-Hej dziewczyny.- przywitał nas oczywiście radosny Marcel. Przytulił się z Agnes, a potem podszedł do mnie i powiedział przytulając.- Jak zasnęłaś? Ja dostałem zjebe od taty, że tak długo przed lapkiem siedzę.- zaśmiałam się.
-Ja bez problemu. Nikt mi nic nie mówił o późnym chodzeniu spać.- puściliśmy się. Agnes nie przywitała się z kolegą Marcela. Ale ja.. jak to ja, oczywiście podeszłam do niego.
-Hej, jestem Alexis.- tak jak mówiłam podeszłam do niego i przytuliłam.
-Siemka, a ja Kuba.- inaczej wyglądał w moim śnie, no ale to nawet lepiej.-Ty jesteś tą skaterką?
-A co już Marcel coś ci powiedział?- powiedziałam i spojrzałam groźnie na Marcela. On się tylko nerwowo uśmiechnął i schował za Agnes.
-Tak, coś tam wspomniał. - uśmiechnął się Kuba.
-Jestem Agnes.- podeszła do niego i też się przytuliła. Ale wiem, że jakbym ja tego nie zrobiła to ona też nie.
-Siemka. To co? Idziemy jeździć?
-Stary, Agnes nie jeździ.- powiedział do Kuby Marcel.
-Czemu? Jeśli ni umiesz to Marcel cię na uczy.- powiedział Kuba i puścił oczko do Marcela.
-No właśnie. Chodź, nauczę cię.
Po jakiejś chwili byliśmy przy rampach. Weszłam na jedną z Kubą. A Marcel uczył Agnes na płaskiej powierzchni. Muszę przyzna, że nie źle jej szło.
-No to pokaż co umiesz, Alexis.- powiedział Kuba.
-Mów mi Aleks. Jestem tu pierwszy raz, może ty mi pokażesz co umiesz?
- A czemu ja? Jesteś nowa więc masz pierwszeństwo.
-Eh.. no i? Nie traktuj mnie jak wielkiej paniusi, bo tego nie lubię. wkurza mnie, że chłopacy przy mnie zachowują się jak przy jakiejś damie.
-Dobrze, przepraszam. Nie chciałem. To jak mam cię traktować?
-Zwyczajnie. Eh, a z resztą tłumaczyć wam coś, to i tak nie dotrze. - powiedziałam wkurzona i zjechałam z wielkiej rampy, robiąc różne triki. wszyscy się na mnie patrzyli z opadniętymi koparami( jak mówi moja mama xD). Spojrzałam na Kubę, ale nie było go na rampie.
-Dobrze jeździsz, Aleks.- powiedział nagle obok mnie.
-Hy.... ale mnie przestraszyłeś idioto!- krzyknęłam przez śmiech.
-Ej, ledwo się poznaliśmy a ty już mnie nazywasz idiotą? No wiesz ty co?
-Nie umiesz udawać urażonego to tego nie rób, a po za tym, jak mam zareagować jeśli mnie straszysz? I czemu przyspieszasz obok mnie? Myślisz, że jesteś dobry?
-Najlepiej zwykłym "Ale mnie przestraszyłeś", to wystarczy. Przyśpieszam bo chce jechać szybciej od ciebie. Tak, myślę, że jestem dobry.- posłał mi szeroki uśmiech, a ja to zignorowałam i przeszłam na jego deskę.- Co ty robisz?
-Jadę z tobą na jednej desce?
-Hmm... no nieźle, ale co powiesz na to?- powiedział i uśmiechnął się cwaniacko. Stałam z przodu deski, a on podniósł przód co spowodowało, że zsunęłam się na niego.
-Widzę, że lubisz mieć mnie przy sobie. Zapamiętam to sobie.- puściłam mu oczko i szeroki uśmiech i znów wskoczyłam na swoją deskę. Podjechałam do Marcela i Agnes.
-Ej uważaj bo mnie przejedziesz!- krzyknął przez śmiech Marcel.
-Sory, nie dopracowałam jeszcze hamowania.- uśmiechnęłam się szeroko. Nie mogłam zahamować, cholera, moja deska jechała coraz szybciej a ja byłam bezradna. Kierowałam się w prost na ścianę, myślałam, że wlecę w nią, ale ktoś mnie zatrzymał.
-Nic ci nie jest?- zapytał Kuba, trzymając mnie na rękach i mocno przytulając do siebie.
-Nie. Dziękuje, że mnie uratowałeś.- powiedziałam i mocniej się w niego wtuliłam.
-To dobrze. Nie ma sprawy, nie chce, żeby Matt mi coś zrobił za to że dałem ci sobie coś zrobić.
-Jak to Matt? Ty go znasz?
-Tak, bo jego kuzyn to mój sąsiad.
Przyznam, że mnie zgasił tym troszkę. Czyli on wiedział, że Matt tu przyjedzie i go zna bo już tu był. A o mnie słyszał od Matta, a wczoraj jeszcze Marcel mu o mnie coś wspomniał. To jest podejrzane.
-Aha...Możesz mnie już puścisz, jeżeli chcesz.- zaśmiałam się.
-Spoko.- też się zaśmiał. Czułam, że nie chętnie mnie puszcza.
-Dziękuje, jeszcze raz.
-Nie ma sprawy, na prawdę.
