulenie-i-calowali-pod-deszczu-w-pasje.jpgJest godzina 14 a o 15 umówiłam się z Marcelem i Agnes do skateparku. Już nie mogę się doczekać. Tylko czekam, aż będę mogła pojeździć po rampach. Ach.. życie jest brutalne ale nie które chwile są piękne. Poszłam po Agnes i dalej kierowałyśmy się w stronę skateparku. Agnes była ubrana w to, a ja w to. Wyglądałyśmy nieźle. Agnes szła na pieszo a ja oczywiście na mojej kochanej desi <3. Około 14.50 byłyśmy przed bramą do skateparku. Tam czekał na nas Marcel, ale nie sam.... Był z nim jakiś chłopak. Przyznam, że całkiem nie zły.
-Hej dziewczyny.- przywitał nas oczywiście radosny Marcel. Przytulił się z Agnes, a potem podszedł do mnie i powiedział przytulając.- Jak zasnęłaś? Ja dostałem zjebe od taty, że tak długo przed lapkiem siedzę.- zaśmiałam się.
-Ja bez problemu. Nikt mi nic nie mówił o późnym chodzeniu spać.- puściliśmy się. Agnes nie przywitała się z kolegą Marcela. Ale ja.. jak to ja, oczywiście podeszłam do niego.
-Hej, jestem Alexis.- tak jak mówiłam podeszłam do niego i przytuliłam.
-Siemka, a ja Kuba.- inaczej wyglądał w moim śnie, no ale to nawet lepiej.-Ty jesteś tą skaterką?
-A co już Marcel coś ci powiedział?- powiedziałam i spojrzałam groźnie na Marcela. On się tylko nerwowo uśmiechnął i schował za Agnes.
-Tak, coś tam wspomniał. - uśmiechnął się Kuba.
-Jestem Agnes.- podeszła do niego i też się przytuliła. Ale wiem, że jakbym ja tego nie zrobiła to ona też nie.
-Siemka. To co? Idziemy jeździć?
-Stary, Agnes nie jeździ.- powiedział do Kuby Marcel.
-Czemu? Jeśli ni umiesz to Marcel cię na uczy.- powiedział Kuba i puścił oczko do Marcela.
-No właśnie. Chodź, nauczę cię.
Po jakiejś chwili byliśmy przy rampach. Weszłam na jedną z Kubą. A Marcel uczył Agnes na płaskiej powierzchni. Muszę przyzna, że nie źle jej szło.
-No to pokaż co umiesz, Alexis.- powiedział Kuba.
-Mów mi Aleks. Jestem tu pierwszy raz, może ty mi pokażesz co umiesz?
- A czemu ja? Jesteś nowa więc masz pierwszeństwo.
-Eh.. no i? Nie traktuj mnie jak wielkiej paniusi, bo tego nie lubię. wkurza mnie, że chłopacy przy mnie zachowują się jak przy jakiejś damie.
-Dobrze, przepraszam. Nie chciałem. To jak mam cię traktować?
-Zwyczajnie. Eh, a z resztą tłumaczyć wam coś, to i tak nie dotrze. - powiedziałam wkurzona i zjechałam z wielkiej rampy, robiąc różne triki. wszyscy się na mnie patrzyli z opadniętymi koparami( jak mówi moja mama xD). Spojrzałam na Kubę, ale nie było go na rampie.
-Dobrze jeździsz, Aleks.- powiedział nagle obok mnie.
-Hy.... ale mnie przestraszyłeś idioto!- krzyknęłam przez śmiech.
-Ej, ledwo się poznaliśmy a ty już mnie nazywasz idiotą? No wiesz ty co?
-Nie umiesz udawać urażonego to tego nie rób, a po za tym, jak mam zareagować jeśli mnie straszysz? I czemu przyspieszasz obok mnie? Myślisz, że jesteś dobry?
-Najlepiej zwykłym "Ale mnie przestraszyłeś", to wystarczy. Przyśpieszam bo chce jechać szybciej od ciebie. Tak, myślę, że jestem dobry.- posłał mi szeroki uśmiech, a ja to zignorowałam i przeszłam na jego deskę.- Co ty robisz?
-Jadę z tobą na jednej desce?
-Hmm... no nieźle, ale co powiesz na to?-  powiedział i uśmiechnął się cwaniacko. Stałam z przodu deski, a on podniósł przód co spowodowało, że zsunęłam się na niego.
-Widzę, że lubisz mieć mnie przy sobie. Zapamiętam to sobie.- puściłam mu oczko i szeroki uśmiech i znów wskoczyłam na swoją deskę. Podjechałam do Marcela i Agnes.
-Ej uważaj bo mnie przejedziesz!- krzyknął przez śmiech Marcel.
-Sory, nie dopracowałam jeszcze hamowania.- uśmiechnęłam się szeroko. Nie mogłam zahamować, cholera, moja deska jechała coraz szybciej a ja byłam bezradna. Kierowałam się w prost na ścianę, myślałam, że wlecę w nią, ale ktoś mnie zatrzymał.
-Nic ci nie jest?- zapytał Kuba, trzymając mnie na rękach i mocno przytulając do siebie.
-Nie. Dziękuje, że mnie uratowałeś.- powiedziałam i mocniej się w niego wtuliłam.
-To dobrze. Nie ma sprawy, nie chce, żeby Matt mi coś zrobił za to że dałem ci sobie coś zrobić.
-Jak to Matt? Ty go znasz?
-Tak, bo jego kuzyn to mój sąsiad.
http://img.likely.pl/photo/large/20120621/chlopak-trzymajacy-dziewczyne-na-rekach-likely-pl-25d7e2fc.png
Przyznam, że mnie zgasił tym troszkę. Czyli on wiedział, że Matt tu przyjedzie i go zna bo już tu był. A o mnie słyszał od Matta, a wczoraj jeszcze Marcel mu o mnie coś wspomniał. To jest podejrzane.
-Aha...Możesz mnie już puścisz, jeżeli chcesz.- zaśmiałam się.
-Spoko.- też się zaśmiał. Czułam, że nie chętnie mnie puszcza.
-Dziękuje, jeszcze raz.
-Nie ma sprawy, na prawdę.
Wzięłam swoją deskę i jechałam dalej. Agnes i Marcel dobrze się bawili nawet bardzo. Marcel trzymał Agnes i się całowali. (Jak na zdjęciu wyżej :P). Ja tylko na nich spojrzałam a kąciki moich ust lekko się uformowały w uśmiech. Wjechałam na rampę i zjechałam. Tym razem udało mi się zahamować. Była już 19 i powoli robiło się ciemno, więc ja i Agnes musiałyśmy się zbierać.
-Agnes, musimy już iść.- powiedziałam podchodząc do niej i Marcela.
-Tak, tak... chwilka.
-Spoko, ja i Kuba was odprowadzimy.- powiedział Marcel i puścił oczko do stojącego za mną, Kuby.
-Nawet jeśli to ruszcie się. Nie chce mieć kolejnej zrąbki za spóźnienie.- powiedziałam i już chciałam jechać w stronę bramy, kiedy Kuba złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.-Ej, co ty robisz?- powiedziałam do Kuby. Ten spojrzał mi w oczy i powiedział...
-Może dasz swoją deskę Marcelowi, Agnes pojedzie na jego, a ty i ja razem?
-Razem? Że niby tak jak wtedy?
-Tak. To jak?
-Eh.. jeżeli nie zniszczy mi deski to spoko. Ale ty z przodu. W końcu będziesz mógł pokierować.- uśmiechnęłam się delikatnie do Kuby, co ten odwzajemnił.
-Spokojnie, ja umiem jeździć.- krzyknął nagle Marcel.
No i ruszyliśmy. Szybko to szło. Ja z Kubą śmialiśmy się ciągle z czegoś, jadąc razem. Agnes też dość szybko jechała. Trzymała się z Marcelem za rękę i jechali równie szybko. Ja z Kubą i tak jechaliśmy szybciej i pierwsi, no ale.... my umiemy dobrze jeździć. Fajnie się dziś bawiłam z nimi. No właściwie to większość czasu spędziłam z Kubą, bo tamci byli zajęci igraszkami. Chyba będą razem. Ciekawe czy Agnes pamięta jeszcze o Harrym... No ja nie zapomnę tej scenki w wesołym miasteczku. Byliśmy już prawie przy moim i Agnes domu. Agnes i Marcel jeszcze gadali ze sobą i śmiali się.
-A właściwie gdzie wy mieszkacie?- zapytałam.
-Ja 2 ulice dalej, a Marcel praktycznie przy skateparku.
-Co? Ale przecież on będzie wracał sam. A jak mu się coś stanie?
-No to go odprowadzę, jeśli tak się o niego martwisz.
-No nie... a jak tobie się coś stanie jak będziesz sam wracał? Poczekaj tu.- powiedziałam i szybko wbiegłam do domu. Rodziców nie było. Powiedziałam bratu, że idę odprowadzić kolegę i, że odprowadzi mnie inny kolega. No i już po chwili znów byłam obok Kuby.
-Jadę z wami.
-Jedziesz specjalnie, żeby mi się nic nie stało?
-Tak. Dokładnie.
-Aż tak ci zależy?- uśmiechnął się cwaniacko.
-Pfff... chciałbyś..- cholera. Zależało mi.
-No dobra, nie będę cię już wkurzać. Chodźmy już.
-Dobry pomysł.- to dziwne, ale dogadywałam się z nim nawet dobrze. Pożegnaliśmy wszyscy Agnes. A gdy weszła i zamknęła drzwi my ruszyliśmy. Po jakimś czasie, Marcel też już zamknął drzwi, a my mogliśmy wracać. Mieliśmy jeszcze parę ulic do przejechania i już jesteśmy pod moim domem.
http://z5.kowbojki.pl/4440c81bc2acf6a650d7d1fa653db4cc/hug.jpg-Dziękuje, że ze mną pojechałaś.- powiedział Kuba, łapiąc mnie za rękę, podczas jazdy.
-Spoko, nie ma sprawy. Zawsze się martwię o innych. Nawet jeśli ich dobrze nie znam.- na ostatnie zdanie Kuba się zaśmiał.
-Poznasz mnie spokojnie. To tylko kwestia czasu. Zwolnij.
-Dlaczego?
-Bo jakoś nie chce się z tobą szybko żegnać. Polubiłem cię. Fajna jesteś.- powiedział i posłał mi nieśmiały uśmiech. Zatrzymaliśmy się pod jakimś drzewem. Zaczęło padać. No pięknie.
-Oo.. chodź tu.- powiedziałam i rozłożyłam ręce do uścisku. On zaśmiał się tylko i skorzystał z okazji... http://us.123rf.com/400wm/400/400/vgstudio/vgstudio0703/vgstudio070300249/829975-mloda-para-tulenie-i-calowali-pod-deszczu-w-pasje.jpg.. by zabrać mnie spod drzewa gdzie byłam sucha, specjalnie na deszcz. Byliśmy cali mokrzy. Oderwałam się na chwilkę od Kuby i spojrzałam na jego mokrą koszulkę. Zauważył, że patrzę wprost na jego koszulkę. Uśmiechnął się do mnie. Ja też się nerwowo uśmiechnęłam.
-Co? Chcesz dotknąć? - zaśmiał się. Zaczął iść w moją stronę. Złapał moją rękę i przejechał nią po swojej umięśnionej klacie. -Nie bój się...- dodał po chwili.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi9h0bWSbjk5zXONUqj3Uv3tUVKcBnyI27vD6djGvNLJ1R-oQpfcZELkIVblqlrrS-LquFxzMYNEir8ASo8jmXg3X636IrEOmqlqcPidNsVlKZP4Jd8eD6V2I8_9eKdFKdoElJ0kq9MJxo3/s200/m.jpgPatrzyłam mu w oczy. On mi też. Lekko się do siebie uśmiechnęliśmy. puścił moją rękę, ale ja położyłam obie ręce na jego klatce. Błądziłam nimi po jego brzuchu, a on tylko patrzył na to co robię i uśmiechał się. W pewnej chwili zbliżył się do mnie.... nasze twarze było bardzo blisko siebie. Myślałam, że chce mnie pocałować, ale on...... tylko szepnął.
-Jest już 23. Musimy wracać. A i jeszcze jedno. To nie fair.
-Ale co jest nie fair?
-Bo ty  mnie możesz macać po klacie, a ja ciebie nie.
-A kto powiedział, że nie?- powiedziałam i przygryzłam dolną wargę.
-A mogę?
-Innym razem.- chciałam już zabrać deskę i jechać do domu, ale jak szłam on objął mnie od tyłu i złapał za cycki.



Rozdział 4- "Nowy dom- Londyn"


Już tydzień jesteśmy tu. W Londynie. Przyznam, że miasto jest śliczne, ale jakoś nie czuje się tu...ym... no nie wiem, jak w domu? Brakuje mi Matta. Najbardziej właśnie jego. Podoba mi się tu skatepark. Jest po prostu super. Przynajmniej tak wygląda, bo jakoś Agnes nie chce ze mną iść, bo to nie jej styl. Oh.. i z kim ja mam tam iść, przepraszam bardzo? Nikogo tu jeszcze nie znam. Jeszcze, z naciskiem na to słowo. Odkąd się tu przeprowadziłam mam same koszmary. Jakieś wisielce, umarlaki i inne takie. Masakra.... i jak tu spać spokojnie? No kurczę nie da się. Teraz leże sobie na łóżku w mojej sweetaśnej piżamce. Zastanawiam się czy zadzwonić do Matta. Może on mi coś poradzi na te koszmary? Zawsze mi pomagał. W każdej sytuacji. Agnes jak to Agnes..... jest dopiero 7.30. Jeszcze śpi. Z resztą kto normalny o tej porze nie śpi? Chyba tylko ten, który jest mną. Eh.... wkurza mnie, że nawet Matt  nie odbiera. Czy coś się stało? A może się na mnie obraził? Czy ja mu coś zrobiłam? Mam nadzieję, że nie... Nie chcę go stracić, chodź w pewnym sensie już to zrobiłam. Oh... jestem w kropce. Nie wiem co mam robić. Siedziałam na parapecie i patrzyłam przez okno, kiedy mój telefon zadrżał. Dostałam wiadomość. Od.....
-Nieznany numer? A to dziwne....- powiedziałam sama do siebie.
"Hej, przepraszam, że się nie odzywałem, ale byłem trochę zajęty. Wiem, że nie dostałaś ode mnie tej bluzy, która tak ci się podobała, ale jeszcze ją dostaniesz. Nie wiem jak ty, ale odkąd ciebie przy mnie nie ma, mam same koszmary... jakieś wisielce, umarlaki itp. ... Nie mogę spać, więc piszę do ciebie. Mam dla ciebie 3 niespodzianki,ale o tym napisze ci później, a teraz idę się wykąpać. Papa... ~~ Matt xoxo"
Czyli jednak się na mnie nie obraził tylko był zajęty. O tak! Ale się cieszę, aż się uśmiecham sama do siebie. Teraz tak jakoś mnie wzięło na tą piosenkę. Nawet ją lubię. Postanowiłam wyjść na balkon. Mam okno na ogrody. Mam dość duży balkon. Na szczęście zdążyłam się już przebrać w to. Wyszłam na balkon z słuchawkami w uszach i tą piosenką. Oczywiście nie obyło się bez podrygiwania i podśpiewywania. Szkoda, że nie wiedziałam, że ktoś mnie słyszy. Skończyła się piosenka to skończyłam i ja. W pewnym momencie spojrzałam na chłopaka, który siedzi na naszym płocie i słucha mnie. Nasze spojrzenia spotkały się. Uśmiechnął się szeroko, a ja to odwzajemniłam. Miał długie ciemne włosy i ciemne oczy. Wydawał się mi bardzo znajomy. Zmierzyłam go i szybko zeszłam przez balkon na podwórko. On się uśmiechnął i pobiegł do mnie. A ja do niego i wskoczyłam (dosłownie) mu w ramiona.
-Podoba ci się niespodzianka?- zapytał Matt. Wciąż trzymając mnie w górze.
-I to jak!
-Tęskniłem za tobą.
-Ja za tobą też, a co do koszmarów, mam dokładnie tak samo.
-Tak myślałem. No więc.... mam tu jak widzisz rodzinę. Właściwie kuzyna no i przyjechałem tu sam. Na calusieńkie wakacje tylko dla ciebie.- powiedział Matt, a ja aż się wzruszyłam.
-Zrobiłeś to dla mnie?
-Tak. Tylko dla ciebie.
-Mówiłam ci już kiedyś jak bardzo cię kocham?
-I to ile razy, mała.- zaśmialiśmy się.
-A co z tą bluzą?
-Jak zajrzysz pod swoje łóżko to powinnaś tam coś znaleźć.
-Jak to zrobiłeś? Jak to wszystko załatwiłeś? Ej... to dla tego nie odzywałeś się bo szykowałeś mi niespodziankę. Osz ty.
-Wiem, kochany jestem. Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę.
-Jaką?
-Taką.- powiedział i wpił się w moje usta. Uśmiechnęłam się. Nie przerywając tego, czułam, że on też się uśmiecha. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Kocham cię.- powiedziałam i posłałam mu ciepły uśmiech.
-Ja ciebie też, mała. Ja ciebie też.
Cały dzień spędziliśmy tylko we dwoje. Ale mi niespodziankę zrobił. Tak się cieszę... i jeszcze ten pocałunek... oh.. <3. Kocham normalnie kocha. Ale zaraz... czy on powiedział, że jest u kuzyna? A jeśli ten kuzyn też jest taki ładny? Mrr.. muszę się z nim poznać. Ciekawe co u Brandona.... może napiszę do niego jak wrócę już do domu, bo jeszcze jestem na płocie z Mattem.
-No to co... czas iść w końcu do domu.- powiedziałam.
-"W końcu"? Czyli co.... nie mogłaś się doczekać kiedy to się skończy?
-Oj Matt, nie przekręcaj wszystkiego, żebym znowu była ta najgorsza.- oburzona, usiadłam tyłem do niego.
-Ale mała... - zaczął i przeszedł na przeciw mnie.- ty nie jesteś najgorsza. Ty jesteś najwspanialsza.
-Mówisz tak tylko po to bym, nie była na ciebie zła. Ale to ci nic nie pomoże.
-A to pomoże?- powiedział i znów delikatnie musnął wargami moje wargi. Przygryzł lekko moją dolną wargę. Zaśmiałam się. Przecież my jesteśmy tylko przyjaciółmi, więc czemu to robimy? Nie ukrywam, że mi się to podoba. Ale sam fakt... nie powinniśmy.
-Matt?
-Tak?
-Czy my .... dobrze robimy?
-Co masz na myśli?
-No to... całowanie i tak dalej...
-Sam nie wiem .... ale ... tak jakoś.... nie wiem. Pewnie masz racje. Nie powinniśmy, bo jesteśmy jak rodzeństwo. A ty tu mieszkasz. Ja w Polsce. Nawet jeśli byśmy chcieli to nasz związek by nie przetrwał.
-No właśnie... to co robimy?
-Musimy przestać. Będzie ciężko, ale jakoś damy radę.
-Tak. Będzie trudno. No dobra.... to będzie nasz ostatni pocałunek na dobranoc. Okej?
-Spoko.- powiedział i pokazał te swoje śnieżno białe zęby.
Znów się wpiliśmy w nasze usta. Jak ja mam bez tego żyć? Przecież on tak świetnie całuje... eh.... Będzie mi tego brakowało. Skończyliśmy i od razu każdy poszedł w swoją stronę. Poszłam do swojego pokoju i wzięłam piżamkę. Wzięłam prysznic i usiadłam na łóżku. Włączyłam laptopa i zalogowałam się na skypa.
-Agnes jest dostępna, zadzwonię do niej.- powiedziałam właściwie sama do siebie.
*Rozmowa*
-Hej Agnes, co dziś robiłaś?
-Hej, a byłam z tatą u jego kolegi z nowej pracy i ten kolega taty ma takie ładnego syna. Marcel ma na imię. Ma takie śliczne zielone oczy. I długie blond włosy. Chyba będzie z nami w klasie. Fajnie co nie?
-Czekaj..... a ma skypa, albo facebooka ?
-No pewnie, że ma.
-A jak on się nazywa?
-Zobacz w moich znajomych. na facebooku.
-No okej.
O mój boże!!!!! To jest Marcel z mojego snu! To nie możliwe, to nie możliwe.....Ale.... jak to jest możliwe? Wygląda dokładnie jak on w śnie. Jak jeszcze się okaże, że faktycznie jest ten Kuba ze snu to ja się załamię. Ale ... przynajmniej sen nie ma prawa się spełnić.
-I co? Przystojny co nie? Lubie takich.... bo wiesz, że jaram się Niall'em z 1D.
-Ta, no wiem. Znajomy jakoś jest ten Marcel. A wiesz, może czy ma kolegę Kubę?
-A wiesz, że chyba tak? A czemu pytasz?
-Tak jakoś...
-Mhmm... o Marcel jest na skype mogę go dodać do rozmowy? Proszę...
-No dobraa... jak musisz...
-Nie muszę, ale chcę.
Eh... no pięknie, jeszcze  teraz będzie z nami gadał na skypie. Może wcale nie jest taki zły? Może go polubię? Zobaczy się jeszcze.
-Hej dziewczyny- powiedział uśmiechnięty Marcel.- faktycznie całkiem przystojny.
-Siema.- powiedziałam też uśmiechnięta. Skoro miał z nami gadać przez kamerkę to musiałam się przebrać. Założyłam to.
-Heeej.- dodała jak zawsze rozpromieniona Agnes.
-Ty jesteś tą przyjaciółką Agnes tak?- zapytał.
-Tsaaa... A co? Mówiła coś o mnie? Agnes... czy ja o czymś nie wiem?- zaśmialiśmy się.
-No może coś o tobie wspomniałam. Sorka, ale ja muszę już kończyć bo jest już 2.24 a tata powiedział, że jak zaraz nie pójdę spać do dostanę szlaban... więc buziaczki!- posłała do kamerki buziaki i poszła.
-Dobra co tobie o mnie mówiła?
-Nic takiego, po za tym, że się przyjaźnicie i kochasz jeździć na deskorolce. Jesteś skaterką?
-Tak. A ty?
-Też. Szkoda, że Agnes nie jest.
-Wiem. Wiele razy próbowałam ją namówić na cokolwiek ale jakoś....
-Może ja ci pomogę co? Razem spróbujemy ją przekonać. Co ty na to? Nie wiem czy wiesz, ale skatepark mamy naprawdę zarąbisty.
-Wiem. Widziałam ale jeszcze nie miałam okazji tam iść. Bo .... sama nie pójdę, a ona też ze mną nie pójdzie, więc.... dupa.
-Spoko. Możesz iść ze mną. - zaśmiał się Marcel. Ma uroczy śmiech.
-Serio? Super, dzięki. To co... o której tam idziemy?
-No serio... nie wiem... a o której ci pasuję? A i ... Agnes te idzie czy sami?
-Jak mi podasz swój numer to ci napiszę eskę. Może iść. Przynajmniej z tobą pójdzie bo ze mną nie.- zaśmialiśmy się. Długo gadaliśmy. Około 5.45 poszłam spać. On jest na prawdę fajny. Myślę, że się z nim dogadam. Ha ha... no dobra. Idę spać bo padam na ryj. A jutro, czyli właściwie już dziś czeka mnie wyjście z Marcelem i Agnes do skateparku na który tak czekałam <3




sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 3 - "Czy on jest miłością mojego życia?"

Patrzyli się na mnie jakby ducha zobaczyli. Zastanawiałam się nad tym, co powiedział Harry. Zaimponowałam mu.... dziwnie to brzmi. Może i ma te swoje tatuaże i tunele i dobrze jeździ ale jestem chamski. Myśli, że skoro wszystkie na niego lecą to ja też? No chyba śni. To właśnie mnie różni od innych dziewczyn. Jestem sobą i tyle. Pierwszy podszedł do mnie Matt. Przystojnego mam przyjaciela nie powiem :D.
-Co ci powiedział, mała?- szepnął mi do ucha, gdy zamknęliśmy się w uścisku. Martwił się o mnie, chyba najbardziej z całej trójki. Kocham go za to.
-Nic takiego. Na prawdę. Nie martw się.- powiedziałam, ale jakoś nie miałam zamiaru go puścić. Zamiast tego przytuliłam go mocniej. On zrobił to samo. Oparł głowę o moją. Czułam zapach jego perfum. Kocham je. Będzie mi ich brakowało.
-Wiesz, że zawsze się o ciebie martwiłem i nadal będę, nawet jak będziesz w Londynie.- powiedział po czym pocałował mnie w czubek głowy.
-Nigdy cię nie zapomnę.- powiedziałam. Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie chciałam znów płakać.
-Mam nadzieję. Ja ciebie też. Jak będziesz już wyjeżdżała to ci coś dam.- powiedział, a ja oderwałam głowę od jego torsu i spojrzałam na niego pytająco. Pech, chciał, że zauważył moje łzy.
-Luke, Agnes, możecie iść już dalej. Dołączymy do was potem.- powiedział Matt. Posłuchali go. Kiwnęli tylko głowami i odeszli bez słowa. To miłe, że nie chciał by oni też się martwili co się ze mną dzieje.
-Ale co mi dasz?
-Coś, co na pewno ci się spodoba i nie zapomnisz o mnie.- powiedział i puścił do mnie oczko. Nie wiem czemu, pomyślałam, że da mi jedną ze swoich full capów. Jeszcze jakby tego, którego teraz miał na sobie. Kocham go. Ten Full Cap jest zajebisty. Tym bardziej, że oboje kochamy ich <3.
-Twoje perfumy? Czapkę? No nie wiem....- zaczęłam wymieniać.
-Czapkę. Tą co mam na sobie. Wiem, że ją kochasz.- powiedział i posłał mi cieplutki uśmiech.
-Ojej.... kurczę Matt..... kocham cię.- powiedziałam i łzy automatycznie spłynęły po moich policzkach. Znów mocno się przytuliłam do niego.
-Wiem. Ja ciebie też, maleńka.- powiedział i znów pocałował mnie w czubek głowy.- Nie wiem czy wiesz, ale cholernie będzie mi cię brakować.
-Mi ciebie też. Zwłaszcza ciebie.
-A co z Brandonem? Po tym wszystkim co się stało... nawet nie chodziliście, ani nic. Trochę szkoda chłopaka. Ale jestem pewien, że spotkasz swoją miłość tam. W Londynie. Ale pamiętaj, że chce być informowany o wszystkim na bieżąco.
-Hahahah, jesteś kochany. -powiedziałam i pocałowałam go w usta. Ale to tylko buziak.- Szkoda, że tylko ty tak myślisz... raczej wątpię, żebym właśnie tam spotkała swoją miłość. Mamy 17 lat, ale czuje się jak 14-latka. Też tak masz?
-Hahaha, no pewnie. Cały czas. Nie czuje się siedemnastolatkiem. Bardziej jak przystojny, czternastolatek.- zaśmiał się.
-Ależ ty skromny.- zaśmialiśmy się oboje.- Ale co jak co..... ale jesteś przystojny.- spoważniałam.
-No wiesz ty co? Nie mogłaś mówić wcześniej?- zapytał z udawanym oburzeniem.
-Ale czemu?
-Już dawno byśmy chodzili...- zaśmiał się.
-Hahahah..... przepraszam cię. Kocham cię.- powiedziałam i znów go cmoknęłam w usta.
-No wiem, że mnie kochasz. Mnie się nie da nie kochać. Możemy chodźmy na gokarty?
-Ale jesteś skromny.
-A ty piękna.- powiedział i objął mnie ramieniem.
-Dobra chodźmy na te gokarty. A właściwie gdzie poszli Agnes i Luke?
-Nie wiem. Może coś między nimi zaiskrzy.
-Lepiej nie. Bo skoro mamy wyjechać to bez sensu zaczynać cokolwiek.
-Ej, ej... spokojnie. Luke i tak jej nie kocha. Za to ciebie tak.
-Co? O czym ty mówisz? Luke? Mnie? Za co?
-A ty za co mnie kochasz?
-Bo jesteś sobą. Nie udajesz nikogo. Jesteś wymarzonym chłopakiem, ale za to zajebistym przyjacielem. Jesteś dla mnie jak kolejny starszy brat. Dogaduje się z tobą jak z nikim innym, no może po za Agnes. Ale jesteś duszą towarzystwa. Nie wiem co jeszcze bym miała ci powiedzieć.
-No i fajnie. Bo właśnie się dowiedziałem za co tak na prawdę się przyjaźnimy. On też cię kocha. Ale tak na serio. A ja? A ty? Jak rodzeństwo nie jak prawdziwa miłość.
-Co ja tam zrobię bez ciebie, co?
-Spokojnie. Znajdziesz tam wiele zajęć, zobaczysz. A teraz chodźmy. Muszę cię zniszczyć na gokartach.
-Taa, jasne. Ty mnie zniszczysz. Pfff... jasneee....- zaśmiałam się.
-A założymy się?
-O co?
-Jeśli wygram, pocałujesz mnie, jeśli ty wygrasz dam ci każdą rzecz jaką chcesz.
-Stoi.- powiedziałam i podaliśmy sobie dłonie. Chce wygrać. Za wszelką cenę, ja chce jego czapkę, bluzę, wisiorek, koszulkę. Ma takie zajebiste rzeczy. Koszulkę dostał kiedyś od swojej byłej dziewczyny, która go zdradziła. Nie rozumiem jak można stracić takie wspaniałego chłopaka jak Matt.
Pojeździliśmy, śmialiśmy, wygłupialiśmy. Agnes i Luke do nas dołączyli na gokartach, ale i tak zakład wciąż trwał. On chyba specjalnie to zrobił. Wiedział, że wygra. Oh.... ale co mi tam. Była już 22, czas wracać do domu. Ja i chłopacy mieliśmy deskorolki, ale Agnes? Nie miała nic. Nie byłam chamska i pojechałyśmy razem na jednej desce. Da się tak. Ciężko jest, ale jakoś się udało. Nie mogę uwierzyć, że już ich nie zobaczę. Tyle nas łączy. Live is brutal. Odprowadziliśmy Agnes. Chłopacy poszli jeszcze ze mną pod mój dom. Nikogo nie było i nie będzie do jutra wieczorem, więc ich wpuściłam. Oglądaliśmy "American Pie". Kocham ten film. Wygłupialiśmy się, ogólnie zachowywaliśmy się jak dzieci. Chłopacy mnie łaskotali. Nie mogłam złapać oddechu ze śmiechu. Potem znów coś oglądaliśmy. Poszłam do kuchni po kolejną porcje popcornu. Luke, rozłożony na jednym tapczanie, a Matt na drugim.
-Możesz jeszcze przynieść colę.- zawołał Luke.
-Okej.- odpowiedziałam i wzięłam jeszcze cole z lodówki. Przyszłam do salonu i położyłam wszystko na stole.
-Nie za wygodnie wam?- zapytałam.
-Nie.- powiedział Luke.
-Nie.- dodał Matt, śmiejąc się.
-A ty z czego się śmiejesz?- zapytałam.
-Z ciebie, mała.- powiedział przez śmiech.
-Ach tak?- powiedziałam i od razu się na niego rzuciłam. Łaskotałam go a on mnie. Luke nam się przyglądał z zazdrością.
-Dobra... ej... przestań już... hahahahaa...- Matt krzyczał przez śmiech.
-To cofnij to co powiedziałeś.
-Mała................ nie.- i puścił mi oczko.
-No to masz pecha.- powiedziałam i dalej go łaskotałam. Nie wiem jak, ale złapał mnie tak, że aż mną obrócił i to on był na górze. A ja pod nim. Luke nadal się na wszystko patrzył.
-I co?- powiedział Matt z cwaniackim uśmieszkiem.- Nie zapomnij, że mi coś wisisz.
-Spokojnie, nie zapomnę.
-O czym wy mówicie?- zapytał Luke. Był zdenerwowany.
-O niczym. -powiedział Matt. I puścił mi oczko.
-Mhmm... dobra jest już późno, ja spadam na chatę.- powiedział Luke  i wstał z tapczanu.
-Poczekaj, odprowadzę cię do drzwi.- powiedziałam i wysunęłam się spod Matta.
Wyszłam z nim z salonu i poszliśmy na hol. Przytulił mnie i obrócił w okół własnej osi.
-3maj się.- powiedziałam.
-Ty też.- powiedział, wciąż byliśmy wtuleni do siebie. -Kocham cię.
-Wiem, będzie mi brakowało tam was jako przyjaciół.- powiedziałam.
-Ale ja serio cię kocham. Wiem, że trochę za późno ci to mówię, ale cię kocham. Jutro rano wyjeżdżam na Teneryfę.
-Wiem, że mnie kochasz. Matt mi powiedział. Szkoda, że nie powiedziałeś tego wcześniej. Miłej zabawy jutro.- powiedziałam i na od chodnym cmoknęłam go w policzek.
-Żegnaj.
-Żegnaj...- powiedziałam i zamknęłam drzwi za Lukiem.
Weszłam do salonu, ale Matta tam nie było. Nigdzie go nie było. Stałam kawałek za drzwiami, tyłem do nich. Nagle zza drzwi wyskoczył Matt, wziął mnie na ręce i okręcił się w okół własnej osi. Śmialiśmy się.
-To co? Dasz się pocałować?- uśmiechnął się Matt.
-Muszę.
-Nie chce cię zmuszać, nawet jeśli przegrałaś zakład.
-Co?
-Nie chce, żebyś potem czegoś żałowała.
-Spokojnie. Pamiętaj, że wyglądasz jak mój ideał.
-Wygląd to nie wszystko, mała.
-Wiem, ale jesteś kochany.- powiedziałam i oparłam głowę o jego ramię.
-No nie wiem... jeżeli chcesz to spoko, a jeżeli nie, to nie.
-Nie gadaj tyle. Wybierz teraz kolejny film.
-"Jak urodzić i nie zwariować."
-Haha, no okej..- zaśmiałam się.
Film się zaczął. Leżeliśmy na kanapie. Ja głową na torsie Matta. Było fajnie. Jego serce biło równomiernie. Kocham ten dźwięk. Jest trochę..... wyższy ode mnie i zawsze jak się do niego przytulam słyszę jego bicie serca.
-Twoje serce zawsze tak równomiernie bije.- powiedziałam bez żadnych emocji.
-Wiem. A twoje nie?
-Nie wiem... Matt?
-Tak?
-Wiem, że się o mnie martwisz, ale ja nie dam rady bez ciebie w Londynie. Nie możesz chociaż na wakacje z nami pojechać? Proszę....
-Przykro mi słodka, ale nie mogę.
-Szkoda. A i jeszcze jedno.- powiedziałam, po czym zbliżyłam twarz do jego twarzy. Uśmiechnął się szeroko, ja też.
-Na pewno tego chcesz? Nie będziesz mieć później wyrzutów, że całowałaś się z bratem?
-Najwyżej. Szkoda, że gdy pocałowałam się z Brandonem nie myślałam o tym, czy teraz będę tego żałować.
-Czekaj.... nie żeby coś, ale dlaczego mi nie powiedziałaś?- miałam już łzy w oczach. Szybko zeskoczyłam z Matta i pobiegłam na ogród, obok oczka wodnego. Usiadłam na jednym kamieniu i płakałam, szlochałam....
-Alex.... spokojnie, nie płacz.- powiedział Matt i usiadł obok mnie.- Przytul się.- powiedział i tak zrobiłam. Zalałam mu łzami całą koszulkę z "Obey".- A teraz spokojnie oddychaj. Opowiedz mi o tym, jeśli chcesz.
-To się... się zacze... zaczęło u Agnes.- zaczęłam przez łzy. -Zbiegałam ze schodów i.... i podetknęłam się...... upadłam wprost w jego ramiona.
-Czyli przypadkiem wpadłaś mu w ramiona... mhm... no a dalej co? Nie chciał cię puścić do puki go nie pocałujesz?
-Skąd wiedziałeś?
-Pamiętasz moją byłą?
-Ta zdzira, która cię zdradziła?
-Tsa... poznałem ją dokładnie tak samo i tak samo mnie zdradziła, tyle, że potem się z nim przespała.
-Wiem. No i bylo dokładnie jak mówisz. No to go pocałowałam, a potem on mnie, a potem płakałam i wgl...
-Dobrze już... cii... spokojnie. Dobrze, że mi powiedziałaś, bo nie będzie cię to męczyło.
-Wiem, dziękuję, kocham cię.- powiedziałam i mocniej się przytuliłam do "braciszka."
-Ja ciebie też. Teraz tym bardziej nie powinnaś się ze mną całować, bo twój umysł zwariuje.
-Aha? Skoro tak mówisz....
-Ja nie mówię, ja to wiem...chodźmy do środka, powoli muszę się zbierać.
-A mógłbyś zostać na noc? Proszę... boje się teraz.
-Eh... no dobra, ale zadzwonię do rodziców.
-Dobrze, dzięki.
Weszliśmy do środka i posprzątaliśmy w salonie. Poszliśmy na górę. On się umył, potem ja. Mam wielkie łóżko, więc spaliśmy razem. Wiem, że to dziwne, ale tak było. Matt już zasnął, a ja jeszcze nie. Leżałam i patrzyłam na przepiękny księżyc za moim oknem. Po głowie chodziło mi mnóstwo myśli. "Czy Matt jest miłością mojego życia?", niby przyjaciel, ale tak się zastanawiam nad tym, szkoda, że za 4 dni mnie już tu nie będzie. Już go nie zobaczę. Nigdy. To mnie boli. Najdroższa mi osoba, zostaje tak po prostu odłączona ode mnie. Nie chce tego. Jakby chociaż na wakacje jechał tam ze mną. No i jest jeszcze Agnes, ale ona tam ze mną będzie, a on nie. Nawet nie wiem kiedy ale zasnęłam w objęciach Matta.

Jestem już w Londynie. W szkole. Idę przez korytarz z Agnes. Gadamy, śmiejemy się. Podszedł do niej wysoki blondyn o zielonych oczach. Flirtował z nią. Nagle ktoś mnie pociągnął do siebie za rękę. Był to chłopak o długich brązowych włosach i ciemnych oczach. No ideał <3 Powiedział coś po angielsku, ale nie do końca go zrozumiałam bo jakoś nie umiem angielskiego. Zaśmiał się i powiedział.
-Spokojnie, nauczysz się jeszcze.- i posłał mi słodki uśmiech. Ja oczarowana chłopakiem i jednocześnie zgaszona, że mówi po polsku wybełkotałam.
-Ty mówisz po polsku?
-N..no tak. -zbliżył się do mnie i szepnął mi do ucha.- ale nikomu o tym nie mów.
-No dobra, ale dlaczego?
-Później się dowiesz. A teraz spójrz na chłopaka, który gada z twoją przyjaciółką. Ma na imię Marcel, a ja jestem Kuba. On też jest polakiem. On mieszkał w Bierzglinku, a ja we Wrześni.
-Czekaj... mieszkałeś w tym samym mieście gdzie ja i nigdy cię nie spotkałam?
-A no .... live is brutal.- powiedział i objął mnie w tali, opierając głowę o moje ramię powiedział.- Mieszkam tu 2 lata. Moi rodzice, jak i rodzice Marcela dostali tu pracę i po zakończeniu roku przyjechaliśmy tu. A ty jak się tu wzięłaś.
-Ja z Agnes, dokładnie tak samo jak ty, tyle, że dopiero w tym roku przyjechałyśmy. Ona w miare się z wami dogada, ale ja nie.

-Spokojnie śliczna, nauczysz się. A puki co trzymaj się nas. Chodź do nich, zaprzyjaźnimy się.
-Okej....

Przebudziłam się. Otwarłam oczy i zobaczyłam, że Matta nie ma w pokoju. Po chwili Matt wchodzi do pokoju w samych bokserkach.
-Przepraszam nie chciałem cię obudzić.
-Spoko. Ale wracaj już do łóżka.
-Okej.- powiedział a ja po chwili znów usnęłam.



Jestem w jakimś domu. Idę przez korytarz. Wchodzę do salonu. Na jednym krześle siedzi Kuba? A obok niego stoi nie wiele młodszy chłopiec. Może około 12 lat? Kuba spojrzał na mnie z zakłopotaniem. Usiadłam naprzeciwko niego.
-Alex, wiesz może jak mu wytłumaczyć jak się całować? Bo ma dziewczynę i chciałby to zrobić ale nie wiem jak, a ja jakoś nie umiem mu tego wytłumaczyć.
-Ja też nie. A ty młody, masz jakiś pomysł?- chwilę myślał i wymyślił.

-Najlepiej pokazać. Pokażcie mi.- ja i Kuba wymieniliśmy spojrzenia.- Proszę was to tylko dla pokazania mi. Na prawdę potrzebuję waszej pomocy, ale skoro boicie się jednego pocałunku to ja nie wiem....- młody udawał, że wychodzi, ale widziałam jak chowa się za wielkimi kwiatami w tym pokoju. Kuba miał spuszczoną głowę. Złapałam go za rękę.
-On ma racje.- powiedział nagle, wciąż głowę miał spuszczoną.
-Ale z czym?

-Że boimy się jednego pocałunku.... to chore, ale on ma racje.
-Ehh..... - chciałam powiedzieć, że ja się nie boję, ale powstrzymałam się. Siedzieliśmy tak chwilę, bez słowa. Po pewnym zastanowieniu nachyliłam się trochę i wykręciłam tak, że musnęłam wargami jego wargi. On podniósł głowę.
-Rozumiem już..... udawałaś, że się boisz tego, ale tak serio przemyślałaś trochę i postanowiłaś to zrobić, by udowodnić sobie, że nie boisz się.- powiedział to na jednym wdechu.
-Ale... skąd ty to wiesz? Umiesz czytać w myślach czy co?
-Nie, sam nie wiem... miałem wizje, że tak jest. Ty już przełamałaś strach.
-No tak....
-Ale ja nie. Czas na to.- powiedział to tak szybko, że nawet się nie spostrzegłam kiedy się namiętnie całowaliśmy. Nasze języki masowały się nawzajem. Nagle zza kwiatów wyskoczył młody.
-Nareszcie! Teraz w końcu Kuba znalazłeś prawdziwą miłość. Alexis to nie ta sama dziewczyna co te wredne lafiryndy. Proszę cię zerwij z Patricią. Nie lubię jej, ona jest sztuczna. Dlaczego nie będziesz z Alex? Zasługujesz na coś lepszego, niż te dziwki, z którymi zawsze jesteś.
-Młody skończ, dobra?! To nie twoja sprawa z kim chodzę. Mogę robić co mi się podoba i ty nie masz nic do gadania! Nie jesteś lepszy ode mnie! Życie nie jest proste.... trzeba poświęcić sporo, by znaleźć na tym poziomie, na którym jestem.
-Czyli mówisz, że nie jestem lepszy od ciebie? Hmmm.... no nie powiedziałbym. Widziałem ją we Wrześni. Zawsze chodziła z naszym kuzynem wszędzie. Przyjaźnili się. On o nią dbał, troszczył się. Ona wciąż była tak blisko, Kuba. Twoja miłość była tak blisko, ale ty nadal nie przejrzałeś tego na oczy. Jesteś ślepy bo masz przy sobie wspaniałą dziewczynę i zamiast się o nią starać i pokazać z jak najlepszej strony, ty właśnie pokazałeś, że jesteś skończonym dupkiem i nikim więcej. A na dodatek, właśnie płaczę, bo wie, że mówię całą prawdę o tobie, jaki naprawdę jesteś ty i twoje lafiryndy. Rób co chcesz, ale pamiętaj.... dupą świata nie zdobędziesz.- młody miał racje. Popłakałam się. Spojrzałam tylko na Kubę i wybiegłam z pokoju jak najdalej. Wybiegłam z domu. Byłam na ogrodzie. Biegłam w stronę mostu. Przebiegłam przez niego i wbiegłam do lasu. W środku lasu było jezioro. A obok niego dom. Nagle z domu wyszedł ... Matt? Podbiegł do mnie. Przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze.



Rozdział 2 - Nowina

-Dobrze, że chociaż ty.- powiedziałam, po czym odwróciłam się w jego objęciach twarzą do niego. -Chociaż ty...- dodałam po czym, powoli zbliżyłam twarz do jego twarzy. Czułam, że uśmiechał się szeroko. Czułam już jego oddech na ustach.... Powoli i delikatnie musnął wargami moje wargi, a potem pocałunek przerodził się w coś bardzo namiętnego. Czułam się wspaniale. Chodź było to dziwne, bo poznałam go dopiero dziś. Oh... to dziwne, ale tak dobrze mi się z nim gada i wgl..... Musze się ogarnąć!!!! Nasz pocałunek trwał dość długo, ale w końcu skończyliśmy.
-Przepraszam cię....- powiedział zasmucony. Puścił mnie i usiadł na krawężniku. Schował twarz w dłoniach. Podeszłam do niego i przykucnęłam przed nim.
-Brand... ale za co mnie przepraszasz? Przecież nic się nie stało. A jeśli chodzi o ten pocałunek to ja cię przepraszam.... nie powinnam.- przyznam, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje.... to wszystko stało się tak nagle. Nie wiem co mam robić już..... i jeszcze ten Harry....... ciekawi mnie co on niby mi zrobi. Cwel ....
-Nie przepraszaj za coś co było wspaniałe.- posłał mi ciepły uśmiech. No w końcu się uśmiechnął.
-Czekaj, co ? Dobra mniejsza o to.... muszę wracać na obiad. Idę się pożegnać z wszystkimi.
-Okej, idę z tobą.
Po chwili byliśmy już z powrotem przy naszych przyjaciołach. Agnes powiedziała, że i tak powoli musi wracać z Brandonem więc kawałek pójdą ze mną.
-No dobra... skoro musisz. - oczywiście jak to Luke, musiał mnie przytulić i obrócić się w okół własnej osi. Dziwiło mnie, że z Agnes tylko się przytulił i to jeszcze tak od niechcenia.
-3maj się, mała.- powiedział Matt i też mnie przytulił.
-Ty też.- posłałam mu szeroki uśmiech.


*po 4 godzinach*
-Kochanie, jesteś już w domku?- krzyczała mama jak weszła z tatą do domu.
-Tak, mamo, jestem. A co?
-Możesz zejść z Aleksem na dół. Musimy wam coś ważnego powiedzieć.
-Okej, zaraz zejdziemy.
Szybko wparowałam do pokoju brata. Zobaczyłam go jak siedzi z słuchawkami przed komputerem.
-Hej, Aleks. Rodzice wołają nas na dół. Chcą nam coś powiedzieć.- powiedziałam siadając obok brata, na jego biurku.
-Nawet wiem, co chcą nam powiedzieć. Szkoda, że dopiero teraz, a nie tydzień temu kiedy o tym już gadali.- powiedział ze złością mój brat.
-Ale o czym ty mówisz? Nie rozumiem....
-O tym, że się przeprowadzamy. Do Londynu. Rodzice tam dostali bardzo dobrą pracę. Z tego co słyszałem. Twoja koleżanka Agnes i jej rodzice też tam będą mieszkali. Obok nas. To nam powiedzą.

-Że co? Ale skąd ty o tym wiesz?
-Słyszałem tydzień temu jak o tym rozmawiali. Wiem, że się cieszą. I nawet ja się z tego cieszę. A ty?
-Jeżeli Agnes jedzie to tak, ale co z chłopakami ? Szkoda ....- posmutniałam.
-Dobra zejdźmy na dół, przekonamy się...-powiedział i oboje ruszyliśmy na dół. Rodzice już na nas czekali w salonie. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam.
-Wiem, że się przeprowadzamy do Londynu. Agnes też. Cieszę się, ale dlaczego o tym nie powiedzieliście wcześniej?- powiedziałam na jednym wdechu.
-Czekaliśmy na potwierdzenia z naszych nowych prac. Dziś je otrzymaliśmy. Ale spokojnie. My jak i rodzice Agnes, uzgodniliśmy, że po zakończeniu roku tam dopiero pojedziemy.-  powiedział spokojnie tata, dopijając swoją kawę.
-Czyli jeszcze tydzień i wyjeżdżamy?- zapytałam.
-Tak. Zdążycie się pożegnać ze swoimi przyjaciółmi.- powiedziała mama. A ja od razu pomyślałam "Co sie teraz stanie z Brandonem?". To pytanie mnie dręczyło. Wszyscy się rozeszliśmy. Ja od razu pojechałam na deskorolce do Agnes. Spotkałam ją po drodze. Też biegła mi wszystko powiedzieć. Przytuliłyśmy się do siebie, pozwalając łzom spokojnie spływać. Ani się obejrzeliśmy a podjechali do nas Luke i Matt.
-Ei.... mała, co jest?- zapytał Matt, "odklejając" mnie od Agnes. Przytulił mnie do siebie. Luke zrobił to samo z Agnes, chodź widziałam jak jest zły, że to właśnie Matt, mnie teraz trzyma w objęciach. Nie obchodziło mnie to, chciałam po prostu tak stać.
-Ja i Agnes... tzn, my się przeprowadzamy do Londynu...- powiedziałam przez łzy.
-No to chyba fajnie nie? Nowi ludzie, lepsze miasto.... będzie dobrze.- powiedział Matt.
-Ale ja nie chce was opuszczać.... jesteście moimi przyjaciółmi. Nie chce was stracić.- mówiłam nadal przez łzy.
-No właśnie. Tyle razem przeszliśmy, a teraz...... zostaniemy rozdzieleni.- dodała Agnes, również przez płacz.
-Spoko, jest przecież skype, facebook i inne takie duperele. Zawsze możemy ze sobą pogadać.- powiedział Luke.
-Masz racje. Mamy jeszcze tydzień, więc trzeba to wykorzystać jak najlepiej, co nie mała?- powiedział Matt, i pocałował mnie w czubek głowy.
-To co robimy?- powiedziałam powoli odrywając się od Matt. Patrzyliśmy sobie w oczy. Matt otarł moje łzy. Zbliżył się i pocałował mnie w policzek. Na pewno Luke był wkurzony.
-Chodźmy do wesołego miasteczka. Ja stawiam.- powiedział Luke.
-Nie musisz. Możemy przecież zapłacić za siebie.- powiedziała Agnes.
-No właśnie.- dodałam.
-Racja.- dodał jeszcze Matt.
-No to co? Nie będziemy się widzieć już potem, więc trzeba to wykorzystać jak najlepiej, chodźcie i nie marudźcie. Podeszłam do Luka.
-Jesteś kochany, Luke.- powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
-No przecież wiem.- zaśmiał się, objął mnie ramieniem i pocałował też w policzek. Wszyscy się śmialiśmy i poszliśmy się zabawić do wesołego miasteczka. Bawiłam się super! Jednak rozwaliło mi humor jedno.... Hazza. Był w wesołym miasteczku z koleszkami. Moi przyjaciele poszli po coś do jedzenia, a ja zostałam sama, przy karuzeli.
-Witaj, Alexis. Miło cię widzieć.- powiedział głos, za mną. Wiedziałam, że to Hazza.
-Cześć, Harry. Ciebie już nie koniecznie miło widzieć.- wyplułam.
-Ojoj.... czemuż to jesteś dla mnie taka nie miła, hmmm?- powiedział udając wielce zatroskanego. Idiota.
-Ja? Hmm... no nie wiem... może dla tego, że cię zwyczajnie nie lubię?- zapytał z ironią.
-A wiesz co ja myślę? Że..- nie dokończył bo mu przerwałam. Odwróciłam się do niego przodem.
-Nie obchodzi mnie co sobie myślisz. Czy mnie lubisz, czy nie. Nie obchodzi mnie czy mnie zniszczysz, czy nie. Nie obchodzi mnie nic! Rozumiesz?!- wykrzyczałam mu w twarz i odwróciłam się do niego tyłem. Szłam przed siebie. Byle jak najdalej. Stał tam i patrzył jak idę. Nagle usłyszałam, że idzie. Po chwili biegnie. Wyprzedził mnie i stanął na przeciw mnie. Złapał mnie za ramiona i powiedział.
-Nie dałaś mi dokończyć. Twoja koleżanka Agnes jest urocza, ale nie w moim stylu. Wiem, że się jej spodobałem. Ale z resztą.... nie tylko jej. Ale nikt mi tak nie imponuje jak ty.
-Ja?
-Tak ty. Nie widziałem dziewczyny, która tak dobrze jeździ na deskorolce. To co dziś zaprezentowałaś... to było super. Cały czas, bacznie cię obserwowałem. Każdy twój ruch. - przecież wiem, że mnie obserwował. Ale czy on mi chce powiedzieć, że mu się podobam? O nie.... tego już za wiele.- Myślę, że to, że mnie nie lubisz to tak na prawdę, oznaka, że na mnie lecisz.
-Że co?! Pojebało cię?! Ja? Na ciebie? Proszę cię............ chyba śnisz.- powiedziałam, po czym dodałam.- Sory, ale chyba coś ci się w główce poprzestawiało. Spadaj stąd, albo wiesz co? Nie. Powiem ci, że cieszę bo już mnie tu nigdy nie zobaczysz. Wyprowadzam się do Londynu. Mam cię dość. Mam dość oglądania ciebie. Jesteś po prostu obrzydliwy. Żegnam.- dodałam, po czym wyminęłam go i poszłam w stronę przyjaciół, którzy bacznie patrzyli na to co, przed chwilą zrobiłam.

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 1 - Sen

Jestem Alexis. Mam 17 lat.Mieszkam w Polsce. Kocham muzykę i jazdę na rolkach czy desce. Mam najlepszą przyjaciółkę Agnes, która zawsze mi pomaga, w każdej sytuacji. Mam też przyjaciela Matta oraz Luka. Spędzamy w czwórkę mnóstwo czasu. W naszej klasie jest pewien chłopak, z którym nawzajem uprzykrzamy sobie życie. Nienawidzę szczyla. Oł, a czy wspomniałam już, że mam starsze rodzeństwo? No więc, mam starsze rodzeństwo. Brata Patricka, siostrę Emilię  no i kolejnego brata Aleksa. W domu mieszkam z rodzicami i Aleksem. Patrick i Emilia się wyprowadzili ze swoimi rodzinami. To chyba by było na tyle :)

*w domu Agnes*
-Ej Agnes? A może pójdziemy do skateparku? - nudziłam się u niej, więc chciałam ją gdzieś wyciągnąć.
-Hmmm.... no ale same? A może zadzwonimy po chłopaków? Z nimi się nie boje tam iść....
-Czekaj .... co?! Czemu boisz się tam iść bez nich? Nie rozumiem cię ....- coś czułam, że zaraz mi walnie jakąś ściemę.
-No bo zauważ, że tam różni ludzie chodzą i mogą nam coś zrobi, bo jesteśmy drobnymi, bezbronnymi dziewczynkami....- widziałam strach w jej oczach.
-Eh... no dobra, skoro tak bardzo tego chcesz. Ale ja i tak poszłabym tam sama. Nie mam się czego bać.
-Taaaaa.... akurat. Jestem ciekawa co byś zrobiła jakby ktoś nas zaczepił.
-Jak to co? Powiedziałabym, żeby się odwalił.- tak szczerze, to już kilka razy mnie tak zaczepiano,  ale nikomu o tym nie mówiłam, bo zawsze się zz tego wyplątałam.
-Mhm.... kiedyś sprawdzimy.- powiedziała z szerokim uśmieszkiem.
-Dobra, chodźmy już po nich....- powiedziałam i od razu wyszłam z jej pokoju, kierując się na dół. Szłam po schodach, kiedy się potknęłam i leciałam na dół. Zamknęłam oczy, żeby nie widzieć i czekałam aż upadne na podłogę. Zamiast upaść na podłogę, upadłam w czyjeś ramiona.
-Nic ci nie jest?- powiedziała z troską jakiś chłopak, który mnie złapał.
-Nie. Dziękuje za uratowanie.- posłałam mu ciepły uśmiech. Miał śliczne brązowe oczy, i ciemne włosy. Szkoda, że miał kaptur założony, ale i tak, jest strasznie przystojny.
-To dobrze.- powiedział oddając uśmiech.
-Widzę, że już poznałaś mojego kuzyna Brandona.- zaśmiała się Agnes.
-Tsaaaa.... - powiedziałam, po czym też się zaśmiałam.- Właściwie możesz mnie już puścić Brand. Jeżeli mogę tak do ciebie mówić.- puściłam mu oczko, a on się zaśmiał.
-Możesz, możesz, jeśli chcesz. Tak, mogę cię puścić, ale  najpierw musisz mi odpowiedzieć na kilka pytań...- przerwała mu Agnes.
-Dobra Alexis chodźmy już do tego skateparku, bo chłopacy się zaczekają. Oł...... idę się jeszcze przebrać i uczesać. Zejdę za 20 minut ale już wtedy masz na mnie czekać. A ty...- wskazała na Brandona.- nie rób nic głupiego. - zaśmiała się i pobiegła na górę. Nikogo nie było w jej domu po za nami.
-A więc masz n imię Alexis. Hmmmm... śliczne imię, dla ślicznej dziewczyny.- zaśmiał się.
-Haha... oj przestań bo się zarumienię. Wyprzedzę twoje pytania...- zaczęłam- mam 17 lat, przyjaźnię si z Agnes. Nie mam chłopaka.... co  jeszcze chcesz wiedzieć?- zaśmiałam się. Znów się uśmiechnął.... o boże jaki on ma zniewalający uśmiech.... Przeniósł mnie do kuchni i posadził na ladzie.
-A teraz ja ... Jestem w waszym wieku, nie mam dziewczyny. Jestem skatem. I idę z wami do skateparku. A o resztę będę pytał kiedy indziej.
-Czyli mówisz, że jeszcze się nie raz spotkamy? Mrr.. to fajnie.- wciąż patrzyłam na niego. Jest taki przystojny. -Wiesz? Przypominasz mi kogoś....
-Tak a kogo?- przybliżył się do mnie.
-Chłopaka z moich snów.- zarumienił się.- oh... to nie tak miało zabrzmieć...
-Dobra nie tłumacz się..- śmialiśmy się. czułam się przy nim taka wyluzowana, z resztą jak przy każdym.
-Dobra, zaraz Agnes zejdzie, a ja nie powinnam siedzieć na ladzie. Możesz mnie przepuścić?
-Mogę.
-Fajnie.- czekałam, aż się przesunie, ale on wciąż stał i patrzył mi w oczy z tym swoim zniewalającym uśmieszkiem.
-Jeżeli zgodzisz się ze mną gdzieś wyjść, sami to cię wypuszczę, a i jeżeli mnie pocałujesz.
-Co?! No chyba sobie żartujesz...- chociaż serio chciałam go pocałować. A kto by nie chciał? To ciacho!
-To nie wyjdziesz stąd, kotku.- zaśmiał się szyderczo.
-Kotku, powiadasz?- udałam, że się chwilkę zastanawiam nad czymś, po czym powoli zbliżyłam twarz do jego. On chwycił mój pod brudek i musnął delikatnie wargami moje wargi. Odsunął się i posłał mi uśmieszek.- To ci wystarczyło?- może jemu tak, ale mi nie.
-Chciałem, żebyś mnie pocałowała i to zrobiłaś, jednocześnie się godząc na wyjście ze mną.
-I tak bym się zgodziła, ale okej możesz mnie już wypuścić, bo słyszę, jak zamyka drzwi od swojego pokoju.
-Skoro nalegasz, kotku.- powiedział  i znów cmoknął mnie w usta. Nagle zaczął uciekać, ale i tak go dogoniłam, a konkretnie wskoczyłam mu na plecy.
-Co wy tu robicie?- zapytała Agnes, stojąc na pierwszym stopni i patrząc się na nas z  miną "wtf ?".
-Nic, tylko się bawimy.- wytłumaczył Brand.- ty nigdy nie lubiłaś jak się z tobą bawiłem.
-No masz racje. W sumie to Alex też zawsze się lubiła wygłupiać. Jesteście tacy sami..- zaśmiała się Agnes.-Dobra idziemy.- dodała i wszyscy wyszliśmy. Brandon niósł mnie na barana, od czasu kiedy na niego wskoczyłam.

*Skatepark*
-O widzę Matta, ale gdzie jest Luke?- powiedziała Agnes. Nie wiedziała, że zaraz Luke ją podniesie.- Aaaaaa!!!!! Luke !!!! Puść mnie!!!- krzyczała przez śmiech.
-No skoro nalegasz.- uśmiechnął się i ją postawił. Myślałam, że się z nią przywita, a on podszedł do mnie i Brandona. -Siema stary, dawno cię nie widziałem.- przybił piątkę Brandonowi.
-Ja ciebie też. Ale teraz w wakacje, będziemy się częściej widzieli.
-No ja myślę.- zaśmiał się Luke.- Hej Alex!- powiedział i mocno mnie przytulił,a potem podniósł i obrócił się wokół własnej osi. Zawsze tak się witamy.
-Hej Luke!- śmialiśmy się. Agnes wciąż stała i patrzyła się na nas. Oczywiście jak zawsze musiała, ale to musiała przewrócić oczami i dodać "Jak dzieci". To nie była by ona gdyby tego nie powiedziała. W końcu mnie puścił. Zaraz na deskorolce podjechał do nas rozbawiony Matt i przywitał się najpierw z Agnes, potem ze mną a na końcu z Brandonem. Dziwiło mnie, że oni go znają, a ja dopiero dziś go poznałam.
-A wy- Luke wskazał na mnie i Brandona.- Chodzicie? - rozwalił mnie tym pytaniem.
-Hahahahhaa, nie. To, że ją tu przyniosłem na barana to nie znaczy, że jesteśmy razem.- zaśmiał się Brand.
-No właśnie. Normalnie byśmy czekały na ciebie i Matta, i w końcu bym któregoś z was zaangażowała do przyniesienia mnie tu.- dodałam. A Luke zrobił oczy jak 5zł.
-Pewnie wypadło by na mnie.... - powiedział Luke.
-No przecież nie na mnie.- zaśmiał się Matt. A ja go walnęłam w ramię.
-Nie jest ciężka.- powiedział Brandon i objął mnie ramieniem. Jeju, jaki on wysoki jest. No dobra ja mam 1,69 ale on może z .... 1,80? Tak jak chłopacy, ale i tak....
-Nie wcale...- powiedziałam. Spojrzałam na Agnes. Patrzyła na jakiegoś chłopaka. Próbowałam spojrzeć tam gdzie ona. Spodobał jej się. Szkoda tylko, że taki idiota. Wiem, że ma na imię Harry ale wszyscy mówią na niego Hazza. Cholera zauważył mnie. Nie lubię go. Ale z tego co widzę Agnes jest nim zauroczona. To nie fajne. Chciałam jej coś powiedzieć, ale nagle Luke podał mi deskę i powiedział, żebym zrobiła kilka trików. Może i dobrze, że oderwał mnie od tych myśli. Hazza cały czas patrzył. Dokładnie oglądał każdy mój ruch. Przerażał mnie. Na samym końcu, przejechałam specjalnie koło niego i zabrałam mu jego ukochaną bandankę. Oczywiście czarną. Podałam ją Agnes, a ona oczywiście zachwycona, uwiązała ją sobie wokół szyi. On podjechał na desce do niej i delikatnie ściągnął Agnes bandankę. Potem podszedł do mnie.
-To jest moje.p- powiedział wskazując na bandankę.
-No i?- powiedziałam ironicznie.
-Pożałujesz tego.- rzucił mi groźne spojrzenie po czym, wziął deskę i poszedł przed siebie.
-Taaa... akurat.- rzuciłam przez zęby i spokojnie, jak gdyby nigdy nic, poszłam w stronę budki z jedzeniem i piciem. Wszyscy patrzeli cały czas na mnie. Zwłaszcza Luke. On jest jakiś podejrzany. Ciągle jest blisko mnie i się stara. Jakby się zakochał. Nie... to nie możliwe. Chociaż? A dobra..... tylko, że ja go kocham, jako przyjaciela. Nic więcej. Przyjaciel nic więcej. Ohh.... zaraz mi się przypomina piosenka. Co jak co.... ale co jakiś czas ją sobie śpiewam. Lubie ją, ale i tak jestem oddana Room 94 <3.
-Alex? Czemu to zrobiłaś?- zapytał z troską w głosie Matt. Jakie to słodkie *.*
-Matt.... od dawna go nie lubiłam, ale teraz to już nie wytrzymałam. Wiesz, że zawsze się pakuje w coś.... Teraz też to zrobiłam i dobrze mi z tym. Niech tylko ten skurwiel mi coś zrobi. Nie ręczę za siebie.. - chciałam tak dalej wyładowywać złość, kiedy poczułam za sobą chłopaka, który objął mnie w tali. Nagle wszyscy zniknęli. Byłam tylko ja i Brandon.
-A ty co? Też będziesz mnie wypytywał czemu to zrobiłam?
-Nie. Nie muszę. Wierzę, że jeżeli będzie taka potrzeba to sama mi powiesz, kochana.- powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Dobrze, że chociaż ty.- powiedziałam, po czym odwróciłam się w jego objęciach twarzą do niego. -Chociaż ty...- dodałam po czym, powoli zbliżyłam twarz do jego twarzy. Czułam, że uśmiechał się szeroko. Czułam już jego oddech na ustach....
__________________________________________________________________________________________________________
 Rozdziały będą się pojawiały wtedy, kiedy będzie ich czas :D Nie no.... jak będę miała czas na pisanie to w miarę szybko :P


Bohaterowie ;))

http://i2.pinger.pl/pgr275/8089fbe600025243513bbb69/emma+blue.jpg
Alexis
http://m.ocdn.eu/_m/82fccd1099af95fb3d2f3e6cec9f81c3,62,37.jpg
Matt

Agnes
https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/s320x320/524495_367379989996537_475720305_n.jpg
Luke

środa, 24 lipca 2013

Powitanie ;))

Siemka, nie bardzo znam się na prowadzeniu bloga, ale chce spróbować. Będzie to blog z opowiadaniem. Trochę to pozmieniam ale coś może wyjdzie :)). Liczę na wasze wsparcie. Mam nadzieję, że wyjdzie w miarę ciekawie. Przyznam szczerze, że osobiście wolę czytać i nie widzieć tych postaci, tylko samemu sobie je wyobrazić, więc zastanawiam się nad przedstawieniem postaci. Jak myślicie? Dodać bohaterów czy nie? Od razu mówię, że jeśli CZYTASZ=KOMENTUJ.
Proszę o komentarze, z góry Wielkie Dzięki ;))