-Co ci powiedział, mała?- szepnął mi do ucha, gdy zamknęliśmy się w uścisku. Martwił się o mnie, chyba najbardziej z całej trójki. Kocham go za to.
-Nic takiego. Na prawdę. Nie martw się.- powiedziałam, ale jakoś nie miałam zamiaru go puścić. Zamiast tego przytuliłam go mocniej. On zrobił to samo. Oparł głowę o moją. Czułam zapach jego perfum. Kocham je. Będzie mi ich brakowało.
-Wiesz, że zawsze się o ciebie martwiłem i nadal będę, nawet jak będziesz w Londynie.- powiedział po czym pocałował mnie w czubek głowy.
-Nigdy cię nie zapomnę.- powiedziałam. Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie chciałam znów płakać.
-Mam nadzieję. Ja ciebie też. Jak będziesz już wyjeżdżała to ci coś dam.- powiedział, a ja oderwałam głowę od jego torsu i spojrzałam na niego pytająco. Pech, chciał, że zauważył moje łzy.
-Luke, Agnes, możecie iść już dalej. Dołączymy do was potem.- powiedział Matt. Posłuchali go. Kiwnęli tylko głowami i odeszli bez słowa. To miłe, że nie chciał by oni też się martwili co się ze mną dzieje.
-Ale co mi dasz?
-Coś, co na pewno ci się spodoba i nie zapomnisz o mnie.- powiedział i puścił do mnie oczko. Nie wiem czemu, pomyślałam, że da mi jedną ze swoich full capów. Jeszcze jakby tego, którego teraz miał na sobie. Kocham go. Ten Full Cap jest zajebisty. Tym bardziej, że oboje kochamy ich <3.
-Twoje perfumy? Czapkę? No nie wiem....- zaczęłam wymieniać.
-Czapkę. Tą co mam na sobie. Wiem, że ją kochasz.- powiedział i posłał mi cieplutki uśmiech.
-Ojej.... kurczę Matt..... kocham cię.- powiedziałam i łzy automatycznie spłynęły po moich policzkach. Znów mocno się przytuliłam do niego.
-Wiem. Ja ciebie też, maleńka.- powiedział i znów pocałował mnie w czubek głowy.- Nie wiem czy wiesz, ale cholernie będzie mi cię brakować.
-Mi ciebie też. Zwłaszcza ciebie.
-A co z Brandonem? Po tym wszystkim co się stało... nawet nie chodziliście, ani nic. Trochę szkoda chłopaka. Ale jestem pewien, że spotkasz swoją miłość tam. W Londynie. Ale pamiętaj, że chce być informowany o wszystkim na bieżąco.
-Hahahah, jesteś kochany. -powiedziałam i pocałowałam go w usta. Ale to tylko buziak.- Szkoda, że tylko ty tak myślisz... raczej wątpię, żebym właśnie tam spotkała swoją miłość. Mamy 17 lat, ale czuje się jak 14-latka. Też tak masz?
-Hahaha, no pewnie. Cały czas. Nie czuje się siedemnastolatkiem. Bardziej jak przystojny, czternastolatek.- zaśmiał się.
-Ależ ty skromny.- zaśmialiśmy się oboje.- Ale co jak co..... ale jesteś przystojny.- spoważniałam.
-No wiesz ty co? Nie mogłaś mówić wcześniej?- zapytał z udawanym oburzeniem.
-Ale czemu?
-Już dawno byśmy chodzili...- zaśmiał się.
-Hahahah..... przepraszam cię. Kocham cię.- powiedziałam i znów go cmoknęłam w usta.
-No wiem, że mnie kochasz. Mnie się nie da nie kochać. Możemy chodźmy na gokarty?
-Ale jesteś skromny.
-A ty piękna.- powiedział i objął mnie ramieniem.
-Dobra chodźmy na te gokarty. A właściwie gdzie poszli Agnes i Luke?
-Nie wiem. Może coś między nimi zaiskrzy.
-Lepiej nie. Bo skoro mamy wyjechać to bez sensu zaczynać cokolwiek.
-Ej, ej... spokojnie. Luke i tak jej nie kocha. Za to ciebie tak.
-Co? O czym ty mówisz? Luke? Mnie? Za co?
-A ty za co mnie kochasz?
-Bo jesteś sobą. Nie udajesz nikogo. Jesteś wymarzonym chłopakiem, ale za to zajebistym przyjacielem. Jesteś dla mnie jak kolejny starszy brat. Dogaduje się z tobą jak z nikim innym, no może po za Agnes. Ale jesteś duszą towarzystwa. Nie wiem co jeszcze bym miała ci powiedzieć.
-No i fajnie. Bo właśnie się dowiedziałem za co tak na prawdę się przyjaźnimy. On też cię kocha. Ale tak na serio. A ja? A ty? Jak rodzeństwo nie jak prawdziwa miłość.
-Co ja tam zrobię bez ciebie, co?
-Spokojnie. Znajdziesz tam wiele zajęć, zobaczysz. A teraz chodźmy. Muszę cię zniszczyć na gokartach.
-Taa, jasne. Ty mnie zniszczysz. Pfff... jasneee....- zaśmiałam się.
-A założymy się?
-O co?
-Jeśli wygram, pocałujesz mnie, jeśli ty wygrasz dam ci każdą rzecz jaką chcesz.
-Stoi.- powiedziałam i podaliśmy sobie dłonie. Chce wygrać. Za wszelką cenę, ja chce jego czapkę, bluzę, wisiorek, koszulkę. Ma takie zajebiste rzeczy. Koszulkę dostał kiedyś od swojej byłej dziewczyny, która go zdradziła. Nie rozumiem jak można stracić takie wspaniałego chłopaka jak Matt.
Pojeździliśmy, śmialiśmy, wygłupialiśmy. Agnes i Luke do nas dołączyli na gokartach, ale i tak zakład wciąż trwał. On chyba specjalnie to zrobił. Wiedział, że wygra. Oh.... ale co mi tam. Była już 22, czas wracać do domu. Ja i chłopacy mieliśmy deskorolki, ale Agnes? Nie miała nic. Nie byłam chamska i pojechałyśmy razem na jednej desce. Da się tak. Ciężko jest, ale jakoś się udało. Nie mogę uwierzyć, że już ich nie zobaczę. Tyle nas łączy. Live is brutal. Odprowadziliśmy Agnes. Chłopacy poszli jeszcze ze mną pod mój dom. Nikogo nie było i nie będzie do jutra wieczorem, więc ich wpuściłam. Oglądaliśmy "American Pie". Kocham ten film. Wygłupialiśmy się, ogólnie zachowywaliśmy się jak dzieci. Chłopacy mnie łaskotali. Nie mogłam złapać oddechu ze śmiechu. Potem znów coś oglądaliśmy. Poszłam do kuchni po kolejną porcje popcornu. Luke, rozłożony na jednym tapczanie, a Matt na drugim.
-Możesz jeszcze przynieść colę.- zawołał Luke.
-Okej.- odpowiedziałam i wzięłam jeszcze cole z lodówki. Przyszłam do salonu i położyłam wszystko na stole.
-Nie za wygodnie wam?- zapytałam.
-Nie.- powiedział Luke.
-Nie.- dodał Matt, śmiejąc się.
-A ty z czego się śmiejesz?- zapytałam.
-Z ciebie, mała.- powiedział przez śmiech.
-Ach tak?- powiedziałam i od razu się na niego rzuciłam. Łaskotałam go a on mnie. Luke nam się przyglądał z zazdrością.
-Dobra... ej... przestań już... hahahahaa...- Matt krzyczał przez śmiech.
-To cofnij to co powiedziałeś.
-Mała................ nie.- i puścił mi oczko.
-No to masz pecha.- powiedziałam i dalej go łaskotałam. Nie wiem jak, ale złapał mnie tak, że aż mną obrócił i to on był na górze. A ja pod nim. Luke nadal się na wszystko patrzył.
-I co?- powiedział Matt z cwaniackim uśmieszkiem.- Nie zapomnij, że mi coś wisisz.
-Spokojnie, nie zapomnę.
-O czym wy mówicie?- zapytał Luke. Był zdenerwowany.
-O niczym. -powiedział Matt. I puścił mi oczko.
-Mhmm... dobra jest już późno, ja spadam na chatę.- powiedział Luke i wstał z tapczanu.
-Poczekaj, odprowadzę cię do drzwi.- powiedziałam i wysunęłam się spod Matta.
Wyszłam z nim z salonu i poszliśmy na hol. Przytulił mnie i obrócił w okół własnej osi.
-3maj się.- powiedziałam.
-Ty też.- powiedział, wciąż byliśmy wtuleni do siebie. -Kocham cię.
-Wiem, będzie mi brakowało tam was jako przyjaciół.- powiedziałam.
-Ale ja serio cię kocham. Wiem, że trochę za późno ci to mówię, ale cię kocham. Jutro rano wyjeżdżam na Teneryfę.
-Wiem, że mnie kochasz. Matt mi powiedział. Szkoda, że nie powiedziałeś tego wcześniej. Miłej zabawy jutro.- powiedziałam i na od chodnym cmoknęłam go w policzek.
-Żegnaj.
-Żegnaj...- powiedziałam i zamknęłam drzwi za Lukiem.
Weszłam do salonu, ale Matta tam nie było. Nigdzie go nie było. Stałam kawałek za drzwiami, tyłem do nich. Nagle zza drzwi wyskoczył Matt, wziął mnie na ręce i okręcił się w okół własnej osi. Śmialiśmy się.
-To co? Dasz się pocałować?- uśmiechnął się Matt.
-Muszę.
-Nie chce cię zmuszać, nawet jeśli przegrałaś zakład.
-Co?
-Nie chce, żebyś potem czegoś żałowała.
-Spokojnie. Pamiętaj, że wyglądasz jak mój ideał.
-Wygląd to nie wszystko, mała.
-Wiem, ale jesteś kochany.- powiedziałam i oparłam głowę o jego ramię.
-No nie wiem... jeżeli chcesz to spoko, a jeżeli nie, to nie.
-Nie gadaj tyle. Wybierz teraz kolejny film.
-"Jak urodzić i nie zwariować."
-Haha, no okej..- zaśmiałam się.
Film się zaczął. Leżeliśmy na kanapie. Ja głową na torsie Matta. Było fajnie. Jego serce biło równomiernie. Kocham ten dźwięk. Jest trochę..... wyższy ode mnie i zawsze jak się do niego przytulam słyszę jego bicie serca.
-Twoje serce zawsze tak równomiernie bije.- powiedziałam bez żadnych emocji.
-Wiem. A twoje nie?
-Nie wiem... Matt?
-Tak?
-Wiem, że się o mnie martwisz, ale ja nie dam rady bez ciebie w Londynie. Nie możesz chociaż na wakacje z nami pojechać? Proszę....
-Przykro mi słodka, ale nie mogę.
-Szkoda. A i jeszcze jedno.- powiedziałam, po czym zbliżyłam twarz do jego twarzy. Uśmiechnął się szeroko, ja też.
-Na pewno tego chcesz? Nie będziesz mieć później wyrzutów, że całowałaś się z bratem?
-Najwyżej. Szkoda, że gdy pocałowałam się z Brandonem nie myślałam o tym, czy teraz będę tego żałować.
-Czekaj.... nie żeby coś, ale dlaczego mi nie powiedziałaś?- miałam już łzy w oczach. Szybko zeskoczyłam z Matta i pobiegłam na ogród, obok oczka wodnego. Usiadłam na jednym kamieniu i płakałam, szlochałam....
-Alex.... spokojnie, nie płacz.- powiedział Matt i usiadł obok mnie.- Przytul się.- powiedział i tak zrobiłam. Zalałam mu łzami całą koszulkę z "Obey".- A teraz spokojnie oddychaj. Opowiedz mi o tym, jeśli chcesz.
-To się... się zacze... zaczęło u Agnes.- zaczęłam przez łzy. -Zbiegałam ze schodów i.... i podetknęłam się...... upadłam wprost w jego ramiona.
-Czyli przypadkiem wpadłaś mu w ramiona... mhm... no a dalej co? Nie chciał cię puścić do puki go nie pocałujesz?
-Skąd wiedziałeś?
-Pamiętasz moją byłą?
-Ta zdzira, która cię zdradziła?
-Tsa... poznałem ją dokładnie tak samo i tak samo mnie zdradziła, tyle, że potem się z nim przespała.
-Wiem. No i bylo dokładnie jak mówisz. No to go pocałowałam, a potem on mnie, a potem płakałam i wgl...
-Dobrze już... cii... spokojnie. Dobrze, że mi powiedziałaś, bo nie będzie cię to męczyło.
-Wiem, dziękuję, kocham cię.- powiedziałam i mocniej się przytuliłam do "braciszka."
-Ja ciebie też. Teraz tym bardziej nie powinnaś się ze mną całować, bo twój umysł zwariuje.
-Aha? Skoro tak mówisz....
-Ja nie mówię, ja to wiem...chodźmy do środka, powoli muszę się zbierać.
-A mógłbyś zostać na noc? Proszę... boje się teraz.
-Eh... no dobra, ale zadzwonię do rodziców.
-Dobrze, dzięki.
Weszliśmy do środka i posprzątaliśmy w salonie. Poszliśmy na górę. On się umył, potem ja. Mam wielkie łóżko, więc spaliśmy razem. Wiem, że to dziwne, ale tak było. Matt już zasnął, a ja jeszcze nie. Leżałam i
Jestem już w Londynie. W szkole. Idę przez korytarz z Agnes. Gadamy, śmiejemy się. Podszedł do niej wysoki blondyn o zielonych oczach. Flirtował z nią. Nagle ktoś mnie pociągnął do siebie za rękę. Był to chłopak o długich brązowych włosach i ciemnych oczach. No ideał <3 Powiedział coś po angielsku, ale nie do końca go zrozumiałam bo jakoś nie umiem angielskiego. Zaśmiał się i powiedział.
-Spokojnie, nauczysz się jeszcze.- i posłał mi słodki uśmiech. Ja oczarowana chłopakiem i jednocześnie zgaszona, że mówi po polsku wybełkotałam.
-Ty mówisz po polsku?
-N..no tak. -zbliżył się do mnie i szepnął mi do ucha.- ale nikomu o tym nie mów.
-No dobra, ale dlaczego?
-Później się dowiesz. A teraz spójrz na chłopaka, który gada z twoją przyjaciółką. Ma na imię Marcel, a ja jestem Kuba. On też jest polakiem. On mieszkał w Bierzglinku, a ja we Wrześni.
-Czekaj... mieszkałeś w tym samym mieście gdzie ja i nigdy cię nie spotkałam?
-A no .... live is brutal.- powiedział i objął mnie w tali, opierając głowę o moje ramię powiedział.- Mieszkam tu 2 lata. Moi rodzice, jak i rodzice Marcela dostali tu pracę i po zakończeniu roku przyjechaliśmy tu. A ty jak się tu wzięłaś.
-Ja z Agnes, dokładnie tak samo jak ty, tyle, że dopiero w tym roku przyjechałyśmy. Ona w miare się z wami dogada, ale ja nie.
-Spokojnie śliczna, nauczysz się. A puki co trzymaj się nas. Chodź do nich, zaprzyjaźnimy się.
-Okej....
Przebudziłam się. Otwarłam oczy i zobaczyłam, że Matta nie ma w pokoju. Po chwili Matt wchodzi do pokoju w samych bokserkach.
-Przepraszam nie chciałem cię obudzić.
-Spoko. Ale wracaj już do łóżka.
-Okej.- powiedział a ja po chwili znów usnęłam.
Jestem w jakimś domu. Idę przez korytarz. Wchodzę do salonu. Na jednym krześle siedzi Kuba? A obok niego stoi nie wiele młodszy chłopiec. Może około 12 lat? Kuba spojrzał na mnie z zakłopotaniem. Usiadłam naprzeciwko niego.
-Alex, wiesz może jak mu wytłumaczyć jak się całować? Bo ma dziewczynę i chciałby to zrobić ale nie wiem jak, a ja jakoś nie umiem mu tego wytłumaczyć.
-Ja też nie. A ty młody, masz jakiś pomysł?- chwilę myślał i wymyślił.
-Najlepiej pokazać. Pokażcie mi.- ja i Kuba wymieniliśmy spojrzenia.- Proszę was to tylko dla pokazania mi. Na prawdę potrzebuję waszej pomocy, ale skoro boicie się jednego pocałunku to ja nie wiem....- młody udawał, że wychodzi, ale widziałam jak chowa się za wielkimi kwiatami w tym pokoju. Kuba miał spuszczoną głowę. Złapałam go za rękę.
-On ma racje.- powiedział nagle, wciąż głowę miał spuszczoną.
-Ale z czym?
-Że boimy się jednego pocałunku.... to chore, ale on ma racje.
-Ehh..... - chciałam powiedzieć, że ja się nie boję, ale powstrzymałam się. Siedzieliśmy tak chwilę, bez słowa. Po pewnym zastanowieniu nachyliłam się trochę i wykręciłam tak, że musnęłam wargami jego wargi. On podniósł głowę.
-Rozumiem już..... udawałaś, że się boisz tego, ale tak serio przemyślałaś trochę i postanowiłaś to zrobić, by udowodnić sobie, że nie boisz się.- powiedział to na jednym wdechu.
-Ale... skąd ty to wiesz? Umiesz czytać w myślach czy co?
-Nie, sam nie wiem... miałem wizje, że tak jest. Ty już przełamałaś strach.
-No tak....
-Ale ja nie. Czas na to.- powiedział to tak szybko, że nawet się nie spostrzegłam kiedy się namiętnie całowaliśmy. Nasze języki masowały się nawzajem. Nagle zza kwiatów wyskoczył młody.
-Nareszcie! Teraz w końcu Kuba znalazłeś prawdziwą miłość. Alexis to nie ta sama dziewczyna co te wredne lafiryndy. Proszę cię zerwij z Patricią. Nie lubię jej, ona jest sztuczna. Dlaczego nie będziesz z Alex? Zasługujesz na coś lepszego, niż te dziwki, z którymi zawsze jesteś.
-Młody skończ, dobra?! To nie twoja sprawa z kim chodzę. Mogę robić co mi się podoba i ty nie masz nic do gadania! Nie jesteś lepszy ode mnie! Życie nie jest proste.... trzeba poświęcić sporo, by znaleźć na tym poziomie, na którym jestem.
-Czyli mówisz, że nie jestem lepszy od ciebie? Hmmm.... no nie powiedziałbym. Widziałem ją we Wrześni. Zawsze chodziła z naszym kuzynem wszędzie. Przyjaźnili się. On o nią dbał, troszczył się. Ona wciąż była tak blisko, Kuba. Twoja miłość była tak blisko, ale ty nadal nie przejrzałeś tego na oczy. Jesteś ślepy bo masz przy sobie wspaniałą dziewczynę i zamiast się o nią starać i pokazać z jak najlepszej strony, ty właśnie pokazałeś, że jesteś skończonym dupkiem i nikim więcej. A na dodatek, właśnie płaczę, bo wie, że mówię całą prawdę o tobie, jaki naprawdę jesteś ty i twoje lafiryndy. Rób co chcesz, ale pamiętaj.... dupą świata nie zdobędziesz.- młody miał racje. Popłakałam się. Spojrzałam tylko na Kubę i wybiegłam z pokoju jak najdalej. Wybiegłam z domu. Byłam na ogrodzie. Biegłam w stronę mostu. Przebiegłam przez niego i wbiegłam do lasu. W środku lasu było jezioro. A obok niego dom. Nagle z domu wyszedł ... Matt? Podbiegł do mnie. Przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze.
Świetny <3
OdpowiedzUsuńKiedy następny :)
Pisze się :D Puki mam wenę :D
Usuń