Wzięłam swoją deskę i jechałam dalej. Agnes i Marcel dobrze się bawili nawet bardzo. Marcel trzymał Agnes i się całowali. (Jak na zdjęciu wyżej :P). Ja tylko na nich spojrzałam a kąciki moich ust lekko się uformowały w uśmiech. Wjechałam na rampę i zjechałam. Tym razem udało mi się zahamować. Była już 19 i powoli robiło się ciemno, więc ja i Agnes musiałyśmy się zbierać.
-Agnes, musimy już iść.- powiedziałam podchodząc do niej i Marcela.
-Tak, tak... chwilka.
-Spoko, ja i Kuba was odprowadzimy.- powiedział Marcel i puścił oczko do stojącego za mną, Kuby.
-Nawet jeśli to ruszcie się. Nie chce mieć kolejnej zrąbki za spóźnienie.- powiedziałam i już chciałam jechać w stronę bramy, kiedy Kuba złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.-Ej, co ty robisz?- powiedziałam do Kuby. Ten spojrzał mi w oczy i powiedział...
-Może dasz swoją deskę Marcelowi, Agnes pojedzie na jego, a ty i ja razem?
-Razem? Że niby tak jak wtedy?
-Tak. To jak?
-Eh.. jeżeli nie zniszczy mi deski to spoko. Ale ty z przodu. W końcu będziesz mógł pokierować.- uśmiechnęłam się delikatnie do Kuby, co ten odwzajemnił.
-Spokojnie, ja umiem jeździć.- krzyknął nagle Marcel.
No i ruszyliśmy. Szybko to szło. Ja z Kubą śmialiśmy się ciągle z czegoś, jadąc razem. Agnes też dość szybko jechała. Trzymała się z Marcelem za rękę i jechali równie szybko. Ja z Kubą i tak jechaliśmy szybciej i pierwsi, no ale.... my umiemy dobrze jeździć. Fajnie się dziś bawiłam z nimi. No właściwie to większość czasu spędziłam z Kubą, bo tamci byli zajęci igraszkami. Chyba będą razem. Ciekawe czy Agnes pamięta jeszcze o Harrym... No ja nie zapomnę tej scenki w wesołym miasteczku. Byliśmy już prawie przy moim i Agnes domu. Agnes i Marcel jeszcze gadali ze sobą i śmiali się.
-A właściwie gdzie wy mieszkacie?- zapytałam.
-Ja 2 ulice dalej, a Marcel praktycznie przy skateparku.
-Co? Ale przecież on będzie wracał sam. A jak mu się coś stanie?
-No to go odprowadzę, jeśli tak się o niego martwisz.
-No nie... a jak tobie się coś stanie jak będziesz sam wracał? Poczekaj tu.- powiedziałam i szybko wbiegłam do domu. Rodziców nie było. Powiedziałam bratu, że idę odprowadzić kolegę i, że odprowadzi mnie inny kolega. No i już po chwili znów byłam obok Kuby.
-Jadę z wami.
-Jedziesz specjalnie, żeby mi się nic nie stało?
-Tak. Dokładnie.
-Aż tak ci zależy?- uśmiechnął się cwaniacko.
-Pfff... chciałbyś..- cholera. Zależało mi.
-No dobra, nie będę cię już wkurzać. Chodźmy już.
-Dobry pomysł.- to dziwne, ale dogadywałam się z nim nawet dobrze. Pożegnaliśmy wszyscy Agnes. A gdy weszła i zamknęła drzwi my ruszyliśmy. Po jakimś czasie, Marcel też już zamknął drzwi, a my mogliśmy wracać. Mieliśmy jeszcze parę ulic do przejechania i już jesteśmy pod moim domem.
-Spoko, nie ma sprawy. Zawsze się martwię o innych. Nawet jeśli ich dobrze nie znam.- na ostatnie zdanie Kuba się zaśmiał.
-Poznasz mnie spokojnie. To tylko kwestia czasu. Zwolnij.
-Dlaczego?
-Bo jakoś nie chce się z tobą szybko żegnać. Polubiłem cię. Fajna jesteś.- powiedział i posłał mi nieśmiały uśmiech. Zatrzymaliśmy się pod jakimś drzewem. Zaczęło padać. No pięknie.
-Oo.. chodź tu.- powiedziałam i rozłożyłam ręce do uścisku. On zaśmiał się tylko i skorzystał z okazji...
-Co? Chcesz dotknąć? - zaśmiał się. Zaczął iść w moją stronę. Złapał moją rękę i przejechał nią po swojej umięśnionej klacie. -Nie bój się...- dodał po chwili.
Patrzyłam mu w oczy. On mi też. Lekko się do siebie uśmiechnęliśmy. puścił moją rękę, ale ja położyłam obie ręce na jego klatce. Błądziłam nimi po jego brzuchu, a on tylko patrzył na to co robię i uśmiechał się. W pewnej chwili zbliżył się do mnie.... nasze twarze było bardzo blisko siebie. Myślałam, że chce mnie pocałować, ale on...... tylko szepnął.-Jest już 23. Musimy wracać. A i jeszcze jedno. To nie fair.
-Ale co jest nie fair?
-Bo ty mnie możesz macać po klacie, a ja ciebie nie.
-A kto powiedział, że nie?- powiedziałam i przygryzłam dolną wargę.
-A mogę?
-Innym razem.- chciałam już zabrać deskę i jechać do domu, ale jak szłam on objął mnie od tyłu i złapał za cycki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz