-Dobrze, że chociaż ty.- powiedziałam, po czym odwróciłam się w jego
objęciach twarzą do niego. -Chociaż ty...- dodałam po czym, powoli
zbliżyłam twarz do jego twarzy. Czułam, że uśmiechał się szeroko. Czułam
już jego oddech na ustach.... Powoli i delikatnie musnął wargami moje wargi, a potem pocałunek przerodził się w coś bardzo namiętnego. Czułam się wspaniale. Chodź było to dziwne, bo poznałam go dopiero dziś. Oh... to dziwne, ale tak dobrze mi się z nim gada i wgl..... Musze się ogarnąć!!!! Nasz pocałunek trwał dość długo, ale w końcu skończyliśmy.
-Przepraszam cię....- powiedział zasmucony. Puścił mnie i usiadł na krawężniku. Schował twarz w dłoniach. Podeszłam do niego i przykucnęłam przed nim.
-Brand... ale za co mnie przepraszasz? Przecież nic się nie stało. A jeśli chodzi o ten pocałunek to ja cię przepraszam.... nie powinnam.- przyznam, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje.... to wszystko stało się tak nagle. Nie wiem co mam robić już..... i jeszcze ten Harry....... ciekawi mnie co on niby mi zrobi. Cwel ....
-Nie przepraszaj za coś co było wspaniałe.- posłał mi ciepły uśmiech. No w końcu się uśmiechnął.
-Czekaj, co ? Dobra mniejsza o to.... muszę wracać na obiad. Idę się pożegnać z wszystkimi.
-Okej, idę z tobą.
Po chwili byliśmy już z powrotem przy naszych przyjaciołach. Agnes powiedziała, że i tak powoli musi wracać z Brandonem więc kawałek pójdą ze mną.
-No dobra... skoro musisz. - oczywiście jak to Luke, musiał mnie przytulić i obrócić się w okół własnej osi. Dziwiło mnie, że z Agnes tylko się przytulił i to jeszcze tak od niechcenia.
-3maj się, mała.- powiedział Matt i też mnie przytulił.
-Ty też.- posłałam mu szeroki uśmiech.
*po 4 godzinach*
-Kochanie, jesteś już w domku?- krzyczała mama jak weszła z tatą do domu.
-Tak, mamo, jestem. A co?
-Możesz zejść z Aleksem na dół. Musimy wam coś ważnego powiedzieć.
-Okej, zaraz zejdziemy.
Szybko wparowałam do pokoju brata. Zobaczyłam go jak siedzi z słuchawkami przed komputerem.
-Hej, Aleks. Rodzice wołają nas na dół. Chcą nam coś powiedzieć.- powiedziałam siadając obok brata, na jego biurku.
-Nawet wiem, co chcą nam powiedzieć. Szkoda, że dopiero teraz, a nie tydzień temu kiedy o tym już gadali.- powiedział ze złością mój brat.
-Ale o czym ty mówisz? Nie rozumiem....
-O tym, że się przeprowadzamy. Do Londynu. Rodzice tam dostali bardzo dobrą pracę. Z tego co słyszałem. Twoja koleżanka Agnes i jej rodzice też tam będą mieszkali. Obok nas. To nam powiedzą.
-Że co? Ale skąd ty o tym wiesz?
-Słyszałem tydzień temu jak o tym rozmawiali. Wiem, że się cieszą. I nawet ja się z tego cieszę. A ty?
-Jeżeli Agnes jedzie to tak, ale co z chłopakami ? Szkoda ....- posmutniałam.
-Dobra zejdźmy na dół, przekonamy się...-powiedział i oboje ruszyliśmy na dół. Rodzice już na nas czekali w salonie. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam.
-Wiem, że się przeprowadzamy do Londynu. Agnes też. Cieszę się, ale dlaczego o tym nie powiedzieliście wcześniej?- powiedziałam na jednym wdechu.
-Czekaliśmy na potwierdzenia z naszych nowych prac. Dziś je otrzymaliśmy. Ale spokojnie. My jak i rodzice Agnes, uzgodniliśmy, że po zakończeniu roku tam dopiero pojedziemy.- powiedział spokojnie tata, dopijając swoją kawę.
-Czyli jeszcze tydzień i wyjeżdżamy?- zapytałam.
-Tak. Zdążycie się pożegnać ze swoimi przyjaciółmi.- powiedziała mama. A ja od razu pomyślałam "Co sie teraz stanie z Brandonem?". To pytanie mnie dręczyło. Wszyscy się rozeszliśmy. Ja od razu pojechałam na deskorolce do Agnes. Spotkałam ją po drodze. Też biegła mi wszystko powiedzieć. Przytuliłyśmy się do siebie, pozwalając łzom spokojnie spływać. Ani się obejrzeliśmy a podjechali do nas Luke i Matt.
-Ei.... mała, co jest?- zapytał Matt, "odklejając" mnie od Agnes. Przytulił mnie do siebie. Luke zrobił to samo z Agnes, chodź widziałam jak jest zły, że to właśnie Matt, mnie teraz trzyma w objęciach. Nie obchodziło mnie to, chciałam po prostu tak stać.
-Ja i Agnes... tzn, my się przeprowadzamy do Londynu...- powiedziałam przez łzy.
-No to chyba fajnie nie? Nowi ludzie, lepsze miasto.... będzie dobrze.- powiedział Matt.
-Ale ja nie chce was opuszczać.... jesteście moimi przyjaciółmi. Nie chce was stracić.- mówiłam nadal przez łzy.
-No właśnie. Tyle razem przeszliśmy, a teraz...... zostaniemy rozdzieleni.- dodała Agnes, również przez płacz.
-Spoko, jest przecież skype, facebook i inne takie duperele. Zawsze możemy ze sobą pogadać.- powiedział Luke.
-Masz racje. Mamy jeszcze tydzień, więc trzeba to wykorzystać jak najlepiej, co nie mała?- powiedział Matt, i pocałował mnie w czubek głowy.
-To co robimy?- powiedziałam powoli odrywając się od Matt. Patrzyliśmy sobie w oczy. Matt otarł moje łzy. Zbliżył się i pocałował mnie w policzek. Na pewno Luke był wkurzony.
-Chodźmy do wesołego miasteczka. Ja stawiam.- powiedział Luke.
-Nie musisz. Możemy przecież zapłacić za siebie.- powiedziała Agnes.
-No właśnie.- dodałam.
-Racja.- dodał jeszcze Matt.
-No to co? Nie będziemy się widzieć już potem, więc trzeba to wykorzystać jak najlepiej, chodźcie i nie marudźcie. Podeszłam do Luka.
-Jesteś kochany, Luke.- powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
-No przecież wiem.- zaśmiał się, objął mnie ramieniem i pocałował też w policzek. Wszyscy się śmialiśmy i poszliśmy się zabawić do wesołego miasteczka. Bawiłam się super! Jednak rozwaliło mi humor jedno.... Hazza. Był w wesołym miasteczku z koleszkami. Moi przyjaciele poszli po coś do jedzenia, a ja zostałam sama, przy karuzeli.
-Witaj, Alexis. Miło cię widzieć.- powiedział głos, za mną. Wiedziałam, że to Hazza.
-Cześć, Harry. Ciebie już nie koniecznie miło widzieć.- wyplułam.
-Ojoj.... czemuż to jesteś dla mnie taka nie miła, hmmm?- powiedział udając wielce zatroskanego. Idiota.
-Ja? Hmm... no nie wiem... może dla tego, że cię zwyczajnie nie lubię?- zapytał z ironią.
-A wiesz co ja myślę? Że..- nie dokończył bo mu przerwałam. Odwróciłam się do niego przodem.
-Nie obchodzi mnie co sobie myślisz. Czy mnie lubisz, czy nie. Nie obchodzi mnie czy mnie zniszczysz, czy nie. Nie obchodzi mnie nic! Rozumiesz?!- wykrzyczałam mu w twarz i odwróciłam się do niego tyłem. Szłam przed siebie. Byle jak najdalej. Stał tam i patrzył jak idę. Nagle usłyszałam, że idzie. Po chwili biegnie. Wyprzedził mnie i stanął na przeciw mnie. Złapał mnie za ramiona i powiedział.
-Nie dałaś mi dokończyć. Twoja koleżanka Agnes jest urocza, ale nie w moim stylu. Wiem, że się jej spodobałem. Ale z resztą.... nie tylko jej. Ale nikt mi tak nie imponuje jak ty.
-Ja?
-Tak ty. Nie widziałem dziewczyny, która tak dobrze jeździ na deskorolce. To co dziś zaprezentowałaś... to było super. Cały czas, bacznie cię obserwowałem. Każdy twój ruch. - przecież wiem, że mnie obserwował. Ale czy on mi chce powiedzieć, że mu się podobam? O nie.... tego już za wiele.- Myślę, że to, że mnie nie lubisz to tak na prawdę, oznaka, że na mnie lecisz.
-Że co?! Pojebało cię?! Ja? Na ciebie? Proszę cię............ chyba śnisz.- powiedziałam, po czym dodałam.- Sory, ale chyba coś ci się w główce poprzestawiało. Spadaj stąd, albo wiesz co? Nie. Powiem ci, że cieszę bo już mnie tu nigdy nie zobaczysz. Wyprowadzam się do Londynu. Mam cię dość. Mam dość oglądania ciebie. Jesteś po prostu obrzydliwy. Żegnam.- dodałam, po czym wyminęłam go i poszłam w stronę przyjaciół, którzy bacznie patrzyli na to co, przed chwilą zrobiłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz